5. TAJEMNICE TOMARANGU
Życie w Tomarangu było spokojne. Ollie w końcu w miarę stanęła na nogi. Praca poławiacza ryb zapewniała stabilny dochód i obiad na stół. Do tego teraz, gdy jej umiejętności wzrosły, nie zajmowało jej już to pół dnia.
Praca ta dawała jej też pewien poziom satysfakcji oraz wzmacniała jej emocjonalną uważność. Kontakt z naturą był zawsze dla Ollie ważny, a tutaj, w Tomarangu, obcowała z naturą bezustannie.
W końcu znalazła czas na poszukiwania skarbu. Zaczęła od wypytywania mieszkańców. Jednak chociaż mieli oni wiele do powiedzenia na temat historii Tomarangu, ciężko było ocenić przydatność informacji...
Liên Sadya: Skarby, tygrysy... Wybacz, ja to nie wierzę w te legendy.
Isko Mulawin (barman): Wiem, od czego możesz zacząć. Jeśli poznałaś już legendę o Khun Mae, to wiesz, że frędzle odgrywają w tej historii ważną rolę. Myślę, że jeśli zbierzesz pełną kolekcję, to możesz przy okazji coś odkryć.
Olimpia: Frędzle?
Thi Lihn: Wokół nas ukryta jest prawda. Ufając sobie nawzajem, ludzie są bardziej skłonni do dzielenia się sekretami. Porozmawiaj z sąsiadami, komunikacja to podstawa.
Olimpia: Dziękuję, Kapitanie Oczywistości.
Dakila Zulueta: Ja chyba wiem coś więcej o skarbie.
Olimpia: Naprawdę?
Dakila: Gdy Khun Mae wzięła na swoje barki obowiązek ocalenia wioski, Starszyzna wyznaczyła jej zadanie odnalezienia Strażnika. Jestem przekonany, że ten Strażnik pilnował skarbu.
Olimpia: Aha... A coś więcej o Strażniku?
Dakila: Niestety, nic więcej nie wiem.
Mieszkanka: Oh, coś mi się przypomniało! Czy wiedziałaś, że nasi przodkowie żyli w harmonii z tygrysami?
Olimpia: Tak, wiedziałam. Pracuję w Sanktuarium.
Mieszkanka: Naszym obowiązkiem jest je chronić, ale ja chyba bałabym się przebywać tak blisko nich.
Zrezygnowana Ollie wróciła do mieszkania, a tam ktoś już na nią czekał.
Bua Bun Ma: Słyszałam, że poszukujesz skarbu. Tego samego, którego poszukiwała emisariuszka 90 lat temu. Być może mogłabym pomóc.
Olimpia: Naprawdę? Przyznaję, że do tej pory nikt nie powiedział mi nic pomocnego.
Bua Bun Ma: Bo nikt nie jest tak stary jak ja w tej mieścinie, dziecko. Przyjdź do mnie jutro, muszę sobie troszkę odświeżyć pamięć i poczytać stare pamiętniki mojej matki.
Podbudowana Ollie weszła do mieszkania, lecz tam czekała na nią niemiła niespodzianka. Nie była pewna, czy powinna coś ruszać, więc na wszelki wypadek zadzwoniła do Vaneshy, w końcu była ona właścicielką.
Vanesha: Ojej, Ollie, wstyd to przyznać, ale ja nie potrafię niczego naprawić. Może po prostu wymienię całą hydraulikę? Tak będzie prościej.
Olimpia: O Maxisie, żartujesz, prawda? Jeśli ci to nie przeszkadza, to ja umiem naprawić takie małe usterki.
Vanesha: Naprawdę?
Olimpia: Serio, to nic takiego!
Ollie szybko uporała się z awarią.
Vanesha: Jesteś niesamowita! Gdzie się tego nauczyłaś? Ja zupełnie nic nie rozumiem z tych książek o remontach.
Olimpia: Praca w ośrodku jeździeckim nauczyła mnie różnych rzeczy. Czasem trzeba było przetkać odpływ, czy dokręcić śrubkę.
Vanesha: A jak ci idzie poszukiwanie skarbu? Masz już jakiś trop?
Olimpia: Na razie zbieram informacje. Ludzie tutaj są otwarci i chętnie udzielają odpowiedzi. Ale nie jestem pewna, czy ja zadaję właściwe pytania.
Vanesha: To znaczy?
Olimpia: Wszyscy opowiadają legendy o Khun Mae, o więzi z tygrysami, o bitwie z Bestią, czymkolwiek była. Ale zupełnie nie widzę, jak to ma mnie zaprowadzić do skarbu! Chyba błądzę po omacku. No bo co ma legenda Tomarangu do skarbu zaginionego 100 lat temu??
Olimpia: Pewnie nigdy nie uda mi się odkryć tej tajemnicy... Szkoda że nie ma tu mojego taty. On zawsze wie, co robić. Dokonał już tylu niesamowitych odkryć. To byłaby dla niego bułka z masłem.
Vanesha: Chyba bardzo za nim tęsknisz.
Olimpia: Tak. Za nimi wszystkimi. Wiesz, zadzwoniłam do nich, za twoją radą. I niby wszystko jest ok. Ale i tak czuję jakąś pustkę.
Vanesha: Chodź, coś ci pokażę.
Vanesha: Zawsze gdy jest mi źle i czuję pustkę, przychodzę tutaj i wypuszczam lampion. Wtedy zawsze odzyskuję poczucie więzi i wspólnoty. Tak jakbym razem z lampionem wypuszczała swoje troski.
Vanesha: Może tobie też to pomoże.
Olimpia: Spróbuję.
Olimpia: Hej, rzeczywiście, poczułam się dużo lepiej!
Vanesha: Widzisz, mówiłam ci.
Olimpia: Dziękuję, że podzieliłaś się tym ze mną.
Vanesha: W końcu od czego są przyjaciele. Cieszę się, że jest ci lepiej.
Olimpia: Nawet jeśli nie uda mi się zdobyć skarbu, to i tak cieszę się, że tu przyjechałam. Pomału zaczynam się tu czuć jak w domu. Może to właśnie tego zawsze szukałam, swojego miejsca na ziemi.
<<<Poprzedni rozdział: 4. Z DALA OD DOMU
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz