5. ZEW NATURY
To był piękny dzień w Windenburgu. Idealny na małą wycieczkę do lasu Bramblewood. To właśnie pomyślał Filip, wychodząc przed dom i czując rześkie, poranne powietrze na twarzy. Zapowiadała się piękna, słoneczna pogoda. Anna: Coś ty znowu wymyślił. Głodna jestem. Filip: Bez obaw, jestem przygotowany na całe to wydarzenie. Anna: Piknik? Jak romantycznie. Filip: Zdziwiona? Myślałem, że już dawno temu udowodniłem ci, że aktywności na świeżym powietrzu mogą być bardzo nastrojowe. Anna: To był jednak dobry pomysł, żeby tu przyjechać. Pamiętasz, jak spędzaliśmy tu czas jako dzieci? Filip: Jak mógłbym zapomnieć? Brzydziło cię, że łapałem żaby. Anna: Ale też trochę imponowało! Anna: To też mi coś przypomina. Filip: Ale ty byłaś wtedy na mnie zła, że cię zabrałem na głupie ryby! Anna: To było ostatnie, o czym wtedy marzyłam. Ale patrz, teraz idzie mi dużo lepiej! I chyba złapałam nam kolację! Filip: No proszę, a ja tym razem tylko jakieś śmieci. Filip: Ta przypo...