4. Z DALA OD DOMU
Olimpia: A tak w ogóle, czy znasz tutaj jakieś niedrogie miejsce, gdzie mogłabym się zatrzymać na jakiś czas?
Barman: Hmm... Możesz spróbować u sióstr Cahyaputri. Vanesha powinna mieć mieć jakiś wolny pokój, nie za miliony monet.
Po dokładnych wskazówkach od barmana, Olimpia bez trudu dotarła do drugiej części miasta i znalazła właściwy dom.
Olimpia: Dzień dobry, czy dobrze trafiłam? To jest dom Cahyaputri?
Dziewczyna: Zależy kto pyta.
Olimpia: Jestem Olimpia Drozd. Szukam noclegu. Miałam znaleźć Vaneshę Cahyaputri, podobno są tu wolne pokoje.
Dziewczyna: Tak, mam wolne pokoje. Usiądźmy. Co by cię dokładnie interesowało?
Olimpia: Jeśli mam być szczera, to szukam czegoś niedrogiego. Nie mam wielu oszczędności. Chcę znaleźć pracę, oczywiście, ale w tym momencie nie mam wiele. Podróż kosztowała mnie znacznie więcej niż myślałam.
Cahyaputri: Podróż! Więc jesteś podróżniczką? Trzeba było od tego zacząć! Skąd przybywasz?
Olimpia: Ah, no jestem z Kasztanowego Grzbietu i...
Cahyaputri: To chyba daleko! Czy podróż była ciężka? Po co przybyłaś do Tomarangu? Czy...
Nowoprzybyła: Zhafira... Nie zamęczaj naszego gościa.
Olimpia: Zhafira?! To ty nie jesteś Vanesha?
Vanesha: Znów się za mnie podawałaś? Czy nie mogę cię zostawić samej nawet na chwilę?
Zhafira: Przecież nic takiego nie zrobiłam, tylko rozmawiałyśmy.
Vanesha: Przepraszam za moją siostrę. Jestem Vanesha, witam cię w naszym domu.
Vanesha: Z tego, co zdążyłam usłyszeć, przebyłaś daleką drogę.
Olimpia: Tak. I szukam teraz pokoju, żeby móc się tutaj zatrzymać na dłużej. Niestety nie zostało mi wiele pieniędzy. Ale na pewno szybko znajdę jakieś zajęcie. No i mogę też pomagać tutaj.
Vanesha: Spokojnie, myślę, że się dogadamy. Pokażę ci mieszkanie, a ty powiesz, czy ci odpowiada. Powinnaś też odpocząć. Widać, że wiele przeszłaś. Zhafira jeszcze zdąży zasypać cię pytaniami o podróże i przygody, jakie przeżyłaś.
Olimpia: Dziękuję, to miłe.
Vanesha: W Tomarangu mamy takie powiedzenie: "Kto odwraca się od potrzebującego, ten odwraca szczęście od własnego domu." Wszyscy tu pamiętamy, czym kończy się odmowa pomocy.
I tak Olimpia zamieszkała u sióstr Cahyaputri. Mieszkanie było przestronne, chociaż skromne. Najważniejsze, że stać ją było na opłatę za pierwszy tydzień. Ale musiała szybko szukać pracy, bo nie zostało jej wiele na jedzenie.
Na razie mogła sobie pozwolić jedynie na sałatkę owocową.
Olimpia: A ty co tu robisz? Swój paśnik masz na zewnątrz. Vanesha nie byłaby zadowolona, że chodzisz po jej mieszkaniu.
Vanesha pomogła też Olimpii znaleźć pracę w Sanktuarium dla tygrysów. Sama pracowała tam jako barista.
Miejsce to służyło jako tymczasowy dom i lecznica dla chorych tygrysów, a jednocześnie spełniało rolę edukacyjną.
Odwiedzający mogli wysłuchać wykładu o tych dzikich zwierzętach i historii Tomarangu. Mani Chanpakdee, właścicielka, trzymała wszystko silną ręką. Sama doglądała zwierząt i to ona decydowała, czy są już gotowe do wypuszczenia na wolność.
Ollie dostała pracę jako rybaczka. Jej zadaniem było codzienne dostarczanie świeżych ryb do Sanktuarium.
Przydały jej się zdobyte umiejętności survivalowe.
Mogła też trochę zajmować się samymi tygrysami. Głównie chodziło o zabawę, ale i tak bardzo ją to cieszyło. Brakowało jej pracy z końmi. Tygrysy trochę zajęły to puste miejsce w sercu. Poza tym, to było niesamowite, że tygrysy z Tomarangu były tak oswojone, przynajmniej te z rezerwatu.
Na razie miała niestety mało czasu na poszukiwanie skarbu, ale chociaż miała co nałożyć na talerz. Do tego poznawała miasto oraz jego historię.
Vanesha: I jak się tu odnajdujesz? Podoba ci się miasto?
Olimpia: Jak na razie Tomarang skradł moje serce.
Vanesha: Miło to słyszeć. Zapraszam dzisiaj do nas na kolację.
Olimpia: Dziękuję, ale nie musicie, naprawdę.
Vanesha: Nonsens. Nie mogę przecież pozwolić, żebyś jadła codziennie ryby.
Zhafira: Fajnie, że Olimpia przyjdzie. Może opowie nam coś więcej o swoich przygodach. Musi mieć fantastyczne życie.
Vanesha: A jednak wydaje się trochę samotna. Oby znalazła w Tomarangu to, czego szuka. No, gotowe. Pachnie dokładnie, jak to robione przez mamę.
Olimpia: Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie. Wszystko pachnie wyśmienicie.
Vanesha: To przepis naszej mamy, lokalna zupa z pierożkami samosa. Tylko uważaj może być trochę... ostra...
Zhafira: Hahahaha! Ale z ciebie mięczak! To przecież wcale nie jest ostre. Spróbowałabyś wersji, gdy ja doprawiam, to...
Vanesha: Zhafira... To nie było zbyt miłe.
Zhafira: O co ci znowu chodzi?
Vanesha: Nie powinnaś tak reagować. Olimpia jest naszym gościem, poza tym dopiero poznaje naszą kuchnię.
Zhafira: Dobra, jasne. Zrozumiałam. Jak zwykle zaburzam twój perfekcyjny świat.
Zhafira: Skoro jestem dla ciebie aż tak niewygodna, to wychodzę.
Vanesha: Zhafira, to nie tak, zostań.
Zhafira: Po co? I tak jest tu strasznie nudno. Idę się przejść.
Vanesha: No cóż. Będzie więcej deseru dla nas dwóch.
Olimpia: Przepraszam, nie chciałam Wam psuć wieczoru.
Vanesha: To przecież nie twoja wina. Widzisz, od kiedy nasi rodzice zmarli, mamy z Zhafirą kiepskie relacje. Ja... nie zawsze się sprawdzam w roli starszej siostry i opiekunki.
Olimpia: To chyba mamy coś wspólnego. Ja też nie byłam zbyt dobrą starszą siostrą i obawiam się, że moja młodsza siostra znienawidziła mnie już na zawsze.
Vanesha: Na pewno nie jest aż tak źle.
Olimpia: Oj jest. Jak ty to robisz, że pomimo złych relacji między wami, jednak jakoś razem trwacie?
Vanesha: W końcu jesteśmy siostrami. Rodzina musi trzymać się razem. Wiesz, nie zawsze byłam taka odpowiedzialna. Trochę za dużo imprezowałam, wracałam nad ranem, chciałam zostać didżejką. A potem nasi rodzice odeszli i teraz jestem odpowiedzialna za lokatorów, i za nastolatkę!
Olimpia: Świetnie dajesz sobie radę.
Vanesha: No nie wiem. Czasem jestem za ostra dla Zhafiry. Chyba za bardzo próbuję jej zastąpić rodziców i też przeginam. Ale powiedz, jaka jest twoja historia, Olimpio? Co mogło aż tak bardzo poróżnić cię z siostrą?
I Olimpia wszystko opowiedziała. O tym, jak była dla Nettie wredna. O wszystkich psikusach, które zrobiła. O kłótni z tatą. Czemu wyruszyła na poszukiwanie skarbu, o skandalu. Cofnęła się nawet do czasu dzieciństwa, gdy zrzucała swoje wybryki na wymyśloną przyjaciółkę, Złośnicę. Opowiedziała nawet o pożarze.
Olimpia: Jeszcze nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Mam nadzieję, że nie zaczniesz o mnie teraz źle myśleć. Wstydzę się tego, co robiłam i chciałabym to zmienić Tylko jakoś wszystkie moje decyzje zawsze tylko pogarszały sytuację. Najpierw działam, potem myślę.
Olimpia: Nawet teraz. W zasadzie to uciekłam z domu, i teraz boję się zadzwonić do rodziny. Boję się znów usłyszeć, jak bardzo są mną rozczarowani.
Vanesha: Ależ musisz do nich zadzwonić! Przecież oni się na pewno o ciebie zamartwiają. Musisz dać im jakiś znak życia.
Olimpia: Powinnam. Ale co jeśli mi nie wybaczą? Co jeśli nie chcą mnie już znać? Nie zdziwiłabym się, gdyby już ogłosili mnie wyrzutkiem.
Vanesha: Nie możesz tak myśleć. Nawet nie wiesz, ile dałabym, żeby móc znów porozmawiać z rodzicami. Obiecaj mi, że do nich zadzwonisz.
Olimpia: Czemu jesteś dla mnie taka miła? I to po wszystkim, co ci o sobie opowiedziałam?
Vanesha: Każdy zasługuje na kolejną szansę, a przeszłość należy do przeszłości. Powiedziałaś, że chcesz wszystko naprawić, a ja ci wierzę. Teraz jeszcze ty musisz w siebie uwierzyć, Olimpio.
Olimpia: Wiesz, przyjaciele mówią mi Ollie.
Jeszcze tego samego wieczoru...
Olimpia: Mamo? Tak, to ja, Ollie. Nie, nic mi nie jest. Jestem w Tomarangu. Mamo, przepraszam, że tak długo się nie odzywałam... Ja... tęsknię za wami. Naprawdę? Ja też cię kocham, mamo.
<<<Poprzedni rozdział: 3. TYMCZASEM W SAN SEQUOI
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz