8. SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU

Historia Verdemaru w końcu dotarła do biblioteki w Tomarangu i Ollie mogła oddać się lekturze. Niestety, niezbyt ciekawej...

Już po kilku pierwszych stronach Ollie zrozumiała, że jest to po prostu kolejna historyczna książka, pełna dat i nazwisk.



Do tego w indeksie książki owszem, był wymieniony Pirat Brodaty John Wilson, ale bez numeru strony, czy choćby rozdziału, gdzie można szukać o nim wzmianki! Kto w ogóle wydaje takie książki?! Dla takich osób na pewno jest specjalne miejsce w ogniach piekielnych. 



Gdyby chociaż wiedziała w jakich latach żył pirat Brodaty... Niestety, zdawało się, że był to człowiek duch, bo poza imieniem i kilkoma morskimi legendami, razem z Zhafirą nie znalazły o nim nic. Zupełnie jakby ktoś specjalnie usunął wszelakie wzmianki o nim. Tak więc, pozostawało jej dalsze czytanie...



Vanesha: Nadal jesteś na drugim rozdziale?

Olimpia: Nie, w końcu przebrnęłam. Teraz już trzeci i wojna z Królestwem Tartosy. 

Vanesha: Brzmi fascynująco.

Olimpia: Nic mi nie mów...

Vanesha: To może zrobisz sobie przerwę i skoczymy coś zjeść?

Olimpia: Nie musisz mnie przekonywać.



Olimpia: Zhafira też nie znalazła nic nowego w Simternecie. Jutro wybieramy się ponownie do jaskiń. Może w końcu trafimy na jakiś przełom.

Vanesha: Żałuję, że nie umiem pomóc. My tutaj żyjemy trochę w naszej małej bańce. Mało wiemy o tym, co się dzieje poza granicami naszej krainy. 



Olimpia: Wiesz, mam takie jakieś niejasne poczucie, że ta zagadka wcale nie jest taka trudna. Eh, może gdybym ukończyła szkołę... I faktycznie uważała na historii...

Vanesha: Miejmy nadzieję, że książka da odpowiedź.

Olimpia: Taaa... tylko muszę ją w końcu przeczytać. 



Tego wieczoru oprócz ryb Ollie złowiła też jakąś skrzynkę. Postanowiła, że sprawdzi ją w domu. Tymczasem zadzwonił do niej tata, chwaląc ją, że dobrze sobie radzi i że jest z niej dumny. Okazało się, że Ollie nie wiadomo kiedy wskoczyła na 5. miejsce w dynastii! 



Ollie chciała jedynie, aby Bas szepnął o niej dobre słówko rodzinie. To skromne zachowanie spowodowało wyrzuty sumienia u Bastiana, który skruszony wyznał jej, że uczynił Nettie dziedziczką dynastii. 

Olimpia: Może to nawet lepiej, tato. To Nettie jest tą bardziej odpowiedzialną z nas dwóch. 



Podczas gdy Bas zaczynał mocno żałować swoich decyzji, Olimpia była sama zadziwiona, że tak lekko przyjęła wiadomości o siostrze. Może to przez uczucie szczęścia dzięki związkowi z Vaneshą. A może faktycznie wierzyła, że tak będzie lepiej? Skoro już nie jest dziedziczką, może nie będą jej już tak oceniać. 



W domu Ollie otworzyła tajemniczą, wyłowioną skrzynię. Znalazła w niej eliksir skupienia. Pomyślała, że może warto skorzystać. Może to pozwoli jej doczytać Historię Verdemaru do końca. Prawie od razu poczuła się 100 razy bardziej skupiona niż normalnie, eliksir zadziałał.



Nagle poczuła się fatalnie! Czy to od eliksiru? Może był przeterminowany?? A może to po prostu przypadek??!! W każdym razie, Ollie coś złapała.



Po nieprzespanej nocy udała się do Vaneshy, aby spytać czy ta zna jakieś lekarstwo. 

Olimpia: No patrz! Zobacz tylko, jak ja wyglądam! I do tego, mam taki strasznie nieprzyjemny kaszel. I chyba mam też gorączkę. I wymiotuję co 2 godziny! Nie stać mnie na naturopatę. Nie wiem, co robić!



Vanesha: To wygląda na Simoleonową gorączkę. Na szczęście nie jest to groźne, chociaż fakt, nieprzyjemne. Jedyny plus, że gdy kaszlesz, to pojawiają się simoleony.

Olimpia: W sensie bogacę się?? Super!

Vanesha: Ale tylko trochę, miliarderem nie zostaniesz. 



Vanesha: Prześpij się teraz trochę, zrobię ci domowy rosół. Jak będziesz się oszczędzać, dużo pić i odpoczywać, to powinno ci przejść za jakieś 3 dni. I na razie żadnych poszukiwań skarbów. Zresztą w taką pogodę wyprawy do jaskini i tak są niewskazane. 

Olimpia: Dziękuję, kochana. 



Olimpia naprawdę odpoczywała przez następne dni. Przy okazji spróbowała polepszyć swój los i wzięła udział w loterii. Wygrana rozwiązałaby sporo jej problemów. Niestety, nie tym razem.

Olimpia: Może kiedy indziej dopisze nam szczęście, koniku. A na razie nie jest tak źle. Wykaszlałam już jakieś 1000 simoleonów!



Oczywiście, spędzała też dużo czasu z Vaneshą i Zhafirą. Vanesha postanowiła przeszkolić ją z klasyki simowego kina. 

Vanesha: Oj, zaraz coś złego się stanie...

Olimpia: Co?? Czemu mi to mówisz? A co z twoją polityką zero spoilerów????



Olimpia: Nie patrzę!

Vanesha: Hahaha, no weź, Ollie, tylko żartowałam!

Olimpia: Co?? Ej, nie wkręcaj mnie tak więcej!

Vanesha: Nie mogłam się powstrzymać, byłaś taka przejęta, haha.

Olimpia: No nic, ważne, że nic mu się nie stało.

Zhafira: Nie mogę z wami dwiema. Idę do siebie. 



Ollie postanowiła nauczyć się gotować lokalne potrawy, pod czujnym okiem Vaneshy, oczywiście. 

Vanesha: Świetnie ci idzie! Teraz pamiętaj, jak będziesz robić zupę w szybkowarze, to musisz potem wypuścić parę.

Niestety, gdy Ollie wypuściła parę, coś jakby... wybuchło?!

Olimpia: Eee.... Vanesha?



Olimpia: Chyba coś zepsułam...

Vanesha: O nie, nie wierzę. Znowu to samo. To nie ty, Ollie. Patrz, to złe gnomy! Nie wiem, czemu tu wracają, zawsze przed Strachudłami! Nienawidzę ich, nienawidzę! Patrz, jak teraz wszystko wygląda. Istne pobojowisko!



Vanesha: Skąd ja mam wziąć pieniądze na naprawę tego wszystkiego, ja się pytam?! Jestem załamana...

Olimpia: Może razem uda nam się to ogarnąć? 



Wzięły się więc do roboty. Ollie naprawiała sprzęt, a Vanesha czyściła, wycierała podłogę i wyrzucała śmieci. Nawet Zhafira w końcu pomogła. Wspólnymi siłami ogarnęły chaos, chociaż trochę to trwało... 



Vanesha: Nie wierzę, że się udało. Rety, dziękuję Ollie, co ja bym bez ciebie zrobiła? Ale teraz jest mi strasznie głupio... Nie dość, że jesteś chora, to jeszcze przecież to ty ode mnie wynajmujesz mieszkanie! A ja cię tak wykorzystuję... 

Olimpia: Bez przesady...



Vanesha: No ale to nie może tak być, że płacisz mi i jeszcze wszystko naprawiasz. 

Olimpia: Pamiętaj, że mnie notorycznie karmisz! To też nie jest za darmo.

Vanesha: No nie wiem... Nadal to niesprawiedliwe. Może po prostu nie będziesz mi już płacić? Ok?

Olimpia: Hej, to ty ustalasz zasady, ja tylko wynajmuję!



Gdy Ollie obudziła się następnego dnia, w końcu była zupełnie zdrowa. I tym razem wiedziała, o kim miała swoje słodkie sny. 

Vanesha: Ktoś tu się chyba czuje lepiej.

Olimpia: Tak i zaraz ci pokażę, ile mam energii. 


Let me take the night, I love real easy
And I know that you'll still wanna see me
On the Sunday morning, music real loud
Let me love you while the moon is still out

*Pozwól mi wziąć noc, kocham naprawdę łatwo
I wiem, że nadal będziesz chciała mnie widzieć
W niedzielę rano muzyka naprawdę głośna
Pozwól, że cię pokocham, podczas gdy księżyc jest nadal nieobecny



W ramach przygotowań do Strachudeł, Vanesha zabrała Ollie na zakupy. 

Olimpia: To naprawdę konieczne?

Vanesha: My obchodzimy Strachudła inaczej. Celebrujemy naszą kulturę. Aby poczuć się jedną z nas, musisz też dzisiaj tak wyglądać.

Olimpia: Może być! To co mamy dalej na liście?



Dalej było oddanie czci zmarłym i wypuszczanie lampionów. A potem już tylko dobra zabawa. 

Something in you, lit up heaven in me
The feeling won't let me sleep
'Cause I'm lost in the way you move, the way you feel

*Coś w tobie, rozświetliło we mnie niebo
To uczucie nie pozwoli mi spać
Bo jestem zagubiona w sposobie w jaki się ruszasz, w jaki czujesz



Ollie ukończyła aspirację i jest teraz znawczynią Tomarangu. I nie tylko Tomarangu, z tego co widać ;)

One kiss is all it takes
Fallin' in love with me
Possibilities
I look like all you need

*Wystarczy jeden pocałunek
Zakochałeś się we mnie
Możliwości
Wyglądam jak wszystko, czego potrzebujesz


<<<Poprzedni rozdział: 7. JAK W DOMU




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

45. MIŁOŚĆ WISI W POWIETRZU