1. SOLENIZANTKA
Ollie i Cayenne czekała daleka droga. Przynajmniej według mapy. Na początek musieli dostać się na statek, a już samo to wymagało kilku dni przeprawy przez góry. W końcu Kasztanowy Grzbiet nie wziął swojej nazwy od leżącego nieopodal morza. O nie. Ale to w stronę morza właśnie zmierzali.
Olimpia: Niestety, koniku. To jeszcze daleko. O ile oczywiście po drodze nie zbłądziliśmy. Mam nadzieję, że nie. Tak wiem, trzeba było nie iść nocą, ale czasem musimy, żeby nadrobić trasę. No nic, na dzisiaj koniec drogi, jutro kontynuujemy.
Droga ciągnęła się niemiłosiernie. Czasem miała wrażenie, że kręcili się w kółko. Do tego prowiant, który ze sobą zabrała szybko się kończył, musiała więc improwizować.
Olimpia: Kto by pomyślał, koniku, że wędkarstwo jest takie trudne. Nie wiem, co złapaliśmy, ale ryba to ryba, no nie?
Olimpia: Jesteśmy już blisko następnej fazy podróży, koniku. To musi być Oaza Zdrój. Łap marchewkę, a ja zaraz spojrzę na mapę i nazbieram trochę owoców.
Następnego dnia w końcu dotarli do portu.
Olimpia: Widzisz ten statek w oddali? To RMS Queen Cordelia, nasz następny przystanek i podwózka. Wkrótce powinien dobić do portu.
Za bilety na statek za siebie i Cayenne wydała 6 tysięcy. To było sporo z jej zaoszczędzonych pieniędzy, ale nie miała wyboru. Starczyło akurat na miejsce dla konia oraz na współdzieloną kajutę dla niej. Nie chciała myśleć, ile muszą kosztować bardziej luksusowe kabiny.
| Galeria: Titanic - Ship - NFsimFan |
Miała plan. Wiedziała, gdzie powinna zacząć poszukiwania zaginionego skarbu. Mniej więcej. A co dalej? Tego jeszcze nie wiedziała. Ale miała dobre przeczucie.
Nagle poczuła silniejszy powiew wiatru. Statek właśnie wypływał z portu.
Po kolejnych czytaniach, dziennik babci Penny dostarczył jej kilku nowych wskazówek, które początkowo zupełnie zignorowała. Na statku mogła też przynajmniej przeprać swoje ubrania. Ale zapasy jedzenia znów się kończyły.
Wreszcie na horyzoncie zamajaczył ląd. Sulani. Port przystankowy przed finalnym celem jej podróży.
Na Sulani miała jakieś 2 dni przerwy. Mogła pozwiedzać wyspę. Albo... odwiedzić rodzinę. Cioteczna babka Bea pewnie by ją nakarmiła i dała dach nad głową. Ale pewnie zawiadomiłaby też rodziców i może zatrzymała u siebie, do czasu aż ktoś by po nią przyjechał.
Olimpia: Innym razem, koniku. Innym razem.
Pozwiedzała więc wyspę. Odwiedziła sulanijski cmentarz. Oraz centrum kulturowe Sulani, gdzie kiedyś pracowała jej prababka Anna. Nie była sławną artystką, ale znała się na sztuce jak nikt. Pewnie polubiłaby się z Laurą.
Życie na Sulani jej się podobało. Szczególnie kąpiel pod wodospadem.
Olimpia: Nie rozumiem, Cayenne, czemu moja rodzina się stąd wyprowadziła, przecież tu jest tak pięknie! Mogłabym całe dnie spędzać na opalaniu się, łowieniu ryb, i kąpielach! Co? Ty też chcesz się wykąpać? No coś takiego...
Ale obowiązki czekały, musiała więc opuścić wyspę. Czekała ją jeszcze jedna przeprawa przez morze. Była coraz bliżej celu, teraz już nie mogła odpuścić. Do tej pory wszystko szło dość sprawnie. Oby dalej też tak było.
| Galeria: Kin-Ship Restaurant - sunflower2707 |
Niestety, zabrakło jej pieniędzy na opłacenie dwóch biletów, więc dogadała się z właścicielem statku, że odpracuje jako kelnerka. Nie była to najgorsza opcja. Ważne, że mieli jak dostać się na drugą stronę morza. Potem coś się wymyśli.
Statek wycieczkowy wypuścił ich na brzeg w jakiejś zatoce i popłynął dalej.
Nowa kraina nie przywitała ich jednak tak, jakby chcieli. Do tego próba rozłożenia namiotu na plaży zakończyła się totalnym fiaskiem. Załamana Ollie patrzyła, jak wiatr porywa jej namiot wprost do morza i nic nie mogła z tym zrobić.
Pozostało nocowanie w jaskini, którą znaleźli.
Następne dni nie były lepsze. Ollie niepewnie rozglądała się po okolicy. Zupełnie nie wiedziała, co teraz. W brzuchach im burczało, słaniali się z nóg.
Olimpia: Ok, ok, może to jednak nie był najlepszy pomysł z całą tą wyprawą. Ale teraz musimy sobie dać radę. Patrz, jakiś daszek. Chodźmy tam.
Olimpia: Dziś spędzimy noc tutaj. Przynajmniej nie pada nam na głowę. I patrz, mam coś dla ciebie. Przynajmniej ty nie będziesz głodny. A jutro... Jutro zobaczę co dalej. Powinno tu być gdzieś jakieś miasto. Przez tę burzę chyba zabłądziliśmy...
W nocy obudziła się za potrzebą. Nadal była nieludzko zmęczona, do tego plecy rwały ją od spania w śpiworze. Czuła nieprzyjemne ssanie w żołądku, od niezrównoważonych posiłków i zupełnego braku posiłków przez ostatnią dobę. Burza ją paraliżowała, a jej mokre ubrania przyklejały się do trzęsącego się ciała.
Nad ranem, gdy się trochę rozjaśniło, dostrzegła w oddali most i budynki.
Olimpia: Patrz, koniku, miasto. Nareszcie! Obiecuję ci, że teraz już będzie lepiej.
Jednak nie było. Potężna błyskawica przestraszyła nagle Cayenne. Ollie w samą porę zdążyła zeskoczyć z konia, ale upadła prosto w brudną kałużę.
Olimpia: Mam już dosyć! Wszystko idzie nie tak! Miałam znaleźć zaginiony królewski skarb! Odzyskać dobre imię! Rodzice mieli być ze mnie dumni! Zamiast tego stoję w deszczu, marznę, jestem głodna, przemoczona, zmęczona, wszystko mnie boli i...
Olimpia: Ja po prostu chcę do domu... Chyba nie dam rady, Cayenne. Przepraszam cię. Niepotrzebnie tak nas wymęczyłam. To było głupie. Chodź, znajdę ci jakieś schronienie, a potem zapytam w tym barze, czy mogę zadzwonić do domu.
Olimpia: O Maxisie, jak ja się w ogóle pokażę ludziom na oczy w tym stanie. No nic, trzeba przełknąć dumę. Jakoś to będzie.
Olimpia: Dzień dobry, chciałabym zapytać, czy mogę skorzystać z...
Barman: Z łazienki? Jasne, dziewczyno! Nie wiem, przez co przeszłaś, ale wyglądasz i śmierdzisz okropnie. Na górze mamy łazienkę z prysznicem. Leć, leć, szybko, bo mi jeszcze klientów wystraszysz!
Nie do końca o to jej chodziło, ale przecież nie odmówi takiej okazji do odświeżenia się. Jak wszystko mogło się tak skomplikować. No nic, ogarnie się, zejdzie na dół i wyjaśni temu dobremu człowiekowi, jak znalazła się w takim bagnie.
Barman: Witamy wśród żywych. Wyglądasz dużo lepiej.
Olimpia: Tak, bardzo dziękuję.
Barman: To teraz opowiadaj, co cię sprowadza do Tomarangu i czemu włóczyłaś się po ulicach w taką pogodę.
Olimpia: W zasadzie to wasza pogoda mnie zupełnie zaskoczyła. Nie wiedziałam, że macie tu takie monsuny!
Olimpia: Mogłam trochę więcej poczytać o Tomarangu, lepiej się przygotować do wyprawy. Znów zadziałałam pod wpływem impulsu, i, no cóż, wyszło jak zawsze. Ale tak bardzo chciałam odnaleźć zaginiony skarb, że zupełnie nie pomyślałam, że chyba powinnam to sobie lepiej zaplanować.
Barman: Przyjechałaś odnaleźć skarb? Coś takiego, nie myślałem, że te opowiastki mogą być prawdziwe.
Olimpia: Wiesz coś o skarbie?
Barman: W zasadzie to niewiele. Ale wiele lat temu, kiedy jeszcze mój pradziadek prowadził ten interes, przyjechała tu pewna królewska emisariuszka. Ona też szukała skarbu. Ale niczego nie znalazła. Często to wspominał, bo rzadko do Tamarangu przybywają takie osobistości. To było wydarzenie!
Olimpia: Emisariuszka! A więc była tutaj! Czyli miałam rację! Wskazówki naprawdę odnosiły się do tego miejsca!
Barman: Wybacz pytanie, ale... wydajesz się bardzo młoda, może nawet trochę za młoda na takie przygody.
Olimpia: Hej, wcale nie jestem za młoda! W zasadzie... dzisiaj są moje urodziny...
Barman: Urodziny? Coś takiego! To wszystkiego najlepszego! Zobaczmy, czy mam coś tutaj na taką specjalną okazję... Hmm... To musi wystarczyć. I witamy w Tomarangu.
Olimpia: Babeczki? To bardzo miłe. Dzięki.
A więc emisariuszka tu była. To znaczy, że jest na dobrym tropie. To znaczy... że może jednak nie będzie jeszcze dzwonić do domu... Ciekawe, co słychać u wszystkich. Czy mała Aurelia potrafi już chodzić. I czy Clayton w końcu oświadczył się mamie. Strasznie za nimi wszystkimi tęskniła. Szkoda, że ich tu nie było.
Ale ma tutaj pewną zagadkę do rozwiązania i nie zamierza wracać do domu z pustymi rękami. A zatem, wszystkiego najlepszego!
Olimpia oparła się pokusie zła, dzięki czemu straciła cechę Kiełkujące zło, które stało się jedynie złym wspomnieniem z dzieciństwa. Wylosowała cechę Ambitna, a jej nastoletnie poczynania rozwinęły w niej dodatkowo cechy: Kłótliwa, ale Empatyczna.
<<<Poprzedni rozdział: 52. UTRACONE DZIEDZICTWO (2)
Komentarze
Prześlij komentarz