48. ŻYCIE NA RANCZU

Ollie wróciła z nowym zapałem do pracy, bo przywitał ją mały awans.

Olimpia: Co, Tornado, gotowy do pierwszej lekcji ze swoją nową trenerką?

Inny pracownik: Na razie jesteś tylko asystentką trenera, i pewnie długo tak zostanie.  

Olimpia: A słyszałeś już miejscową legendę...? 

Ollie ma nadzieję, że chociaż tego ćwoka odpowiednio wystraszy.



Ollie chciała się przywitać z Cayenne, ale... coś się nie zgadzało...

Olimpia: Ej... ty nie jesteś Cayenne...



Don: To jest Dynamo, a Cayenne czeka na ciebie na zewnątrz. Bardzo się stęsknił.

Olimpia: Oh, Cayenne, ale wyrosłeś! Ja też się za tobą stęskniłam, koniku. 



Ollie rozpoczęła intensywne treningi z Cayenne. Czy kryła się za tym po prostu miłość do jeździectwa, czy może też trochę chęć udowodnienia, że zasługuje na miano przyszłej dziedziczki dynastii - nie miało to znaczenia. Liczył się wynik. Ale nie zawsze wszystko szło jak z płatka.



Wren: O NIE, Ollie! Nic ci nie jest????

Olimpia: Eeee... chyba nie. 



Wren: Możesz wszystkim ruszać??? Jak cię coś boli, to możemy jechać do szpitala!

Olimpia: Nie, naprawdę. To znaczy, trochę boli mnie siedzenie, ale przeżyję. 

Wren: Na pewno??!! 

Olimpia: Serio, nic mi nie będzie.

Wren: Ale mi napędziłaś strachu, dziewczyno! No, ale dobrze, że wszystko jest ok. Tylko nie rób tego więcej. 



W końcu Ollie była gotowa wziąć udział w pierwszych konkursach. 



I Ollie razem z Cayenne w oby dwu konkurencjach dla początkujących - zawody westernowe i skoki przez przeszkody - zajęli pierwsze miejsce, zdobywając złoto! Rewelacyjne rozpoczęcie sezonu. 



Don: Chcę z tobą porozmawiać, jeśli masz chwilę. No nie powiem, spisałaś się dziewczyno. Start w zawodach i od razu złoto, i to z takim młodym i krnąbrnym koniem, to nie lada wyczyn. I myślę, że jesteś już gotowa, aby zostać pełnoprawną instruktorką jazdy, oczywiście na razie dla początkujących.

Olimpia: Na serio???



Don: Haha, serio, serio, dziewczyno. No i jeśli myślisz poważnie o dalszych zawodach, to musisz ćwiczyć z Cayenne, kiedy się da. Także od dziś jest twój. Zresztą i tak słucha tylko ciebie, haha. 

Olimpia: Ale że jak mój...?

Don: Normalnie, dziewczyno.

Olimpia: O RETY!!! DZIĘKUJĘ!!

Don: No, no, tylko mi się tu nie emocjonuj. Możesz to potraktować jak zasłużoną premię.



A jeśli mowa o awansach, to ktoś awansował na trenera relacji intymnych. Jak widać, praktyka czyni mistrza, hehe. 



Na poziomie średnio-zaawansowanym Ollie z Cayenne zdobyli złoto w konkurencji skoków przez przeszkody i beczkowych manewrach, a srebro w zawodach westernowych i rajdzie długodystansowym.

Olimpia: To co, koniku, gotowy na podwyższenie poprzeczki? Pokażmy im, na co nas stać!



Z włamywaczem nie poszło jej tak dobrze, chociaż była przekonana, że mu nagadała... Ale nie zrobiło to na nim wrażenia, i w końcu i tak zabrał jej laptopa, co odkryła ze wściekłością.



Olimpia: Nie wierzę, że tak się dałam podejść.

Wren: Co chcesz, to w końcu włamywacz.

Olimpia: No wiem... A co słychać u Ninovan?  

Wren: Jest rewelacyjnie, idziemy razem na bal na zakończenie szkoły. A jak u ciebie i Diego?

Olimpia: Też idziemy razem na bal! Nie mogę się doczekać.



To nie do końca była prawda. Ollie nie bardzo wiedziała, co czuje w związku z balem i samym Diego, ale te kilka dni bez spotkań z nim ewidentnie jej pokazały, że jednak jako singielka czuje się chyba zdecydowanie lepiej. 



Jednak Bal Maskowy zbliżał się wielkimi krokami. Zostały poczynione już wszystkie przygotowania, nawet miała już zakupioną sukienkę. Poza tym bal oznaczał też coś innego. Że zaraz po nim jedzie z Eleną na koncert Hazel and the Nuts, a tego to naprawdę nie mogła się już doczekać.  



Na kilka dni przed balem do Kasztanowego Grzbietu zawitał Bas z resztą rodzinki, żeby odwiedzić Ollie, przedstawić najmłodszą pannę Drozd - Aurelię, i zobaczyć, jak się żyje na ranczu. Zatrzymali się w Pensjonacie Palomino. 



Ollie przypominała sobie jak się strzela z łuku, a Nettie i Cyp poszli pobawić się z kurkami i innymi ptaszkami. 



Nettie postanowiła nakarmić i zagłaskać wszystkie zwierzaki. 



Dosłownie wszystkie zwierzaki. A Cyp wszędzie za nią podążał. 



Niestety, kiedy trwa dobra zabawa i traci się poczucie czasu... może dojść do wpadki. 

Olimpia: Nie wierzę, Netuchu-Flejtuchu, jesteś już za duża, żeby sikać w majtki. 

Nettie: To nie moja wina, po prostu zapomniałam... I czy możesz w końcu przestać mnie tak nazywać?? Mam normalne imię, wiesz?



Olimpia: Masz rację, od dzisiaj będziesz Antona-Zmoczona, hehe.

Nettie: To nie jest śmieszne! Lepiej przestań, bo powiem mamie!

Olimpia: Powodzenia, na pewno się ucieszy, że się zsikałaś w majtki.

Nettie: Po prostu przestań, ok? To nie jest fajne. 



Po kąpieli, Nettie odkryła, że ranczo ukrywa jest kilka innych zwierzątek. W końcu usiedli wspólnie do ogniska zjeść kolację. Mały Cyp chciał chyba złapać rybkę albo żabę, dobrze, że małe dzieci nie mogą się utopić w tej grze :P



Następnego dnia rano Ollie wstała o świcie, przed wszystkimi, i poszła wydoić krowę. Podejrzane...



Na śniadanie pojechali do jadłodalni La Tavola Calda (bo poprzedniego dnia Laura prawie spaliła pensjonat, próbując ugotować kolację...). Mała Aurelia odkryła swoje dziwactwa: gaduła, nie potrzebuje smoczka i... wzdęcia.

Olimpia: Nie wierzę, co za rodzina. Kolejna ma gazy. A tamten bawi się jedzeniem...

* Budynek to Tavola Calda "Da Luz" od Tusnea



Gdy uwaga Laury i Basa była odwrócona, Ollie przystąpiła do działania.

Olimpia: Wiesz, chciałam cię przeprosić, Nettie. Masz rację, powinnam cię nazywać twoim imieniem. I mam dla ciebie coś na przeprosiny.

Nettie: Dla mnie? Naprawdę?

Olimpia: To specjalne mleko, postarałam się, żeby oddzielić laktozę. Wiem, jak zawsze chciałaś spróbować prawdziwego mleka od krowy. 



Nettie: Ale to dobre! Nie wiedziałam, że nabiał jest taki pyszny.

Olimpia: Taaak, prawdziwy nabiał jest przepyszny.

Nettie: Ojj... coś mi bulgocze w brzuchu... Nie czuję się zbyt dobrze... Ej! Powiedziałaś "prawdziwy nabiał"?? Miał być przecież bez laktozy! OSZUKAŁAŚ MNIE!!!



Olimpia: Czyżbym się pomyliła? Oj gapa ze mnie, haha. Tylko tym razem nie zapomnij iść do toalety na czas!

Nettie: Tato! Ollie dała mi prawdziwego mleka!

Bas: Ollie, przecież wiesz, że twoja siostra ma nietolerancję laktozy, coś ty sobie myślała.

Nettie: Zrobiła to specjalnie! Fuj... idę do łazienki.



Nie mogła zrozumieć, co takiego zrobiła, że Ollie ciągle robiła sobie z niej żarty. Nie była wcale Flejtuchem. I nie jej wina, że ma nietolerancję laktozy. Narrator raczy wiedzieć, czemu dostała akurat taką cechę. I jeszcze ta ohydna łazienka, bleh... Życie jest doprawdy niesprawiedliwe, a z Ollie jako siostrą, to już w ogóle...



Kiedy dzieciaki się bawiły ze zwierzętami, Laura położyła Aurelię spać, a potem sama postanowiła spróbować garncarstwa. Ostatnio nachodziły ją myśli o mijającym czasie i braku większych osiągnięć. Jednak nowe hobby nie pomogło jej uciec przed kryzysem wieku średniego, chociaż waza wyszła nawet ładna.



Ostatni dzień na ranczu. Dzisiaj wybrali się na festyn i jarmark (chociaż jarmark z jakieś powodu się nie otworzył, może jakiś bug parceli...).



Chociaż jarmark zdawał się jeszcze dobrze nie funkcjonować, to jednak część z wesołym miasteczkiem działała aż za dobrze. Każdy znalazł jakieś zajęcie dla siebie. Najwięcej frajdy miał chyba mały Cyp. 



Olimpia: Mam coś dla ciebie.

Nettie: Kolejne mleko? Wiesz, że drugi raz już się nie dam na to nabrać?

Olimpia: To nie mleko. 

Nettie: Czy to jest KUPA?? Czy ty jesteś nienormalna? O co ci chodzi?? Czy aż tak bardzo mnie nienawidzisz??



Olimpia: To nie tak, że cię nienawidzę. Ale nie mogę też powiedzieć, żebym cię jakoś bardzo lubiła. 

Nettie: Ale przecież jesteśmy siostrami, normalne siostry się lubią!!!

Olimpia: Daj spokój, to był tylko żart. Poza tym, my przecież nie jesteśmy normalnymi siostrami, nie mamy tej samej mamy, z reguły nawet nie mieszkamy razem... 





Nettie: Wiesz co, masz rację. Nie jesteś moją siostrą. Mam tylko jedną siostrę i jest nią Orelka. A ciebie nienawidzę. Słyszysz??? NIENAWIDZĘ CIĘ!!!

I odbiegła, pozostawiając Ollie w stanie szoku. Tym razem chyba jednak przegięła. Ale małej w końcu przejdzie, prawda? Prawda?!


<<<Poprzedni rozdział: 47. LA VIE EN ROSE (2)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA