47. LA VIE EN ROSE (2)
Zbliżał się czas powrotu Ollie do Kasztanowego Grzbietu, a ona miała jeszcze tyle spraw do nadgonienia w Ciudad Enamoradzie, głównie związanych ze swoją aspiracją, o której Narratorka bezmyślnie zapomniała. Nettie wciąż za nią chodziła i chciała się bawić, i nie rozumiała, że ona po prostu nie miała na to czasu.
Na przykład dzisiaj miała kolejną randkę z Diego. Był to Dzień Ciastek, więc chłopak przyniósł pudełko ptysiów. Był naprawdę czarujący z tymi swoimi pomysłami, a Ollie czuła się jak bohaterka filmów romantycznych. Więc kiedy zaprosił ją na bal, zgodziła się bez wahania.
Nie mając w domu Ollie, Nettie skupiła całą swoją uwagę na braciszku, który ją szczerze uwielbiał i był nią zafascynowany.
.jpg)
Nettie: Ollie! Wluciłaś! Pobawis się teras ze mną lalkami?
Olimpia: Oj nie, strasznie jestem głodna i zmęczona. Może jutro? Teraz tylko przyszłam położyć naszego braciszka do łóżeczka. Czy on właśnie posłał mi buziaczka? Nie wiedziałam, że umiesz już tak robić, młody!
Cyp: Otylek.
Olimpia: Mówić też już umiesz? Coś takiego! Chodź ty mały motylku, pora spać. Ty też, Nettie, czas do łóżka.
Nettie: Dlacego nie chces się bawić? Pseciez byłam gzecna.
Olimpia: Ale to nie chodzi o to, po prostu jestem zmęczona, i jest już późno... O rety Netuchu-Flejtuchu! Co ty jadłaś, fuj. Myślałam, że już z tego wyrosłaś. Ale śmierdzi, znikam stąd. Dobranoc.
Kwintesencja życia matki.
Można podziwiać swoją starszą siostrę i chcieć się z nią bawić przez większość czasu, ale mama to jednak mama. A kiedy mama idzie siusiu, to znaczy, że trzeba iść razem z nią, i jeszcze zrobić mały atak histerii.
Nettie: Mamusiu, cemu Ollie nie ma casu?
Laura: Nie ma czasu?
Nettie: No... A ja plose i plose, zeby się pobawiła, a ona ciągle go nie ma.
Laura: Oj, słonko. Ollie jest już duża i ma różne swoje zajęcia, odpowiednie dla dużych dziewczynek. Jak będziesz starsza też takie będziesz mieć.
Nettie: Ale wtedy ja tez nie będę się jusz bawić...
I tak im jakoś minęło tych kilka dni razem. Nettie korzystała z tego, że jest mała i nadal może się bawić. Cyp uczył się chodzić i próbował nowych przysmaków, ale kompletnie nie polubił żadnego jedzenia, mimo że wcale nie miał cechy Wybredny w jedzeniu.
A Ollie jednak znalazła trochę czasu dla rodzeństwa i nawet pobawiła się w końcu z Nettie. W tym chaosie prawie przegapili, że mały Cyp właśnie stanął o własnych siłach w swoim łóżeczku.
Nawet Laura i Bastian znaleźli dla siebie trochę czasu.
Laura dostawała teraz mnóstwo zleceń. Stała się wręcz rozchwytywana, a nawet wracali do niej poprzedni klienci. Pani Zhu chciała urządzić pokój gościnny.
Laura: To jaki styl pani preferuje?
Pani Zhu: Nie wiem kochana, zrób co uważasz. Ja tylko lubię niebieski, zielony i czytać.
Pani Zhu była zachwycona rezultatem. W końcu zapuszczone pomieszczenie zyskało na przytulności.
Manuel Aguilar nie chciał zmieniać dużo, na pewno chciał zatrzymać kolor czerwony i dorzucić elementy ze swojego hobby - miksologii. Laura postawiła więc na nowoczesność.
Jess Sigworth chciała zmienić pokój córki. Wskazała aż 3 style, które jej odpowiadają: współczesny, luksusowy i kosmoluks, i chociaż Laura się ich trzymała, to rezultat średnio się spodobał.
Jess: Myślałam, że będzie mniej różowego, a więcej pomarańczowego...
Christie: No co ty, mamo, jest ekstra!
Dobrze, że chociaż małej się podobało!
Laura o swoich wielkich sukcesach usłyszała nawet w telewizji w programie "Najlepsze renowacje roku"!
Za to Bastian pracował nad nowym wynalazkiem - eksperymentalnym motywatorem sprzątania. Jednak przedmiot nie spełnił jego oczekiwań. Sfrustrowany poszedł więc pograć na konsoli.
Elenie faktycznie udało się przekonać rodziców Ollie, aby dziewczyny mogły pojechać latem na koncert Hazel & The Nuts. Warunek był jeden, Bas miał pojechać z nimi i nadzorować, czy wszystko na pewno odbywa się jak należy. Niemniej, Ollie była przeszczęśliwa i nie mogła się już doczekać.
Nadeszło Święto Wiosny, a wraz z nim urodziny Nettie, Cypriana i Bastiana. Nettie nie była początkowo pewna, co myśleć o Kwiatowym Króliczku, szybko jednak zdecydowała, że to fantastyczna maskotka do przytulania.
Trzy torty i trzech solenizantów! Wszystkiego najlepszego!
Nettie dostała ode mnie finalnie cechę Nietolerancja laktozy oraz aspirację Guru frajdy.
Cyp wylosował cechę Żywe srebro i od razu dostał dziwactwo, że uwielbia noszenie.
A Bas na szczęście jeszcze nie dostał żadnego dziwactwa ;)
A tu Nettie i Cyp już po urodzinach :) Poza od Simmerianne93
I oczywiście portret rodzinny. Poza też od Simmerianne93
Maja: A ty gdzie się wybierasz mały kolego?
Cyp: Sukać jajka! Tu som!
Nettie od razu zaprzyjaźniła się z córką Roma i Cristiano - Lizzy. Dziewczynki świetnie się razem bawiły i wspólnie szukały pisanek aż do późnego wieczora.
Rom: Teraz już z górki, co?
Bas: No, jeszcze tylko chwila i pożegnamy pieluchy na dobre.
Laura: Niedobrze mi...
Bas: No nie, to pewnie te Elote były nieświeże.
Olimpia: Jesteś pewien, że o to właśnie chodzi, tato?
<<<Poprzedni rozdział: 46. LA VIE EN ROSE (1)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz