11. OSTATNIA WOLA

Sofia: Bardzo mi przykro z powodu twojego dziadka. 

Bas: Nie znałem go za dobrze. Nigdy nie utrzymywaliśmy zbytnich relacji z rodziną mojego taty. Dziadek czasem odwiedzał nas w święta lub urodziny. 

Sofia: Mimo wszystko, to nadal twój dziadek.



Bas: Tak. Ale będzie dziwnie poznać tamtą stronę rodziny. W sumie to nie znam ich nawet z opowiadań. Tata ma rodzeństwo, ale nigdy o nich nie mówi. Nie wiem, czy chcę tam w ogóle iść. 

Sofia: Przecież nie robisz tego dla nich. Pojedziesz, żeby się pożegnać. Pewnie nawet nie będziesz musiał z nimi rozmawiać.



Bas: No właśnie chyba będę musiał. Prawnik powiedział, że dziadek zostawił testament. I że jestem wpisany jako jeden ze spadkobierców. Nie mam pojęcia, co mógł mi zapisać. Ale to na pewno oznacza, że będzie jakieś spotkanie rodzinne, na którym to ogłoszą.  



Bas: Kto wie, jakie rodzinne konflikty znów wyjdą na światło dzienne. Naprawdę nie chce mi się w tym uczestniczyć. 

Sofia: Rozumiem.

Bas: Byłoby mi naprawdę łatwiej, gdybyś pojechała tam ze mną. 



Sofia: Bas, już o tym rozmawialiśmy. To naprawdę nie jest dobry pomysł. Nie chcę poznawać twojej rodziny w takich okolicznościach. 

Bas: Ja tam wcale nie chcę ich poznawać. 



Sofia: Bardzo śmieszne. Przecież wiesz, co mam na myśli.

Bas: Wiem. Przepraszam. Już nie będę. Masz rację. To nie byłby dobry moment. Po prostu chyba bardzo chciałbym już przedstawić rodzicom swoją piękną, cudowną dziewczynę.



Sofia: Co ty powiedziałeś?

Bas: Że chciałbym cię przedstawić rodzicom? 

Sofia: Nie to.

Bas: Że jesteś piękna i cudowna.

Sofia: Bas, nie igraj ze mną. Więc jestem twoją dziewczyną?

Bas: Tylko jeśli też tego chcesz.



Sofia: Bardzo. 




Nadszedł dzień pogrzebu Hectora Laurent. Ale zanim się zacznie, zajrzałam na moment do Anny i Filipa. Oboje mieli radosny nastrójnik o śmierci wroga, haha :D

 



Greta Laurent miała wiele złych cech (a przynajmniej jedną na pewno). Jednak kochała ona ojca i mocno przeżyła jego odejście. Pogrzeb musiał więc być idealny, dokładnie taki, jakiego sobie zażyczył. Goście się pomału schodzili. Głównie najbliższa rodzina. Również Jace i Maja. Jace też ewidentnie mocno to przeżywał.



Nie wszystkich żal był jednak tak samo szczery. Maja nie mogła ukryć zażenowania pewnymi wymysłami pogrzebowymi. Najmłodszy syn Hectora i jego młoda żona raz po raz emanowali szczęściem, chyba na myśl o spadku. Również mąż Grety cieszył się po cichu z odejścia teścia.

Maja: Wszystko w porządku, Bas?

Bas: Co?



Maja: Pytałam, czy wszystko w porządku.

Bas: A tak, tak. 

Bas był w gronie tych okazujących szczery żal, jednak w tym momencie jego myśli były zupełnie gdzieś indziej. Bowiem właśnie zauważył ostatniego z gości, siadającą na końcu dziewczynę. I zdaje się, że ją znał. Czy to mogła być...? Ale skąd tutaj?



Greta pięknie i posępnie mówiła o ojcu (dokładnie tak, jak chciał zmarły). Pianista grał w tle Ave Narratorka. Szkoda tylko, że goście nie próbowali chociaż udawać smutku. No może oprócz Jace'a, który faktycznie popadł w wielką melancholię. Ale już mąż Grety i wynajęta "profesjonalna żałobniczka" to przesadzili.



Na szczęście podczas chwili ciszy zdecydowana większość gości zachowała się jak należy. 



Po wystrzale z armatki na cześć zmarłego, Greta zaprosiła wszystkich na mały poczęstunek. Niektórzy się rzucili, jakby czekali tylko na to całą uroczystość.



Bastian chwilę się wahał, ale w końcu zdecydował podejść się przywitać. 



Laura, bo to była naprawdę ona, siedziała obok chyba jego kuzyna, Augustyna i słuchała z przejęciem jakiejś historii.

Bas: Moje kondolencje. Zdaje się, że jesteśmy kuzynami. Dosyć smutne okoliczności, żeby się poznawać, ale cóż...

Augustyn: Takie jest czasem życie. Cieszę się, że się nareszcie spotykamy, kuzynie. 



Laura: Cześć, Bas. Tak myślałam, że się tu spotkamy. Mały ten świat, no nie?

Bas: Bardzo.

Augustyn: Laura opowiadała mi, że byliście w szkole przyjaciółmi. Przepraszam, muszę was zostawić na moment, mama mnie woła.

Laura: Powinniśmy dać sobie radę.



Bas spróbował przerwać niezręczną ciszę, która nagle między nimi zapanowała.

Bas: To co słychać?

Laura: Wszystko w porządku.

Bas: Słyszałem, że studiujesz sztukę?

Laura: Sztuki piękne, na Akademii Sztuk Simowych w Champs Les Sims. To tam poznałam Gusa, okazało się, że jesteśmy razem na roku.



Bas: Czy wy jesteście...?

Laura: Parą? Nie! Po prostu się przyjaźnimy. Wiesz, wyjechałam do Champs Les Sims zupełnie sama. Gus sporo mi wtedy pomógł. No i od tamtej pory trzymaliśmy się razem. Stał się dla mnie trochę jak rodzina, więc gdy powiedział mi o śmierci waszego dziadka, wiedziałam, że muszę tu przy nim być. 



Laura: A co słychać u ciebie?

Bas: Właśnie skończyłem studia na Foxbury. I zbudowałem Servo Bota.

Laura: Wow! Naprawdę? Własnego Servo Bota? To niesamowite!

Augustyn: Nie mam pojęcia, co to jest, ale brzmi bardzo imponująco! 



Laura: Bas jest prawdziwym geniuszem, jeśli chodzi o takie rzeczy. Już w szkole ciągle pracował nad jakimiś wynalazkami. Ma tyle pomysłów! Zresztą opowiadałam ci. Nie zdziwiłabym się, jeśli wkrótce by dostał nagrodę Plumbla.



Bas: Dzięki, ale bez przesady. Do Plumbla jeszcze mi daleko. Dopiero zacząłem się rozglądać za jakąś pracą. 

Laura: Kiedy się zrobiłeś taki skromny? Powinniśmy kiedyś w trójkę wyskoczyć na jakąś kawę i nadrobić. To trochę głupio, że jesteście rodziną, a pierwszy raz się widzicie na pogrzebie dziadka.



Od odpowiedzi uratowała Bastiana Greta, która zwołała wszystkich zainteresowanych na odczytanie testamentu. Dzięki Narratorce, bo zaczynało znów być niezręcznie. 

Tymczasem pianista i żałobniczka flirtowali sobie w najlepsze na ławeczce...



"Moja córka, Greta Laurent, wraz z mężem, otrzymają po mnie dom i 20% kapitału. Mój syn, Wojciech Laurent, wraz z żoną, otrzymają Winiarnię Serenę i 20% kapitału. Mój wnuk, Augustyn Laurent, otrzyma Willę Sophię, 20% uzbieranego kapitału oraz obraz Ogród Lądowych Korali."



"Mój syn, Jace Laurent, otrzyma moją kolekcję obrazów oraz 20% kapitału. Mój wnuk, Sebastian Drozd, otrzyma obserwatorium oraz mój zabytkowy radiogram, a także 20% kapitału."



Bas: Własne obserwatorium? Nie spodziewałem się, że dziadek cokolwiek mi zostawi, ale to, to jest naprawdę miłe. 

Wojciech: Zostawił im w sumie aż 40% kapitału?

Greta: Nie przejmuj się, tam jest małym druczkiem, że dopiero, gdy reszta z nas umrze. Ich niedoczekanie. 



Ostatnie pożegnanie. Jace już trochę lepiej przechodzi tę żałobę. Wydaje mi się, że to ostatnia wola Hectora i ta kolekcja obrazów to sprawiła. Bo w końcu, chociaż dopiero po śmierci, Hector pokazał, że w jakiś sposób zaakceptował pasję syna i jego miłość do sztuki. 


<<<Poprzedni rozdział: 10. CHCĘ WŁAŚNIE CZEGOŚ TAKIEGO

>>>Następny rozdział: 12. WILCZE PERYPETIE



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA