43. PRACA USZLACHETNIA
W Kasztanowym Grzbiecie zima zaczęła się już na dobre, chociaż według kalendarza Simowego to był dopiero listopad... Bas, Sofia i Olimpia debatowali nad dalszym losem Olimpii...
Olimpia: Słuchajcie, serio dużo o tym myślałam i to jest naprawdę spoko opcja.
Sofia: Nie jestem przekonana...
Olimpia: Ale mamo, no weź! Pradziadek Filip zrobił praktycznie to samo! No dobra, prawie, ale ogólnie vibe był ten sam. Zaczął pracować, robił to, co lubił, miał swoje akcje i dopiero potem ogarnął studia. A babcia Maja zaczęła pracę jako nastolatka i zobacz, jak to rozegrała — totalnie wygrała życie. Teraz jest znana i ma kasę!
Sofia: Ale oboje skończyli najpierw liceum! Moim zdaniem powinnaś chociaż skończyć jakąś szkołę zaocznie. Moglibyśmy dobrze poszukać i...
Olimpia: Mamo, przecież wiesz, że żadna szkoła mnie nie przyjmie w trakcie roku. I serio, ja bym wolała zacząć zarabiać na siebie już teraz.
Bas: Ja uważam, że to nie jest zły pomysł, o ile nie skreślasz zupełnie edukacji w późniejszym terminie. Mama ma rację, szkoła jest ważna, istnieją zajęcia zaoczne. Moim zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś z czasem, jak już będziesz gotowa, pracowała i jednocześnie kontynuowała naukę.
Olimpia: Serio, tato? Naprawdę jesteś z tym okej? Bo ja tak mega chcę to zrobić.
Sofia: Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że praca to odpowiedzialność? Nie będziesz mogła się wymigiwać, to nie praca domowa, z której najwyżej dostaniesz zły stopień.
Bas: Na pewno jesteś na to gotowa?
Olimpia: No rel! Przecież mówię!
Olimpia: Mamo, zaufaj mi. Ja serio wiem, że ty byś chciała, żebym poszła waszym vibe’em — szkoła, studia i tak dalej. Ale to totalnie nie ja. Za to to? To jest dosłownie coś dla mnie.
Bas: Sofia, spróbujmy. To może być dla Ollie najlepsza w tym momencie opcja. Szczególnie, że chyba naprawdę tego chce.
Sofia: Widzę, że jesteś zdecydowana. No dobrze. Porozmawiam z Donem, chyba mówił ostatnio, że potrzebuje kogoś do pomocy. Ale nie myśl sobie, że ci tak zupełnie odpuszczę temat szkoły. Wrócimy jeszcze do tego. Za jakiś czas.
Olimpia: No dobraaa, niech wam będzie.
Bas: No, to mamy to!
Olimpia: Zobaczycie jeszcze, zostanę jakąś topką od koni! Wren mówił, że mam do tego dryg. Trochę porobię w centrum jeździeckim i za sezon czy dwa lowkey mogę już iść na zawody… a potem kto wie, może jakiś medal wpadnie!
Olimpia: Mega, że będziemy pracować razem! Nie mogę się już doczekać pracy z końmi!
Wren: Na to chyba będziesz musiała trochę zaczekać. Ciężko zdobyć zaufanie Dona, szczególnie w sprawie jego koni.
Olimpia: No weź. Sam mówiłeś, że mam do tego dryg. Będę sigmą tego miejsca!
Olimpia: Dzień dobry panu, jestem Ollie. Mam pomagać przy koniach.
Don: A tak, ty jesteś córką Sofii. Dobrze, przyda się pomoc przy sprzątaniu.
Olimpia: Mogę robić znacznie więcej, znam się na koniach.
Don: Zobaczymy. Wren, pokaż Olimpii, co gdzie jest.
Wren: Tak jest, sir!
Olimpia: To gdzie zacząć? Czyszczenie kopyt? Wyczesać sierść? Jakieś ćwiczenia z beczką?
Wren: Hola, hola, kowbojko. Nie zapędzaj się tak. Don powiedział, że masz zacząć od sprzątania legowisk.
Olimpia: Żartujesz, prawda?
Wren: Bynajmniej. Tam jest łopata i grabie, a tu miotły. Powodzenia!
To nie było to wymarzone zajęcie, które sobie zaplanowała. Nienawidziła sprzątać legowisk. Ale skoro miało ją to zbliżyć do pracy przy koniach, prawdziwej pracy przy koniach, to niech im będzie. Nie może teraz tak po prostu zrezygnować. Nie po tym, jak udało jej się przekonać rodziców do tego pomysłu.
Jeszcze tylko sprzątnąć odchody, dosypać siana i...
Olimpia: O cześć, maluchu, chcesz coś zjeść?
.jpg)
Olimpia: Masz, jedz. Ale byłeś głodny.
Don: Widzę, że poznałaś Cayenne. Lubi zwracać na siebie uwagę. Jest trochę krnąbrny, ale to odważne źrebię. Będzie z niego dobry koń. Chyba cię polubił.
Olimpia: I vice versa, proszę pana.
Don: Wren wspominał, że masz dobre podejście do koni. Jak się sprawdzisz, to pozwolę ci przy nich pracować.
Olimpia: Byłoby mega! Nie mogę się doczekać! Co wy na to koniki? Uśmiech do zdjęcia na Simsta?
Don: Ale teraz wracaj już do pracy.
Olimpia: Tak jest, proszę pana!
Don: Dzieciaki...
Ollie wróciła do domu, i chociaż to były zaledwie 4h pracy, to poczuła to we wszystkich mięśniach. Tymczasem Sofia była zrelaksowana jak nigdy.
Sofia: I jak minął twój pierwszy dzień, skarbie? Było tak jak sobie zaplanowałaś?
Olimpia: Ujdzie. Tylko wszystko mnie boli. Idę się położyć.
Sofia miała nadzieję, że Ollie będzie mieć na tyle dość ciężkiej pracy, że sama w końcu zdecyduje o powrocie do szkoły. Jednak miała też inne zmartwienia, nie tylko matczyne, ale też swoje własne, kobiece. Chociaż chciała czegoś więcej od tego życia, to wciąż czuła się niepewnie. A pewien kowboj się nie poddawał.
Od czasu pożaru i naprawy ich domu, Clayton nadal pomagał na ranczu. I chociaż jego intencje były jasne i bardzo pochlebiały Sofii, to nie czuła ona, aby to był odpowiedni dla niej moment na romanse.
Clayton: Moja propozycja wspólnej kolacji jest nadal aktualna, Sofio.
Gdy Ollie przebywała u taty, kilka razy ona i Clayton mieli swoje momenty. Długie rozmowy prowadzone przy opiece nad zwierzętami. Wymowne spojrzenia. Sporadyczne muśnięcia dłoni, które były tak obiecujące. Ale czy mogła naprawdę sobie na to pozwolić? Na razie odpowiedź brzmiała nie.
Sofia: I mówiłam ci już wielokrotnie, że to nie jest dobry moment. Ollie mieszka teraz ze mną na stałe. Związek jej taty wystarczająco skomplikował dla niej sprawy. Wróciła tutaj rozgoryczona i z poczuciem odepchnięcia. Nie mogę jej zrobić tego samego. Jeszcze nie teraz. Jeszcze za wcześnie.
Clayton: Sofia, rozumiem, że dbasz o córkę. Ale nie proponuję ci małżeństwa, a jedynie kolację. I zaczynam powątpiewać, czy kiedykolwiek będzie dla ciebie dobry moment.
Sofia: Nie możesz ode mnie oczekiwać, że po prostu rzucę się w coś nowego. Muszę najpierw wszystko sobie poukładać. Dla Ollie.
Clayton: A dla siebie? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na coś dobrego dla ciebie? Jesteś wspaniałą mamą, Sofia. Ollie na pewno by chciała, żebyś też była szczęśliwa. Nie musisz z niczego rezygnować.
Sofia: Nie mów mi, co mam robić. Lepiej wiem, co jest dobre dla mojej córki.
Clayton: Wiesz, co myślę? Że po prostu się boisz. I nie ma w tym nic złego. Rozumiem to. Ciężko jest komuś zaufać, zwłaszcza kiedy raz się już sparzyłaś. Tylko pamiętaj. Jestem cierpliwy, Sofio… ale jestem też tylko człowiekiem. Nie mogę czekać w nieskończoność.
<<<Poprzedni rozdział: 42. RODZINNE SPRAWY
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz