42. RODZINNE SPRAWY
Olimpia wymyśliła, że pojadą na Batuu! Zawsze chciała zobaczyć to mistyczne miejsce, o którym tata tyle opowiadał, że miał tam tyle przygód. Oczywiście Bas był wniebowzięty. Ollie, miała jednak jeden warunek.
Ollie: Dołączymy do Łotrów, ok tato?
Bas: Do Łotrów? Nigdy nie wykonałem dla nich żadnej misji...
Ollie: Zawsze musi być ten pierwszy raz!
Oboje bez problemu wygrali w sabacce z Hondo Ohnaką. Chociaż Bas dzięki grze strategicznej, a Ollie... dzięki oszukiwaniu.
Udało im się ukończyć kilka misji. Olimpia rozpraszała Szturmowców, opowiadając im miejską legendę. Ale jakoś nikogo nie uśmierciła tym sposobem.
Udało im się wspólnie skompletować kolekcję zapisków Batuu.
Ollie była wstrząśnięta, gdy odkryła jak jej tata dobrze walczy świetlnym mieczem.
Olimpia: Ale tato, gdzie ty się tego nauczyłeś?!
Bas: A jak myślisz?
Olimpia: Dałbyś mi chociaż raz wygrać!
Bas: Nie ma mowy! Musisz się bardziej postarać!
Czas szybko minął i wkrótce musieli wracać do domu. Zbliżało się Święto Zbiorów i cała rodzina Drozdów miała się spotkać u Mai i Jace'a.
W tym samym czasie, zupełnie w innej lokalizacji trzy przyjaciółki zamierzały świętować swoje urodziny, z dala od rodziny i znajomych.
Właścicielka hotelu: Witamy w Tomarangu. Basen i spa są do pań dyspozycji przez całą dobę. Gdyby panie czegoś potrzebowały, proszę dać znać!
Wieczorem Maja, Izi i Enue wybrały się na nocny targ. Nawet tam rozpoznał je jakiś fan.
Enue: To był naprawdę dobry pomysł z tym wyjazdem.
Maja: Nie wierzę, że jutro będziemy staruszkami.
Izi: Bez przesady, wiek to tylko liczba.
Maja: Nie jestem gotowa na tę liczbę.
Enue: Bzdury gadasz, zawsze będziemy młode i piękne! Toast!
Maja: Mnie już wystarczy tych bąbelków. Wy sobie zostańcie jeszcze, a ja się przejdę nad morze.
Następnego dnia wszystkie spały do południa.
Enue: Chodźcie dziewczyny, czas zdmuchnąć te świeczki.
Przyjaciółki prawie od zawsze.
Z siwym włosem im do twarzy ;)
W końcu cała rodzina zebrała się na Święto Zbiorów w San Sequoi. Z początku wszyscy czuli się dość nieswojo, jakby nie widzieli się całe wieki, lub zobaczyli się pierwszy raz na oczy. Wyszły na światło dzienne jakieś dziwne rodzinne animozje. Jedynie najmłodsze grono się dobrze bawiło.
Olimpia: Ale wyrosłaś, Netuchu-Flejtuchu, dawno cię nie widziałam. Ciągle jeszcze masz wpadki pieluszkowe?
Nettie: Oli!!! Pobawis sie ze mną? Ploseee...
Olimpia: Nie dzisiaj. Dzisiaj masz swoich kuzynów i kuzynki, z nimi możesz się bawić. Ja trochę posiedzę z dorosłymi.
Izi: Nie rozumiem, co się stało z naszym rodzinnym majątkiem. Przecież mieliśmy tyle pieniędzy w sejfie, jeszcze po babci Klarze.
Filip: Wszystko przejadła simflacja.
Izi: Chyba raczej simkorupcja zapisu gry...
Maja: Nie powinnyśmy tego jeść. W naszym wieku wszystko już odkłada się w boczkach.
Enue: Trudno. Mam już tyle lat, że w końcu mogę zacząć robić to, na co mam ochotę bez żadnych wyrzutów sumienia.
Vaea: Niestety, musiałem zamknąć biznes. Przez te ostatnie zmiany straciłem wszystkich klientów i całą reputację. Zobaczymy, może za jakiś czas Bernard spróbuje z własnym studio tatuażu.
Olimpia miała już ewidentnie dość słuchania tych dorosłych, nudnych rozmów.
Niestety, miała do wyboru albo dorosłych, albo dzieci. Że też w rodzinie nie było nikogo innego w jej wieku...
Nettie: Cemu nie chces się bawić? Będe gzecna. Plose, Oli.
Ollie wybitnie nie czuła się dzisiaj na siłach zabawiać maluchy, więc wróciła do stołu dorosłych.
Bas: A tutaj zdobyliśmy ostatnie, brakujące zapisku Batuu.
Filip: Chyba dobrze się razem bawiliście, co Ollie?
Olimpia: Tak, tata naprawdę wymiata w miecze świetlne. To była fajna przygoda.
Filip: Ja też zawsze lubiłem przygody. Chociaż Batuu to akurat nie moja bajka. Ja wolałem dużo aktywności na świeżym powietrzu. Lubiłem pływać, szukać skarbów w głębinach. Wiesz, nie poszedłem na studia, bo chciałem zostać nurkiem w Sulani!
Olimpia: Nurkiem?? I naprawdę znajdywałeś skarby?
Filip: Odnalazłem cały zaginiony skarb Sulani, cała kolekcja jest teraz w lokalnym muzeum!
Olimpia: Ale to musiało być bajeranckie życie!
Filip: O tak! Chociaż moja mama nie była z początku zadowolona, że takie właśnie wybrałem.
Maja: Potem jednak skończyłeś studia.
Bas: Mamo...
Filip: Ale dopiero później, gdy poznałem się lepiej i już wiedziałem, czego chcę od życia.
Maja: Jednak nie mów, że nauka nie jest ważna, bez niej nie zostałbyś ekologiem i nie uratowałbyś Sulani.
Filip: Moja droga córko, pragnę ci przypomnieć, że całe liceum w głowie miałaś tylko ciuchy i chłopców. Ledwo skończyłaś szkołę. I nie miałaś bladego pojęcia, co chcesz zrobić ze swoim życiem. I jakoś nigdy ci nie wytykaliśmy tego z mamą. W końcu sama to odkryłaś. I hobby zmieniłaś w wymarzoną pracę.
Olimpia: Naprawdę, babciu, kiepsko się uczyłaś?
Maja: No orłem to ja nie byłam. Dopiero na sam koniec liceum podciągnęłam oceny. Inaczej nie dostałabym się na wymarzone studia w San Sequoi.
Bas: Nigdy mi o tym nie opowiadałaś!
Maja: Bo nie było o czym...
Bas: A ci chłopcy, za którymi się uganiałaś?
Maja: Nie przeginaj.
Opowieści rodzinne trwały potem jeszcze długo. Ollie nie mogła przestać się śmiać. Filip nieco bardziej nostalgicznie podchodził do tematu. Pies jadł resztki spod stołu, a Nettie nie mogła jakoś znaleźć partnera do zabawy. W końcu dzieciaki były już tak zmęczone, że wszyscy zaczęli się zbierać do domu.
Maja: Chyba jednak się starzeję. Te rodzinne imprezy coraz bardziej mnie wykańczają.
Filip: No co ty nie powiesz, córeczko. Dla mnie zawsze będzie moją malutką Mają.
Maja: Tato, teraz tak na poważnie, nie rób ze mnie dziedzica głowy rodu. Nie nadaję się do tego.
Filip: Czemu tak mówisz?
Maja: Czy to nie oczywiste? Chyba wszyscy w tej rodzinie posiadają lepsze do tej roli cechy. Poza tym, po prostu nie chcę.
Maja: Nie możesz zrobić głową rodu Bastiana? Z jego cechami i pracą, nadawałby się idealnie. No i to jego królewskie pochodzenie ze strony Laurentów. A w którymś momencie i tak przyszłaby na niego pora, bo przecież dziedziczy po mnie. To po co czekać?
Filip: Naprawdę tego nie chcesz, co? Przemyślę twoją prośbę, Maju.
Maja: Dzięki, tato.
Filip: Ale wiedz, że nadajesz się do tego tak samo dobrze, jak każdy inny Drozd. I jestem przekonany, że byłaby z ciebie świetna głowa rodu. I na pewno najlepiej ubrana z całej rodziny.
Maja: No, skoro tak stawiasz sprawę... To może to jeszcze też przemyślę!
<<<Poprzedni rozdział: 41. NOWY ROZDZIAŁ
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz