44. LENISTWO USZCZĘŚLIWIA

Dębowa Beczułka gościła tego dnia mieszkańców Kasztanowego Grzbietu na świątecznej kolacji z okazji Zimowej Fiesty. 



Przyszło naprawdę wiele osób. Wszyscy się świetnie bawili przy akompaniamencie muzyki country na żywo. Przybyła cała rodzina Grove. Były też nowo przybyłe do Kasztanowego Grzbietu rodziny Atsidi i Lavaud (od @yagatha). Sofia i Ollie też przyszły. Takiego wydarzenia nie można było przecież opuścić. 



Sienna zażarcie dyskutowała z Donem o tym jak powinien prowadzić biznes.  Były Marissa i Dani, cierpliwie wysłuchujące wywodów Jupiter o uprawie winorośli. Przybyło też sporo innych miastowych, chętnych do zabawiania swoją muzyką.



Olimpia: Mógłbyś szepnąć Donowi słowo czy dwa. Ciągle tylko sprzątam legowiska i łajno. A powinnam ćwiczyć skoki albo mijanie beczek z końmi ze stadniny. 

Wren: Mówiłem ci, zaufanie Dona trzeba zdobyć. Nie pozwoli ci od tak zajmować się jego ukochanymi końmi. Ale dobrze ci idzie!



Olimpia: Czuję, że się marnuję. Chciałabym już prowadzić lekcje, albo robić coś, coś... no wiesz!

Wren: Bardziej ambitnego? 

Olimpia: Tak! No bo, jak długo można sprzątać końskie kupy? 

Wren: Ja sprzątałem dość długo, zanim Don mi zaufał. Cierpliwości. Zobaczysz, będzie dobrze. 



Jupiter: Wren, a może pokażesz Ollie, jak się tańczy prawdziwy kowbojski taniec?  Co myślicie, dzieciaki, idziecie na parkiet?

Olimpia: Brzmi epicko!

Marissa : Tak! Chodźmy wszyscy! Uwielbiam kowbojski taniec!



Prawie wszyscy poszli tańczyć. Olimpii bardzo się podobała taka forma spędzania świąt. Poczucie wspólnoty, jakby wszyscy byli jedną wielką rodziną. Jej szef, Don, wywijał, jakby miał naście lat, a nie prawie sto. Nawet mama trochę wyluzowała i spróbowała. To dobrze, zasługiwała na trochę relaksu.



Clayton: Już nie na parkiecie?

Sofia: Musiałam trochę odpocząć i się czegoś napić. Dawno już się tak nie bawiłam. 

Clayton: Nieźle ci tam szło. Nie wiedziałem, że tak dobrze znasz kowbojski taniec.



Sofia: W końcu jestem z tych okolic. Wyprowadziłam się na studia do miasta, ale takich rzeczy się nie zapomina. To chyba siedzi w człowieku… ta cała kowbojska krew. Ale tobie też nieźle szło. A więc umiesz tańczyć. Czy jest coś, czego nie umiesz?

Clayton: Co mam powiedzieć, jestem człowiekiem wielu talentów. 



Clayton: Wiesz, niedługo w Kasztanowym Grzbiecie odbędzie się festiwal muzyki country. Będzie całe miasto, kolejna okazja, żeby się rozerwać. 

Sofia: Czy to kolejna propozycja randki?

Clayton: Powiedzmy, że przyjacielskiego spotkania. 



Miło było widzieć mamę taką uśmiechniętą i odstresowaną. Powinna częściej spędzać czas z przyjaciółmi. Ollie sama tęskniła już za swoimi przyjaciółmi, Eleną i Diego. Dużo ze sobą pisali, ale to nie było to samo. Jednak wkrótce będzie okazja do spotkania, bo zbliżał się ślub Bastiana i Laury.



Sofia: Musimy już iść. 

Clayton: A co z festiwalem?

Sofia: Pomyślę. 

Clayton: Patrz, jemioła.

Sofia: Rzeczywiście, no co za przypadek. To chyba trzeba się trzymać tradycji. Do zobaczenia, Clayton.



Następne dni Ollie wytrwale ćwiczyła skoki i omijanie beczki razem z Moo, koniem mamy. Celem było wystartowanie w konkursach dla początkujących. W pracy zaś dawała z siebie 200%, żeby udowodnić, że można jej zaufać. 



Może prawie 200%...

Wren: Widziałaś kiedyś coś takiego?!

Olimpia: Co...

Wren: Haha, swoją twarz! Nie wierzę, że dałaś się nabrać.

Olimpia: To się prosi o rewanż!



Don pozwalał im na te wybryki i przerwy w pracy, bo w końcu raz się jest nastolatkiem i nie tylko pracą człowiek żyje. Plus konie uwielbiały wygłupy tej dwójki i szybko udzielał im się dobry nastrój. 



Kradnąc krótkie chwile z Cayenne, Ollie szybko zaprzyjaźniła się ze źrebakiem. Ten często podążał za nią krok w krok, domagając się uwagi i zabawy.



Wren: Wydaje mi się, że twój awans może być blisko.

Olimpia: Mówisz serio?

Wren: Don powiedział mi dzisiaj, że dajesz sobie nieźle radę. Jak już on mówi, że ogarniasz, to znaczy, że naprawdę ogarniasz!



Nawiasem mówiąc, w domu Ollie też sporo rzeczy już ogarniała. Umiała nawet naprawić radio. Sporo się nauczyła w pracy w stajni, również majsterkowania.



Nadszedł dzień oceny. Ciężka praca, jaką wykonała Olimpia, została w pełni doceniona i Don mianował ją Opiekunką koni. Tym samym Ollie zwalczyła w końcu swoją największą obawę przed porażką, która towarzyszyła jej od czasu wydalenia ze szkoły. Może przyszłość ma jednak dla niej jasne barwy. 



Olimpia: Zgadnij, kto dzisiaj dostał awans.

Sofia: Dostałaś awans? To cudownie, skarbie! Wiem, jak ciężko na to pracowałaś.

Olimpia: Don w końcu pozwoli mi zajmować się końmi i prowadzić początkujące treningi.

Sofia: Jestem z ciebie naprawdę dumna.

Olimpia: Zobaczysz, jeszcze zostanę słynną trenerką koni. 



W końcu Ollie wzięła też udział w konkursach dla początkujących, beczkowych manewrach i rajdzie długodystansowym. W pierwszym zdobyła srebrny medal, a w tym drugim zaszczytne pierwsze miejsce ze złotym medalem. Całkiem niezły wynik, jak na świeżynkę! Nagrodę odłożyła skrupulatnie do skarpety ;) 



Nie wiadomo kiedy przyszła końcówka roku. Miasteczko świętowało tym razem w barze pod Zardzewiałą Podkową. 



Świetna zabawa ogarnęła wszystkich, starszych i młodszych. A Wren zapałał sympatią do córki państwa Atsidi, Ninovan, chyba z wzajemnością. 



Olimpia: Może mnie przedstawisz?

Wren: O rety, gdzie moje maniery! Ollie, to jest Ninovan, znamy się ze szkoły, niedawno się przeprowadziła z rodziną do Kasztanowego Grzbietu. Ninovan, to jest moja najlepsza przyjaciółka, Ollie. 



Ninovan: Miło mi cię poznać, Ollie. Wren dużo mi o tobie opowiadał. Musisz poznać mojego brata, Arancka. Hej, a może całą czwórką wybierzemy się na festiwal country? 

Wren: Świetny pomysł. Będziemy mogli się wszyscy lepiej poznać.



Kiedy potem wszyscy razem śpiewali Froodage Lang Syne, Ollie pierwszy raz naprawdę wsłuchała się w tekst tej piosenki o pielęgnowaniu starych przyjaźni, nostalgii za minionymi czasami oraz wspólnym wspominaniu przygód.



A po Nowym Roku przygotowania do Festiwalu Muzyki Country ruszyły pełną parą, całe miasteczko było zaangażowane. Zbierano pieniądze na cele charytatywne, cały dochód ze zbiórki miał iść na ratowanie koni. Wszyscy się wybierali.



Tylko Sofia jeszcze debatowała, iść, czy nie. A jeśli tak, to czy będzie to randka z Claytonem, czy jednak nie.

Olimpia: To co, mamo, pójdziemy?

Sofia: Słucham? Przepraszam, zamyśliłam się.

Olimpia: Na zakupy, mamo! Po jakiś fajny ciuch na festiwal.

Sofia: Na zakupy... Tak, myślę, że możemy.

Olimpia: Mega!



Sofia: A skąd nagle taka chęć na odświeżenie szafy? Moda nigdy cię nie interesowała. Przynajmniej od kiedy skończyłaś 10 lat. 

Olimpia: A tak, po prostu. Idziemy grupą znajomych i pomyślałam, że chciałabym dobrze wyglądać.

Sofia: To idziesz z Wrenem i...?

Olimpia: Będzie jeszcze rodzeństwo Atsidi, Ninovan i Aranck.



Sofia: Ollie, jeśli to chodzi o chłopców to...

Olimpia: Uh, mamo, nie, to zupełnie nie o to chodzi.

Sofia: No dobrze, ale jakbyś chciała o czymś porozmawiać, o coś zapytać, to wiesz, że możesz, prawda?

Olimpia: Rety, mamo, tak, wiem. Wiem, że jesteś specem od tych spraw, ale serio, jeszcze nie trzeba.



Sofia: Eh, spec ze mnie żaden, raczej niezbyt mi się ułożyło życie miłosne. Ale jeśli masz zdobywać wiedzę z Simternetu, to już wolę ci wszystko sama wyjaśnić. Kiedy będziesz gotowa.

Olimpia: Dzięki, mamo. 

Sofia: No dobra, to jutro na te zakupy?

Olimpia: Ok! 



Olimpia: Mamo... a propos życia miłosnego... myślę, że powinnaś dać szansę Claytonowi. 

Sofia: Ah tak?

Olimpia: Wiem, że go lubisz. I, no wiesz, on jest całkiem spoko. Tata jest teraz z Laurą. Chciałabym, żebyś ty też była szczęśliwa.

Sofia: Jestem szczęśliwa!

Olimpia: Wiesz, o co mi chodzi...

Sofia: Wiem... Dziękuję, córeczko. 



To nie tak, że podjęła decyzję dopiero po słowach Ollie. Właściwie, podjęła ją już wcześniej i teraz szukała tylko argumentów za. Ta rozmowa miała dla niej ogromne znaczenie i poczuła, że pewien ciężar spadł jej z barków. 

W takim razie... ona też będzie potrzebowała iść na zakupy przed festiwalem.


<<<Poprzedni rozdział: 43. PRACA USZLACHETNIA

>>>Następny rozdział: 45. MIŁOŚĆ WISI W POWIETRZU


Komentarze