41. NOWY ROZDZIAŁ

Ranczo Soffi w Kasztanowym Grzbiecie powitało Bastiana wszystkimi kolorami jesieni. Po telefonie od Sofii od razu tu przyjechał. Ostatnie wydarzenia wymagały podjęcia szybkich akcji, chociaż Bas jeszcze sam nie wiedział, co powinien powiedzieć swojej córce, którą właśnie wyrzucono ze szkoły.



Sofia: Dobrze, że przyjechałeś. Może ty do niej dotrzesz.

Bas: No nie wiem, ze mną wcale nie chciała ostatnio rozmawiać.

Sofia: Ta akcja ze szkołą bardzo na nią wpłynęła. Martwię się o nią. Ale... nie wiem, jak z nią rozmawiać. Nie wiem, jak jej pomóc. Może tobie się jednak uda.



Bas: Mogę wejść, Ollie? Słyszałem, co się stało. Możesz o tym ze mną porozmawiać. 

Olimpia: Po co? Już i tak nic z tym nie zrobię. Ani ty. Jestem totalnym rozczarowaniem i chyba czas się z tym pogodzić. 

Bas: Nie mów tak. Wszyscy mamy wzloty i upadki. 

Olimpia: Nie ty...



Bas: Ja też. 

Olimpia: Tobie zawsze wszystko się udaje. 

Bas: Nieprawda. Wiele rzeczy w życiu mi nie wyszło tak jakbym chciał.

Olimpia: Ale nie wyrzucili cię ze szkoły...

Bas: To fakt. Ale gdy byłem w twoim wieku, miałem problemy z zawieraniem nowych znajomości.



Olimpia: No i? Wielkie mi rzeczy. Miałeś zawsze swoją paczkę przyjaciół, przecież wiem o tym. Więc nie potrzebowałeś nowych. A we wszystkim innym zawsze byłeś najlepszy. Skończyłeś studia z wyróżnieniem! A ja? Ja nawet nie skończę szkoły! O studiach mogę zapomnieć!



Olimpia: Zawiodłam ciebie. I mamę. Nic sobą nie reprezentuję. Powinniście ogłosić mnie wyrzutkiem. Jestem totalnym przeciwieństwem całej rodziny Drozd.



Bas: Od razu wyrzutkiem... Wyrzucenie ze szkoły to nie koniec świata. Są inne możliwości. Możesz na przykład iść do pracy. Albo możesz też skończyć szkołę zaocznie.

Olimpia: Mogę... Naprawdę? I ty się na mnie nie gniewasz?

Bas: Wiesz, nie mogę powiedzieć, że nie jest mi przykro. Bo jest.



Bas: Ale nie jestem zły. Co najwyżej jestem zły na siebie. Bo wiem, że gdzieś po drodze to ja cię zawiodłem. Powinienem być bardziej przy tobie. Bardziej cię wspierać, uczyć cię jak sobie radzić z problemami. A zamiast tego często mnie nie było.



Bas: Oczywiście, że jak każdy rodzic byłbym szczęśliwy, gdybyś poszła w moje ślady, skończyła szkołę, potem studia i tak dalej. Ale ważniejsze dla mnie jest, żebyś znalazła swoją ścieżkę, jakakolwiek by ona nie była. 

Olimpia: A jeśli ja nie wiem, czego bym chciała?



Bas: Wiele osób przez całe życie nie wie, co by chciała tak naprawdę robić. A ty masz teraz szansę uwolnić się ze schematów, poodkrywać siebie, popróbować, co ci pasuje, a co nie. Nawet jeśli po drodze się pomylisz.



Bas: Ale teraz myślę, że najbardziej to potrzebujesz po prostu dystansu. 

Olimpia: Dystansu?

Bas: Od całej tej sytuacji. Przestać myśleć o tym, co się stało i dlaczego. 

Olimpia: Kiedy ja właśnie nie umiem. Cały czas o tym myślę i nie wiem, co dalej powinnam zrobić. 



Bas: Dlatego przyda nam się przygoda. Zamiast siedzieć tu i roztrząsać wszystko w kółko… moglibyśmy pojechać gdzieś. Gdzie będziesz chciała. A po powrocie na spokojnie wszyscy w trójkę zastanowimy się, co dalej. Co ty na to?



Olimpia: Myślę, że to super pomysł. Dzięki, tato. 

Bas: To chodźmy powiedzieć twojej mamie, że nie będzie cię kilka dni. 



Sofia: Jesteś tego pewien? Naprawdę myślisz, że to dobry pomysł?

Bas: Myślę, że przyda jej się odmiana. Nic gorszego raczej nie może z tego wyniknąć. Trochę odetchnie, przemyśli to i owo na chłodno. A po powrocie pomyślimy, co dalej.

Sofia: Obyś się nie mylił. 



Olimpia: Wiesz koniku? Jadę z tatą na wycieczkę! I już chyba wiem, gdzie chcę pojechać. Tata na pewno się ucieszy. Może jeszcze wszystko się ułoży? Może dostanę drugą szansę od losu?



<<<Poprzedni rozdział: 40. SZKOŁA TOTALNEJ PORAŻKI

>>>Następny rozdział: 42. RODZINNE SPRAWY



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA