38. PEŁNA CHATA
O poranku zaczął się poród. Wszystko już było przygotowane. Czekali tylko na położną.
Przez nieznajomość Narratorki jak działają porody w domu, cała akcja trwała dłużej niż początkowo było zakładane. Jednak wszystko się udało i na świat przyszedł mały Cyprian.
Poród wykończył Laurę, która naprawdę musiała odespać. W tym czasie Bastian zajął się synkiem. Rob w między czasie gdzieś się popsuł. No i znów wszyscy zapomnieli o Nettie, która jak zwykle nie płakała, tylko z cichutko leżała w łóżeczku, kontemplując swój smutny los, teraz środkowego dziecka.
Na szczęście Ollie właśnie wróciła ze szkoły, zgarnęła więc małą, chociaż nie była z tego powodu zbyt szczęśliwa.
Ollie: No chodź, Nettie, czy może powinnam zacząć cię nazywać Netuchem-Flejtuchem, ty mały pieluszkowy nicponiu?
Tego dnia Nettie pierwszy raz sama stanęła na nóżkach. Tym razem Bastian był przy niej i mógł uwiecznić ten wielki moment.
Wkrótce mały Cyprian przestał być noworodkiem. Wylosował cechy: Wrażliwy, Wtulony śpioch, Często kicha, i po mamie odziedziczył cechę Magik precyzji. Czuję, że spokojne życie Laury i Bastiana właśnie się skończyło xD
Nettie nauczyła się nie tylko wstawać, ale też płakać, by w końcu zwrócić swoją uwagę.
Laura: Patrz, jesteś teraz starszą siostrzyczką. To twój braciszek, Cyp. Powiesz mu coś ciekawego?
Nettie: Śfinka.
Laura: Interesujące.
Laura: A umiesz robić a-kuku? Oj, ktoś tu się zniecierpliwił.
Cyp, w przeciwieństwie do Nettie, chyba będzie dużo płakał. Zasnął w ramionach mamy, bo nie lubi łóżeczka. W tym czasie Nettie znów wymagała przebrania, czym musiała się zająć Olimpia. Niestety, stało się nieszczęście...
Olimpia: AAAA!!! Nie wierzę!!!! Jestem cała w sikach!!!
Laura: Ciii, nie krzycz tak, zdarza się. Patrz, obudziłaś Cyprianka.
Olimpia: A co mnie to obchodzi! Przez tego głupiego bachora śmierdzę cała moczem, fuuj!!! Przed chwilą się wyszykowałam, a teraz znów muszę się wykąpać i przebrać!
Laura: Chyba się trochę zapędziłaś.
Olimpia: Ja się zapędziłam?? To wy robicie ze mnie jakąś cholerną niańkę! Nic was nie obchodzi moje życie! Ollie to, Ollie tamto. Miałam właśnie się spotkać z przyjaciółmi, ale znów musiałam ci pomóc!
Laura: Ollie, co się z tobą dzieje! Przecież wiesz, że nie prosiłabym cię o pomoc, gdybym nie musiała. Twój tata jeszcze jest w pracy, a Cyp nie umie zasnąć w łóżeczku.
Olimpia: Trzeba sobie było nie robić drugiego bachora, jak nie umiecie się nimi zająć.
Laura: Jak ty w ogóle mówisz?!
Olimpia: Będę mówić jak mi się podoba, nie jesteś moją matką! I wiesz co?! Dzisiaj będę nocować u Eleny, a potem wracam na ranczo. Nie będę więcej waszą darmową pomocą domową!!!
Po wyjściu Ollie, Laura musiała jakoś zapanować nad chaosem. Nettie zasnęła na podłodze, więc najpierw zajęła się Cyprianem, który wymagał przebrania i dostał wysypki, a do tego też ją obsikał. Dobrze, że wkrótce Bas wrócił do domu, zajął się Nettie. Ale żadne dziecko nie chciało zostać w łóżeczku.
Laura: Gdybyś słyszał, co ona mówiła! Zupełnie straciła kontrolę. Przestraszyła dzieci.
Bas: To nastolatka, ciężko jej kontrolować emocje. Porozmawiam z nią.
Laura: Jesteś chyba dla niej zbyt pobłażliwy. Nastolatka czy nie, powinna nad sobą panować.
Elena: Que mierda, Ollie, sama bym się porządnie wkurzyła. Zresztą, już jak cię słucham, to się porządnie nakręciłam.
Olimpia: Już nic ich nie obchodzę. Jestem tylko potrzebna, żeby zmienić pieluchy. Teraz mają własne dzieci, własne życie. Tata zupełnie o mnie zapomniał.
Elena: Wiem jak to jest. Tata prawie nas nie odwiedza. Ma tyle dzieci, że chyba nawet nie pamięta naszych imion.
Olimpia: Jak dajesz sobie z tym radę?
Elena: Olewam to. Nie chce nas znać, woli swoją karierę, to jego strata.
Olimpia: Nie wiem, czy tak umiem.
Olimpia: Zawsze lubiłam spędzać czas u taty, ale teraz czuję, że nie ma tam dla mnie miejsca. Może powinnam na stałe przeprowadzić się do mamy? Uh, aż boli mnie głowa od myślenia.
Elena: Prześpij się z tym. Mama zawsze mówi, że nad ranem lepiej się myśli.
Olimpia: Dzięki. Dzięki, że mogę na ciebie liczyć.
Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła, zmęczona, wciąż zła i rozgoryczona. Wszyscy byli przeciwko niej. Nettie, która nigdy nie płakała i tata ją uwielbiał. Teraz Cyp, który wymagał podwójnej uwagi. I Laura, która udawała jej przyjaciółkę. No i tata. Tata, który już o nią nie dbał, bo miał nowe dzieci.
Nad ranem Olimpię obudziła rozmowa.
Elena: Por favor, Carlos. Es un plan perfecto.
Diego: Mama inaczej się nie zgodzi, jesteś naszą jedyną nadzieją.
Carlos: No nie wiem, i miałbym być waszą opiekunką?
Diego: Tylko dzisiaj, przecież to Strachudła! Pomyśl o tym: epicka fiesta Strachudłowa u Lopezów!
Elena: Vamos, Carlos, co ci szkodzi.
Olimpia: Co się dzieje?
Carlos: El i Di chcą urządzić imprezę, i ja mam niby być opiekunem.
Elena: No żeby mama się zgodziła, przecież tak naprawdę nie będziesz się nami zajmować.
Olimpia: Ja chyba powinnam już wracać.
Olimpia: Są dzisiaj urodziny Nettie, a potem jadę na ranczo. Taki był plan.
Elena: ¡A la mierda! Olać plan! Naprawdę chcesz brać udział w urodzinach tej smarkuli, po tym jak cię potraktowali? Zostań dzisiaj z nami. Będziemy się świetnie bawić. A jutro pojedziesz na ranczo. To, jak wszyscy się zgadzają?
Carlos: ¡Vale! Tylko nie roznieście domu. No i wy wszystkim się zajmujecie, my z Marią będziemy tu tylko pro forma.
Maria: I żadnego alkoholu!
Elena: Claro! FIESTA!!!
Bas: Napisała, że nie będzie jej na urodzinach. Dziś też zostaje u Eleny i jutro Sofia zabiera ją na ranczo. Nie chciała ze mną rozmawiać. Nie rozumiem, przecież wszystko się tak dobrze układało. Wydawało mi się, że się zaprzyjaźniłyście i że lubi Nettie. Przecież to był tylko jeden incydent.
Laura: Nie wiem, Bas. Sporo pracujesz, ja przyznaję, nie zawsze daję sobie radę z dziećmi. Cyp jest dużo bardziej wymagający niż Nettie. Ostatnio kilka razy poprosiłam Ollie o pomoc, ale nie myślałam, że jej to aż tak przeszkadza.
Bas: Nie mogłaś mi powiedzieć, że potrzebujesz pomocy? Przecież mogłem częściej zostawać w domu. Albo byśmy zatrudnili nianię.
Laura: A sam nie mogłeś na to wpaść? Przecież wiesz, jaki jest Cyp, że śpi tylko na rękach. Rob się co chwila psuje, wtedy nie może pomóc. Czasem tylko Ollie była dostępna.
Bas: Dobra, zawaliłem. Przyznaję. Ale Laura, musisz mówić mi, kiedy coś jest nie tak. Nie jestem wszystko wiedzący. Musimy rozmawiać o takich rzeczach. Obiecaj mi, że będziesz ze mną rozmawiać.
Laura: Masz rację. Nie kłóćmy się już, nie w urodziny Nettie.
Gdy najbliższa rodzinka się zebrała (tylko Ollie brakowało), Nettie mogła w końcu napluć na tort, to znaczy zdmuchnąć świeczki, oczywiście.
Wylosowała cechę Przylepa, co do niej pasuje, tak uważam. Więc teraz jedno dziecko jest przylepą, a drugie jest wrażliwcem z wielką potrzebą bliskości. Mam nadzieję, że nie będą chcieli mieć więcej dzieci.
Nettie: Ollie?
Bas: Ollie dziś nie ma, skarbie, ale my jesteśmy.
Olimpia: Dzięki za pożyczenie stroju.
Elena: No jasne, to nasza pierwsza domówka, trzeba zrobić dobre wrażenie. Tym bardziej, że przyjdzie jeszcze kilka osób.
Olimpia: Jeszcze ktoś przyjdzie? Ty ich wszystkich znasz?
Elena: Jeszcze nie, ale poznam.
Elena: A teraz posłuchaj. Przestań się zamartwiać i po prostu dobrze się baw. ¡Disfrútalo! Ja na pewno zamierzam.
Będąc dzieckiem wsi, Olimpia rozkwita, gdy bierze udział w wydarzeniach lokalnych, więc nie trzeba jej dwa razy powtarzać, aby dobrze się bawiła. Zresztą wszystkim nastrój dopisywał.
Zwłaszcza Elenie, która właśnie z kimś flirtuje.
Olimpia nie wie, co o tym myśleć. Trochę dziwnie widzieć przyjaciółkę w takiej relacji. Ona sama jeszcze w ogóle nie myślała ani o chłopcach, ani o dziewczynach. Nie w taki sposób. I na razie wcale nie zamierza.
<<<Poprzedni rozdział: 37. PRIORYTETY
>>>Następny rozdział: 39. JESZCZE BĘDZIE LEPIEJ
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz