37. PRIORYTETY
Laura wzięła sprawy w swoje ręce i wyremontowała cały dom (plus porozwieszała nowe zdjęcia). Na początek wejście, kuchnia i salon:
Ich sypialnia, oraz nowy pokój Ollie, przeniesiony na samą górę, żeby miała więcej prywatności i nie musiała dzielić pokoju z siostrą. Została też dorobiona mała łazienka tylko dla niej.
Nowy pokój dziecięcy, oraz przestrzeń dla Bastiana. Bas musiał zrezygnować ze stołu robotycznego, oraz maszyny do wytwarzania. Nie było już na to miejsca, poza tym ma dostęp do oby dwu maszyn w pracy oraz w pobliskim centrum rekreacyjnym.
Laura musiała coś przeczuwać z tym remontem. Okazało się, że większy pokój dziecięcy się przyda, bo Antonia będzie mieć nowe rodzeństwo! He, he, he.
Antonia to takie spokojne dziecko. Nawet jak jest smutna, zmęczona i brudna, to nie płacze. Nic dziwnego, że Laura cieszy się na kolejnego malucha :P
Oni jeszcze nie wiedzą, że już niedługo ich życie będzie wywrócone do góry nogami, bo dwójka małych dzieci to zupełnie inna historia niż jedno spokojne. A do tego jeszcze nastolatka w domu, he he he xD
Bas z tej radości aż odkrył swoją nową cechę - rodzinny. A Laura jest nieustannie oczarowana i zakochana w nim po uszy.
Ollie cieszy się z nowego rodzeństwa. I z radości taty i Laury. I z tego, że Antonia co rusz odblokowuje nowe etapy. Ale jednak czuje się też lekko odtrącona. Niczym piąte koło u wozu.
Na szczęście już niedługo wraca na ranczo i znów zobaczy się z Wrenem. A na razie ma chociaż tutaj Elenę i Diego.
Niestety, Bas odebrał telefon z kolejnymi złymi wieściami. Maria zginęła. Najprawdopodobniej odebrała sobie życie, nie mogąc się pogodzić ze śmiercią Orion. A zainspirowała się śmiercią Karmine i również została ofiarą krowo-kwiatu.
Laura zdecydowała iść na terapię, bo sama sobie tym razem nie poradzi.
Olimpia: Mam już dość tej nauki. Zróbmy coś ciekawego, umieram z nudów.
Elena: Daj mi jeszcze chwilę, tylko dokończę tej esej.
Olimpia: Ja to olewam. Jestem doskonałym średniakiem w szkole i to mi wystarczy.
Elena: Skończyłam!
Olimpia: Maxisie, co za nudy. Może obejrzymy jakiś film?
Elena: Mam lepszy pomysł. Dzisiaj w Laguna del Abrazo gra Antonio. To były naszej mamy.
Olimpia: Żartujesz? Mamy słuchać jakiegoś rzępolenia ulicznego grajka?
Elena: Możemy się założyć. Jak wygram, to idziemy.
Olimpia: No dobra! Wygrałaś!
Elena: Zobaczysz, będzie zabawnie. Antonio jest całkiem niezły, może jeszcze kiedyś zostanie gwiazdą rocka.
Olimpia: Już to widzę, ale niech ci będzie. I tak nie mamy nic ciekawszego do robienia.
Olimpia: To tutaj? Ja się chyba jednak zawinę...
Elena: Nie, czekaj, daj mu się rozgrzać, ludzie się dopiero zbierają.
Okazało się, że Antonio naprawdę wiedział co nieco o dobrej muzyce. Wkrótce wszyscy się dobrze bawili.
Diego: Naprawdę jest dobry!
Elena: Mówiłam Wam!
Olimpia musiała stwierdzić, że nie była to taka strata czasu, jak początkowo myślała i nawet dobrze się bawiła.
Następnego dnia Rob odebrał telefon ze szkoły Olimpii, że uczestniczyła ona w bójce. Miała szczęście, że padło na Roba...
Rob: Co zrobić? A skąd ja mam to wiedzieć, nadal mam poziom 1 rodzicielstwa. Może niech się po prostu dogadają.
Bas w pracy razem z Mikołajem pracowali nad najnowszymi patentami zbrojeniowymi. Bas miał ostatnio duże szczęście i prototyp robo-ramienia był wyjątkowo udany. Kask i kombinezon ExoMech też. Funkcja lewitacji bardzo mu się podobała.
Panowie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie, a potem przeprowadzili próbną walkę.
Mikołaj: Ten patent wart jest mnóstwo pieniędzy! Zobaczysz firmy będą się licytować, kto da więcej!
W domu Laura zapoznawała Nettie z nowymi smakami. Kaszka jej nie zasmakowała, ale już purée z batatów pokochała. Tylko czy wszystkie dzieci muszą się tak paprać jedzeniem??
Nettie umie już coraz więcej. Niedługo czas jej urodzin. Laura nie może uwierzyć, że czas mija tak szybko.
Drugie maleństwo też już jest coraz większe i niedługo pozna swoich rodziców. Tym razem Bas i Laura zdecydowali się na poród w domu. Nie chcieli też poznać płci dziecka, więc to będzie niespodzianka.
Bastian dostał od Atlasa ofertę pracy jako astronauta - specjalista niskiej orbity. Propozycja była naprawdę kusząca, ale Bas nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś tu śmierdzi... Być może konkurencja dowiedziała się o prototypach i chcą wykorzystać jego wiedzę w kosmosie?
Bas podszedł do sprawy ostrożnie i na razie odmówił. Zresztą, ma obecnie inne priorytety. Dużo ważniejsze niż jego dziecięce marzenia o poznaniu kosmosu. Najważniejsze na świecie.
<<<Poprzedni rozdział: 36. WAKACYJNY OBÓZ
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz