35. OKRUCHY ŻYCIA

Ranek powitał ich pewną niespodzianką.

Bas: Nie wiem, jak ci to powiedzieć.

Laura: Co się stało?

Bas: Pękła nam wczoraj gumka, dopiero teraz zauważyłem. 



Laura: Hmm... No to chyba będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Bas: Nie jesteś zła? 

Laura: Jesteśmy dorośli, Bas, takie rzeczy się czasem dzieją. Lepiej teraz niż jak byliśmy jeszcze w szkole.

Bas: Też prawda. 



W końcu nadszedł inny moment prawdy - zapoznanie Olimpii z obecną sytuacją. O potencjalnym przyrodnim rodzeństwie postanowili nic na razie nie wspominać, bo ostatecznie to nie było jeszcze nic pewnego. Ollie, ku uldze zarówno Basa, jak i Laury, zareagowała dość pozytywnie na wieść o ich zaręczynach.



Gdy Laura poszła do toalety, Bas wykorzystał ten moment, by upewnić się, co do nastawienia Ollie.

Bas: Na pewno nie masz nic przeciwko?

Olimpia: Laura wydaje się być spoko. 

Bas: Ale...?



Olimpia: Ale wiesz tato, mogłeś coś powiedzieć wcześniej. Nie jestem już dzieckiem. 

Bas: Eh... Masz rację. Po prostu, nie chciałem tego komplikować.

Olimpia: Ta... Faktycznie... No to ci się udało. Wy dorośli jesteście mega naiwni. 

Bas: Naiwni?

Olimpia: No. Myślicie, że dzieci nic nie widzą. 



Olimpia: A ja już dawno wiedziałam, że coś się dzieje. I ogólnie już rozumiem bardzo dużo. Wren mi to tłumaczył. 

Bas: Wren...?

Olimpia: No Wren, mój kolega. Tylko nie sprowadzajcie mi do domu jakiegoś śliniącego się bobasa, dobra?

Bas:... Że co proszę?



Olimpia: O rety, naprawdę wszystko muszę ci wyjaśniać?

Bas: Może zacznij od tego, co dokładnie ci mówił Wren.

Olimpia: Eee... no bo Wren ma konia, Starbrite, i jak ich poznałam, to Starbrite była źrebakiem, no i Wren mi tłumaczył, jak to się w ogóle dzieje…



Bas: Chyba muszę porozmawiać z twoją matką. 

Olimpia: To ja już może pójdę do siebie na górę...

Bas: Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.



Następne dni przyniosły nowe wieści, złe i dobre. Najpierw Laura dostała telefon od Marii. Orion zginęła w pożarze. Była to wstrząsająca wiadomość. Ich małżeństwo trwało tak krótko. Przecież jeszcze chwilę temu bawili się na ich ślubie :(



Jednak kolejna wiadomość odwróciła uwagę od tej pierwszej. Bowiem tego samego dnia Laura odkryła, że jest w ciąży. 



Powiedzieć, że przyszli rodzice się ucieszyli to jak nic nie powiedzieć. Byli wniebowzięci. Nawet Oreo czuła, że wydarzyło się coś ważnego. 



Olimpia naprawdę polubiła Laurę i szczerze chciała, żeby się zaprzyjaźniły. Laura ze swojej strony bardzo się starała wkraść w łaski Ollie. Też jej zależało, żeby to wypaliło. Ostateczny werdykt Olimpii był taki, że Laura jest naprawdę całkiem spoko!



Ale nie zawsze było bezproblemowo. Raz Ollie chciała dotknąć brzuszka, ale Laura akurat wpadła w zły nastrój i zareagowała bardzo impulsywnie. W odpowiedzi na ten wybuch Ollie nie zostawiła na niej suchej nitki... Laura była nadal wkurzona, ale wiedziała, że to ona sprowokowała takie zachowanie. 



W końcu, to nie wina dziecka, skąd mogła wiedzieć, że huśtawka nastrojów Laury przybierze akurat taki obrót. Szczerze więc przeprosiła dziewczynkę i ostatecznie pozwoliła też pomacać brzuszek. Ollie była zachwycona. Pomimo wcześniejszych wątpliwości co do śliniącego się bobasa, nie mogła się doczekać rodzeństwa.



Laura naprawdę czuła się winna, że tak źle wcześniej potraktowała Ollie, chciała więc jakoś odkupić swoje winy i podarowała dziewczynce rower. Ale początkowo Ollie nie była zbytnio zachwycona prezentem. Dopiero z czasem nabrała pewności siebie, jeżdżąc. 



Tymczasem Bas miał trochę problemów w pracy. Podjął kilka złych decyzji, narażając się szefostwu, plus nadal trwała jego rywalizacja z Mikołajem. W końcu schował dumę do kieszeni i dogadał się z rywalem, co zaowocowało awansem dla obojga! Teraz będą razem pracować nad nowym patentem.



Laura też nie próżnowała. Dostała nowy projekt od Nadyi Kishki. Nadya jako ulubiony styl wskazała art deco, a jako kolor oczywiście różowy. Po dokonaniu ustaleń, Laura odprawiła klientkę i zabrała się do pracy.



Nie było łatwo przerobić jadalnię tak, by była w stylu art deco i nadal wpasowywała się w klimat ich domu. Laura nie była do końca zadowolona z rezultatu, ale nie była w stanie zrobić tego lepiej, jeśli chciała się trzymać ustaleń dokonanych z klientką. Przed i po:



Jednak jej obawy były bezpodstawne. Nadya pokochała swoją nową jadalnię. Laura dostała duże wynagrodzenie za to zadanie oraz awans. A z tej całej radości i dumy z dobrze wykonanej pracy aż odkryła, że jest Wesołą Simką. 



Ciąża była dla obojga czasem prawdziwej radości. Było zupełnie inaczej niż podczas ciąży Sofii i Bastian nie mógł się nadziwić, że ten czas może być taki spokojny i błogi! Nawet im nie przeszkadzało, że czytali książeczkę dla dzieci do góry nogami!



Postanowili też zostawić napis na ścianie kochanków. Są tacy szczęśliwi, że aż się boję, żeby gra czegoś nie wymyśliła!



Wieczorami Laura lubi malować pejzaże miasta. Ciekawe, czy jej obrazy się uchowają, czy wszystkie wyblakną z czasem do białego płótna ;) (Niestety, wszystkie zrobiły się białe... dobrze, że nie wybrała kariery malarki...)



Ollie, jak na taką żądną przygód dziewczynkę, jest dość strachliwa! Wszystkiego się boi, w przeciwieństwie do swojego taty w jej wieku. Ledwo co pokonała strach przed ciemnością, a teraz co noc budzi ją potwór spod łóżka. Na szczęście Rob czuwa!



Na wszelki wypadek Laura zrobiła wszystkie potrzebne badania. Usg pokazało, że to silna, zdrowa dziewczynka! 



Guadelupe w końcu postawiła na otwarte karty i wprost zaprosiła Bastiana na randkę. Chyba jeszcze nie dotarły do niej ostatnie rewelacje. No cóż... to nigdy nie było im pisane. Bastian kulturalnie zaproponował pozostanie przyjaciółmi.



Laura dostała kolejną tragiczną wiadomość. Tym razem to Karmine Luna została zjedzona przez krowo-kwiata... Ewidentnie jej makarabryczna cecha w końcu odegrała swoją rolę.



Laura: Bas, zaczynam się bać. Co jeśli to coś w stylu Oszukać przeznaczenie? Może to przez te nasze zabawy w wywoływanie duchów jak byliśmy mali? A co jeśli jesteśmy następni?

Bas: Hej, spokojnie, to po prostu nieszczęśliwy wypadek, nic więcej. 



Laura jednak nie czuła się uspokojona, więc gdy następnego dnia rano dostała wiadomość od lekarki, że występuje u niej konflikt serologiczny, natychmiast pojechała do szpitala, po więcej badań i leków. Na wszelki wypadek, żeby niczego nie przeoczyć. 



Paul zaskoczył Basa, zapraszając go na wspólny wypad na Festiwal Miłości.

Bas: Stary, wiem, że przeżywasz żałobę po Karmine. Wiem, że pewnie czujesz się teraz mocno skołowany, ale uwierz mi, nie tędy droga. Daj sobie trochę czasu zanim zaczniesz się z kimś spotykać. 



Ponieważ Ollie poprawiła oceny na czwórki, Bas miał dla niej niespodziankę z okazji Dnia Dziecka. 

Olimpia: Eee... śpiwór?

Bas: To część prezentu, przyda ci się później. Razem z mamą rozmawialiśmy i uzgodniliśmy, że zasłużyłaś na wyjazd na wakacyjny obóz.

Olimpia: SERIALNIE??? OBÓZ??? WOW!! DZIĘKI!!!



Poród ich zaskoczył, ekhm... Laura była trochę przestraszona, za to Bastian w ogóle nie panikował. Zresztą, to nie on miał właśnie wypchnąć na świat nowego Sima...

Tego dnia świat powitała mała Antonia.



Antonia skradła serca rodzicom.



Ollie bardzo chciała poznać swoją siostrzyczkę. Ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Mała zaczęła bardzo płakać, a Ollie się wystraszyła. Na szczęście Laura szybko ogarnęła sytuację i uspokoiła obie dziewczynki z bardzo matczynym wyczuciem. Ollie jej naprawdę teraz ufa. 



Mała Antonia szybko rosła i już wkrótce z noworodka stała się pełnoprawnym niemowlakiem. Ku uldze rodziców, wylosowała cechę Spokojna. No i już widać, że to cała mama :D 


<<<Poprzedni rozdział: 34. GWIAZDY DEL SOL VALLEY

>>>Następny rozdział: 36. WAKACYJNY OBÓZ


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA