33. GALOPUJĄCY WĄWÓZ

Następnego dnia sąsiedzi zebrali się, żeby pomóc Sofii i Olimpii w ogarnięciu gospodarstwa po pożarze. Dziewczyny dostały też nowe ubrania, bo większość ich szafy doszczętnie spłonęła.



Praca poszła sprawnie. Wspólnymi siłami uporali się ze sprzątaniem i wymianą części mebli.



Don: Jutro podjedzie jeszcze do ciebie mój człowiek. Wymieni resztę i naprawi to, co się da. To zaufany Sim, można na nim polegać. Zobaczysz, będzie tak, jakby żaden pożar nigdy się tu nie wydarzył.



Gdy następnego dnia Sofia wróciła na gospodarstwo po odwiezieniu Ollie do szkoły, „zaufany Sim” już tam był. Stał przy stole stolarskim, w pełni skupiony na pracy.

I zdecydowanie nie był w wieku Dona — czego się spodziewała.

Ranczer: Witam! Skrada się panna cicho jak myszka. Prawie bym panny nie zauważył.



Sofia: Nie spodziewałam się pana tak wcześnie.

Ranczer: Lubię zaczynać skoro świt. 

Sofia: Może zrobić panu kawy?

Ranczer: Kawa jest zawsze mile widziana. Clayton. 

Sofia: Słucham?

Ranczer: Jestem Clayton. McCoy.

Sofia: Ah, Sofia Bennet. Miło mi.

Clayton: To mnie jest miło, panno Bennet.

Sofia: Po prostu Sofia.

Clayton: Dobrze, Sofio.



Clayton: A teraz, Sofio, jeśli pozwolisz, zostało mi tu jeszcze trochę pracy.

Sofia: Oczywiście. To ja pójdę po tę kawę. I dziękuję.

Clayton: Przyjemność po mojej stronie. 





Clayton okazał się prawdziwą złotą rączką. Nie tylko wymienił im meble, ale też naprawił wiele sprzętów i pomógł przy gospodarstwie. 



Wkrótce dziewczyny mogły wrócić do swojego odnowionego domu. 



Clayton: No i gotowe. W sumie to chyba było by na tyle. Nie zostało już nic do zrobienia. Moje zlecenie uważam za skończone. Także będę się już zbierać. 

Sofia: Już?

Clayton: Chyba tak. No chyba, że znajdziesz mi jeszcze jakieś zajęcie, panno Bennet.



Sofia: Mieliśmy sobie mówić po imieniu.  

Clayton: Faktycznie.

Sofia: W sumie na ranczu praca nigdy się nie kończy. Więc jeśli byłbyś zainteresowany...

Clayton: Czyżbyś proponowała mi pracę?



Sofia: Zwierzęta cię polubiły. No i zawsze przyda się dodatkowa para rąk do pomocy. Ktoś, kto wie, co robi. To co na to powiesz?

Clayton: Myślę, że się dogadamy. 



Olimpia spędzała teraz sporo czasu z Wrenem. Często wybierali się na konne przejażdżki. Odkąd Starbrite przestała być źrebakiem, Wren coraz częściej popisywał się swoimi umiejętnościami jeździeckimi. Jazda na niej sprawiała mu satysfakcję — w końcu była jego koniem.



Olimpia nadal jeździła na koniu swojej mamy, Moo. I nie zawsze umiała go kontrolować.

Wren: Hej! Zwolnij!

Olimpia: Nie mogę! Nie umiem jej zatrzymać!

Wren: Musisz ściągnąć wodze!

Olimpia: Że co? Daj spokój! Nigdy wcześniej nie ga-lo-po-wa-łaaaam! 



Olimpia: To było suuuper!

Wren: Jeszcze przed chwilą panikowałaś.

Olimpia: Co? Ja? W życiu! Haha! Wcale nie mogliście nas dogonić ze Starbrite!

Wren: Po prostu umiem ją kontrolować.

Olimpia: Jasne, jasne, tak się tłumaczą przegrani!



Olimpia: Ale tu pięknie!

Wren: Galopujący Wąwóz. Chyba zagalopowaliśmy się trochę za daleko. Rodzice nie pozwalają mi tutaj przyjeżdżać samemu. Lepiej wracajmy.



Olimpia: Daj spokój. Przecież nie jesteś sam, jesteś ze mną! Poza tym, chcę zobaczyć Groty Strachu.

Wren: Ollie, to nie jest dobry pomysł.

Olimpia: A co, masz cykora?

Wren: Nie, ale powinniśmy już wracać.

Olimpia: Nuuuuda! Przygoda czeka!



Wren: Jesteś tego pewna? 

Olimpia: Teraz to już szkoda byłoby się wycofać.

Wren: Ja tu może zostanę. 

Olimpia: Cykor! 

Wren: No dobra, tylko przywiążę konie. Idź pierwsza. Utorujesz mi drogę w pajęczynie.

Olimpia: Haha, bardzo śmieszne.



Chwilę później...



Wren: Hahaha! Szkoda, że nie widziałaś swojej miny. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak szybko biegł.

Olimpia: Sam byś tak szybko zwiewał, jakbyś zobaczył tego węża.

Wren: Trzeba było nie otwierać dziwnych skrzyń.

Olimpia: Ale to mogła być skrzynia ze skarbami! Musiałam sprawdzić!

Wren: Kiedyś wpędzisz się w prawdziwe kłopoty.



Olimpia: To bardzo prawdopodobne. 

Wren: Skąd w ogóle umiesz rozpalać ognisko?

Olimpia: To moja tajemnica. 

Wren: Zawsze myślałem, że dziewczyny są nudne. Ale ty taka nie jesteś. Jesteś naprawdę spoko.

Olimpia: Ty też jesteś spoko. Żartowałam z tym cykorem.



Wren: Fajnie było. Ale teraz to już naprawdę musimy wracać.

Olimpia: Wiem. Mama mnie pewnie zabije... Ale możemy posiedzieć jeszcze chwilę? Tu jest tak pięknie.



Sofia: Jeśli myślisz, że ci to ujdzie na sucho, moja panno, to się bardzo mylisz!

Wren: Hehe, no to powodzenia. 

Olimpia: Ciebie pewnie też to nie ominie. 

Wren: Wiem. To do zobaczenia w następnym stuleciu, bo pewnie tyle potrwa nasz szlaban. 



Sofia: Co ty sobie niby myślałaś, żeby wracać tak późno? Nawet nie chcę pytać, gdzie byliście! Jutro nigdzie nie wyjdziesz! 

Olimpia: Ale jutro jest sobota!!

Sofia: Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Masz szlaban na cały weekend! Do domu! Już!



Zapowiadał się nudny weekend. Ale chociaż będzie co wspominać. Dobra zabawa jest warta małego szlabanu. Zresztą, może coś się uda jednak ciekawego wymyśleć?


<<<Poprzedni rozdział: 32. W PIERŚCIENIU OGNIA

>>>Następny rozdział: 34. GWIAZDY DEL SOL VALLEY



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA