32. W PIERŚCIENIU OGNIA
Po ostatnich wybrykach i rozmowie z rodzicami, Ollie miała dość dokładny nadzór, szczególnie jeśli chodzi o odrabianie lekcji, wiele zakazów, oraz sporo nowych obowiązków. Wszystko było do zniesienia, ale szczerze nienawidziła czyszczenia końskiego legowiska. Wszystko ją potem swędziało.
Sofia chętnie dorzuciłaby jej jeszcze parę obowiązków, ale niektórych prac dzieci nie mogą wykonywać. Czyszczenie i karmienie zwierząt było słodkie. Jednak sprzątając końskie odchody, Sofia sama rozmyślała o zatrudnieniu pomocy na ranczu.
Chociaż nowe obowiązki zajmowały Ollie sporo czasu, i tak zawsze udało jej się znaleźć czas na zabawę ze Złośnicą. Tylko teraz bardziej uważała, żeby nikt jej nie przyłapał na jakiś podstępnych zabawach.
Jednak zbliżał się dzień psikusów i coś trzeba było wymyśleć na ten specjalny dzień, gdy nawet psikusy są dozwolone. Obie ze Złośnicą wymyśliły, że będą rzucać w ludzi balonami z wodą. Tylko trzeba było poćwiczyć celność.
Rzucanie z wysokości okazało się strzałem w dziesiątkę, dosłownie. Zresztą, obie miały niezły cel i dzień psikusów zapowiadał się naprawdę wspaniale. Oczyma wyobraźni już widziały tych wszystkich przechodniów oblanych wodą.
Olimpia: Powiem ci, że mam już dosyć tego sprzątania. Chciałabym, żeby wszystkie śmieci świata wyparowały, żebym nie musiała ich sprzątać. A końskie kupy są najgorsze. Strasznie śmierdzą i są takie duże. Rodzice próbują zniszczyć mi życie tymi obowiązkami.
Złośnica: A wiesz, mam genialny pomysł! Idealny na jutrzejszy dzień psikusa! Nauczę cię takiej nowej sztuczki! Zamiast sprzątać, podpalimy to, co będzie nam stało na drodze do zabawy!
Następnego dnia.
Złośnica: No to do dzieła.
Ollie: Jesteś pewna, że to bezpieczne?
Złośnica: Jaaaasne! Co mogłoby się stać? Dajesz, zaraz wszystkie twoje problemy znikną.
Ollie: Ej, zaraz, co się dzieje?! To nie tak miało być! Złośnico! Złośnico! To miało być bezpieczne! Nie chciałam przecież spowodować pożaru! Złośnico, gdzie jesteś! Co mam robić???? Trzeba to ugasić!
Złośnica: Ale mięczak z ciebie. Przecież mówiłam, że będziemy patrzeć, jak świat płonie.
Sofia: Ollie! Ollie! Gdzie jesteś?
Olimpia: Tutaj, mamo! Tu jestem!
Sofia: Dobrze, że nic ci nie jest. Ale jak to się stało?! Skąd ten pożar?
Olimpia: Nie wiem, ogień się tak szybko rozprzestrzenił. Nie wiedziałam, co robić.
Sofia: Cały nasz dom, wszystko!
Strażak: Proszę się nie obawiać! Zaraz opanujemy sytuację!
Z oddali patrzyły, jak strażacy ratowali ich gospodarstwo.
Strażak: Zniszczenia są duże, ale fundamenty ocalały. No i na szczęście nikomu nic się nie stało. Zwierzęta i ich zagrody też są całe.
Sofia: Czy wiadomo, jak to się stało?
Strażak: Ciężko powiedzieć. To mogło być po prostu jakieś szkło w trawie.
Jej pokój. Cały zniszczony. Wszystkie zabawki. Łóżko. Dom. Wszystko. Nie chciała tego. Nie miało tak być. To wszystko to jakiś koszmar. A mama... mama była w środku, gdy wybuchł pożar. A co jeśli nie zdążyłaby wyjść? Wszystkie myśli spadły na raz na Olimpię.
Złośnica: Wow, ale pogorzelisko.
Olimpia: To wszystko twoja wina!
Złośnica: Eee, raczej twoja. To ty chciałaś spalić, żeby nie musieć sprzątać.
Olimpia: Ale mówiłaś, że to bezpieczne. Nie chciałam spalić domu! Mamie mogła się stać krzywda! I zwierzętom.
Złośnica: To mama ci nie mówiła, że niebezpiecznie jest się bawić ogniem?
Olimpia: Ale... ale... ty mówiłaś, że nic się nie stanie? Czemu tak powiedziałaś skoro wiedziałaś, że to niebezpieczne?
Złośnica: Żeby było zabawniej? Hello! Jesteśmy przecież złe do szpiku kości! Zapomniałaś??
Olimpia: Ja już nie chcę być zła!
Złośnica: Nie dramatyzuj. Przecież było zabawnie.
Olimpia: Nie! Nie było! I ty wcale nie jesteś zabawna! I chciałabym zapomnieć o tym, co się dzisiaj wydarzyło! A najlepiej cofnąć czas, ale się nie da! Więc, więc...
Olimpia: Myślę, że już czas...
Złośnica: Ej... co się dzieje, co ty robisz??
Olimpia: Wysyłam cię z powrotem do twojej krainy. Myślę, że tak będzie lepiej. Dla ciebie i dla mnie.
Złośnica: Ej, nie możesz!
Olimpia: Żegnaj, Złośnico. Na zawsze.
Sofia: Nawet nie wiem, co powiedzieć, to bardzo uprzejme z waszej strony. Nie wiem, jak się odwdzięczymy.
Juniper: Żaden problem! Przecież musicie gdzieś spać. Sąsiedzi muszą sobie pomagać. Niestety, nie mamy gościnnych łóżek. Ale za to mamy ciepłe śpiwory.
Sofia: Straciłyśmy wszystko.
Umber: Nic, co nie dałoby się odbudować. Wszyscy z okolicy wam pomożemy. A tymczasem możecie trochę u nas zostać. I jedzcie, bo naleśniki wystygną. To ulubione danie Wrena.
Wren: Howdy!
Olimpia: Zabawnie mówisz!
Wren: Jestem kowbojem. Muszę tak mówić.
Olimpia: Prawdziwym kowbojem?? A masz kapelusz? Taki kowbojski?
Wren: Jasne! Pokażę ci później.
Juniper: Dzieciaki chyba już się polubiły. Wren, pokaż potem Olimpii Starbrite. Możecie ją nakarmić i się trochę pobawić.
Olimpia: A co to jest Starbrite?
Wren: To mój koń, jeszcze źrebak. Zobaczysz, jest super!
Olimpia: Jaka słodka! Jest taka malutka!
Wren: Śmiało, pogłaszcz ją.
Olimpia: Wcale się mnie nie boi.
Wren: No jasne, że nie, czemu miałaby się bać? A jak ją nakarmisz, to cię już w ogóle pokocha! A może pobawimy się w chowanego?
Olimpia: Ok, ale ty szukasz pierwszy!
Olimpia: Tylko nie podglądaj!
Tyle kryjówek wokoło, a Ollie schowała się pod pudłem xD
Potem bawili się jeszcze w rozbitków, a potem jeszcze w coś innego, i jeszcze w coś innego. I Ollie chyba w końcu znalazła prawdziwego przyjaciela, a nie wymyślonego.
.jpg)
<<<Poprzedni rozdział: 31. TYSIĄC LAT
>>>Następny rozdział: 33. GALOPUJĄCY WĄWÓZ
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz