30. ZNÓW POD GÓRKĘ

Bas przywiózł Olimpię do Sofii, oraz będzie budować obiecany domek na drzewie. W Ciudad Enamorada niestety nie ma nigdzie miejsca, ale tutaj miejsca jest aż nadto. 



Sofia: Dziękuję, że przywiozłeś Ollie. 

Bas: Nie ma problemu. Ładnie masz tutaj. Zupełnie inaczej niż w mieście. I wyglądasz na szczęśliwą. 

Sofia: Tak, jestem. Tu jest zupełnie inaczej, spokojniej.

Bas: Cieszę się. 



Bas zabrał się do pracy. Pamiętał jak z tatą budował kiedyś taki domek dla siebie.

Bas: Owieczko, radzę ci się trzymać z daleka. To teren budowy teraz. Jedna poszła, to druga przyszła...



Bas: Podoba ci się? 

Olimpia: Jest super, tato! Dziękuję!

Bas: Na górze postawiłem ci Misia Tulisia. Pomyślałem, że chciałabyś go mieć przy sobie. No to ja zmykam. Baw się dobrze, mała. 



Olimpia miała nowe miejsce, gdzie mogła wyobrażać sobie przeróżne przygody.



Niestety, następnego dnia Olimpia wróciła ze szkoły ze złą wiadomością. Kiepsko sobie radzi w szkole i jest teraz zaledwie trójkową uczennicą. 



Olimpia: Jak ja o tym powiem mamie, Złośnico? 

Złośnica: Czym się przejmujesz? Dobre oceny są przereklamowane. 

Olimpia: Przecież mama będzie na mnie bardzo zła.

Złośnica: No to jej nie mów! Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal! 

Olimpia: Masz rację! Jesteś najlepsza, wiesz? Jesteś najlepsiejszą przyjaciółką. 



Olimpia: Cześć mamo, pojeżdżę sobie zaraz na Mo, dobrze?

Sofia: Nie tak prędko moja panno. Przed chwilą dzwonił do mnie dyrektor. Powiedział mi wiele ciekawych rzeczy. Jedną z nich było to, że masz gorsze stopnie.



Sofia: Ale nie to mnie zasmuciło najbardziej. Podobno też ostatnio dość często zrywasz się ze szkoły. 

Olimpia: Ja...

Sofia: Nie interesują mnie żadne wymówki. Naprawdę nie wiem już, co robić, Ollie. Idź do domu. Później porozmawiamy. A na razie wiedz, że masz szlaban. Na wszystko. Do odwołania.



Olimpia wolnym krokiem weszła do środka. Sofia została jeszcze moment na zewnątrz. W końcu ta ciężka rozmowa z córką o przyczynach jej zachowania będzie się musiała odbyć, ale jeszcze nie była na nią mentalnie przygotowana. Musi najpierw o tym z kimś porozmawiać. 



Sofia: Widzisz sam, coś się z nią dzieje. Z tego, co dyrektor jeszcze powiedział, nie ma też w szkole żadnych przyjaciół. Podczas lekcji ciągle psoci, przeszkadza, i jeszcze mówi, że to nie ona, tylko jej przyjaciółka Shreeky. To chyba zaszło za daleko.



Bastian był oszołomiony po rozmowie z Sofią. I ciągle zadawał sobie pytanie, gdzie popełnili błąd. A może to on sam. Może był zbyt uległy. Sam pozwolił jej nie iść do szkoły jednego dnia, a teraz się okazuje, że bez jego wiedzy Ollie nie chodziła do szkoły prawie cały tydzień. Jak mógł tego nie zauważyć.



Z rozmyślań wyciągnęło go pukanie do drzwi.

Bas: Ah, to ty, cześć. Ollie nie ma, teraz spędza czas z mamą na ranczu, nie będzie jej kilka dni.

Guadelupe: Ja w zasadzie tak po prostu wpadłam pogadać. Bez Carmen. Tym bardziej, że ostatnio nie dokończyliśmy rozmowy. Czy mogę?



Bas: Jasne. W sumie, może mi coś doradzisz, w końcu też masz córkę w tym wieku.

Guadelupe: Claro! Oczywiście, jeśli tylko będę umiała.



Było to krzepiące, że Bastian mógł się kogoś poradzić w związku z problemami z Olimpią. Kogoś, kto nie był Sofią. Ale kto doskonale rozumiał wyzwania jakich dzieci dostarczały rodzicom. Bastian nie miał za dużego doświadczenia w tym temacie. Uważał też, że sam był raczej dzieckiem bezproblemowym tym wieku. 



Guadelupe potrafiła słuchać. Potrafiła też spojrzeć na kwestię z innej perspektywy. I chociaż część jej rad biła snobizmem, po czym sama szybko przeszła do narzekania na własną córkę, to jednak miło było z kimś porozmawiać, podzielić się spostrzeżeniami i obawami. 



Tymczasem Laura też postanowiła spontanicznie odwiedzić Bastiana. Zbliżał się od dawna planowany ślub Paula i Karmine, oboje mieli być świadkami. Laura miała cichą nadzieję, że ta uroczystość w końcu odmieni ich przeciągające się status quo i pozwoli im zrobić krok w stronę czegoś bardziej romantycznego.



Jednak to, co zobaczyła, zbliżając się do domu Bastiana, było ostatnim, czego się spodziewała. Bastian ewidentnie zrobił już krok w stronę czegoś bardziej romantycznego. Tylko nie z nią. 

Pospiesznie się odwróciła i oddaliła, póki nikt jej nie zauważył. 



Bas: Co robisz? 

Guadelupe: Perdón, chciałam tylko... To takie miejscowe pożegnanie między przyjaciółmi. Nie chciałam być nachalna, ani nic z tych rzeczy.

Bas: Ja też przepraszam, chyba zbyt ostro zareagowałem. Po prostu, nie jestem przyzwyczajony do takiej otwartości. 



Bas: W moich stronach to raczej niespotykane. Głupio mi teraz.

Guadelupe: Que adorable. Uroczy jesteś, wiesz? Do zobaczenia, Bas. I wiesz, jeśli będziesz chciał, to ja chętnie opowiem ci o różnych miejscowych zwyczajach. Albo ci pokażę. Daj tylko znać kiedy. Hasta luego! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA