29. HAKUNA MATATA
Sofia przekazała Bastianowi informacje o wybryku Olimpii. Ciężko mu było w to uwierzyć. Na pewno istniało jakieś normalne wyjaśnienie, czemu Ollie tak postąpiła. Może to był zwykły wypadek. Bo o złym wpływie jakiegoś zmyślonego koniopodobnego przyjaciela Bas nie chciał słuchać.
Postanowił sam porozmawiać z córką.
Bas: Więc, Ollie, mama mi mówiła, że miałyście ostatnio małe nieporozumienie.
Olimpia: Mówiła ci?! Przecież ją przeprosiłam i posprzątałam wszystko.
Bas: Mama musi mi mówić takie rzeczy, skarbie. Ale chciałbym usłyszeć tę historię jeszcze raz od ciebie i zrozumieć.
Olimpia: To nie była moja wina, chciałam żeby było ładniej. Tylko... trochę przesadziłam. Potem poszłyśmy ze Złośnicą na dwór, a potem chciałyśmy potańczyć... no i zapomniałam o błocie...
Bas: Złośnica to twoja przyjaciółka?
Olimpia: No tak. My się tylko bawiłyśmy. Wcale nie chciałam zrobić mamie problemu.
Bas: Wierzę ci, skarbie. Ale na przyszłość musisz pamiętać, że różne zabawy się różnie kończą. Pamiętasz, jak wybiłaś zęba, jeżdżąc na łyżwach? No właśnie. Tu konsekwencja była inna, ale równie przykra.
Bas: A z tą Złośnicą, czy to taka sama przyjaźń, jak z Misiem Tulisiem?
Olimpia: Oj, lepsza, tato! Złośnica jest taka zabawna! A jak długo się nie bawi, to się tak śmiesznie złości, stąd jej imię!
Bas: Rozumiem. No dobrze, Ollie. Musisz już chyba iść do szkoły.
Olimpia: Tak, tato. Do zobaczenia po szkole.
Być może Sofia trochę panikowała. Zawsze była przewrażliwiona na tym punkcie ze swoim psychologicznym wykształceniem. Nic nie wskazywało na to, żeby Bastian miał się martwić zachowaniem Ollie. Zwykłe dziecięce zabawy. I tyle.
Olimpia: Patrz, park rozrywki. Ale tu musi być fajnie. Szkoda, że musimy iść do szkoły.
Złośnica: Musimy? Kto tak powiedział? Chodź, będzie fajnie.
Olimpia: Ale w szkole zauważą, że nas nie ma!
Złośnica: Co ty! Tam jest tyle dzieci, nikt nic nie zauważy. Po prostu, nie martw się!
Hakuna matata, jak cudownie to brzmi.
Hakuna matata, to nie byle bzik!
Już się nie martw, aż do końca twych dni!
Naucz się tych dwóch radosnych słów hakuna matata!
Na dobrej zabawie czas mijał im bardzo szybko. Ollie nawet nie zauważyła, że robiło się późno i powinna wkrótce wracać do domu.
Złośnica: Widzisz, dobrze, że nie poszłyśmy do szkoły! Cały dzień zabawy, to dopiero coś!
Olimpia: Masz rację! Było ekstra!
Do wspólnej zabawy ktoś dołączył.
Dziewczynka: Hej, chyba chodzimy razem do klasy. Jestem Elena.
Olimpia: A ja jestem Ollie.
Elena: Ale dzisiaj nie było cię w szkole.
Olimpia: Dziś ja i Złośnica zrobiłyśmy sobie przerwę od szkoły i bawiłyśmy się cały dzień!
Elena: Kto to jest Złośnica?
Olimpia: To moja przyjaciółka, tutaj jest!
Elena: Eee, nikogo nie widzę.
Olimpia: Bo ona pokazuje się tylko mnie, dla innych jest niewidzialna.
Elena: To brzmi jak wymyślony przyjaciel... Wybacz, ale ja nie wierzę w takie rzeczy.
Elena: I ty chyba też już jesteś na to za duża.
Olimpia: Twoja strata. Złośnica nauczyła mnie mnóstwa śmiesznych rzeczy. Na przykład tego!
Elena: To wcale nie było śmieszne. Nie chcę się już z tobą bawić. Nie jesteś miła.
Olimpia: No i dobrze, wcale cię nie potrzebujemy ze Złośnicą!
W domu Bas czekał na Ollie i zaczynał się już niepokoić, dlatego na dźwięk kroków za drzwiami od razu się poderwał. Jednak to nie była Ollie.
Kobieta: ¡Buenas tardes! Jesteśmy sąsiadami! Wprowadziłam się niedawno obok z córką. Jestem Guadelupe Benítez.
Bas: Bastian Drozd, miło mi poznać.
Guadelupe: Przepraszam za to wtargnięcie. Chciałam się po prostu przywitać. I wybacz mi wścibstwo, ale chyba masz córkę w wieku mojej Carmen. Może dziewczynki mogłyby się czasem pobawić, a my porozmawiamy przy kawie?
Bas: Brzmi nieźle.
Guadelupe: Muy bien. To jesteśmy umówieni.
Bas: Nareszcie wróciłaś! Gdzie byłaś, Ollie?
Olimpia: Przepraszam, tatusiu. Straciłam poczucie czasu na zabawie.
Bas: Jest już późno! Bardzo się martwiłem. Nie rób mi tego więcej. Eh, dobrze, że nic ci nie jest. A teraz idź już spać, bo jutro nie wstaniesz do szkoły.
Złośnica: Ależ to był dzień! I jak pięknie już umiesz kłamać, prawie uwierzyłam w to "przepraszam, tatusiu", hehehe.
Olimpia: A widziałaś jakiego psikusa zrobiłam tej Elenie? Straszna z niej sztywniara, wcale się nie śmiała!
Złośnica: Najważniejsze, że my się możemy pośmiać, Ollie.
Nad ranem.
Bas: Dzień dobry, Ollie. Jeszcze nie gotowa? Co to za strój niedźwiedzia?
Olimpia: Tato, dziś jest zły dzień. Miałam koszmar. I rusza mi się ząb. I jestem taka strasznie smutna, tatusiu. Mogę nie iść dzisiaj do szkoły? Proszę, proszę, proszę!
Bas: Ojej, no dobrze. Ale tylko dzisiaj.
Popołudniu Guadelupe przyszła ze swoją córką w odwiedziny.
Guadelupe: To jest Carmen. Hija, preciosa, przywitaj się.
Carmen: Pies? Nie mówiłaś, że tu jest pies!
Bas: Nie bój się, nie ugryzie. Jestem Bas.
Carmen: Encantada.
Guadelupe: Carmen już nie mogła się doczekać, kiedy pozna Ollie, verdad, mi hija?
*1) Córeczko, kochanie / 2) Miło mi. / 3) prawda, córeczko?
Carmen: Czemu jesteś niedźwiedziem?
Olimpia: Bo tak mi się podoba. Chcesz poznać moją żabę?
Carmen: Yh, nie, dzięki. Brzydzę się.
Olimpia: To pokażę ci, jak wyrywam sobie zęba.
Carmen: Ay, ¡qué asco! Jesteś obrzydliwa!
*1) Obrzydliwe!
Olimpia: Odszczekaj to, arrrrr...
Carmen: Co jest z tobą nie tak??
Olimpia: Ze mną? To ty jesteś jakaś dziwna.
Carmen: ¡Ya verás! Aaaaaa!
Olimpia: Haha, wygrałam! Jak nie umiesz walczyć, to nie zaczynaj!
* 1) Zaraz zobaczysz!
Guadelupe: Tak się cieszę, że dziewczynki mogą się razem pobawić. Carmen martwiła się tą przeprowadzką, że nie będzie tu żadnych dzieci w jej wieku. Jest bardzo delikatnym i wrażliwym dzieckiem, pobrecita. Szczególnie od czasu śmierci jej taty. Jak to dobrze, że mamy was za sąsiadów.
*1) bidulka
Guadelupe: Ale powiedz, Bastianie, czym się zajmujesz, oprócz wychowywaniem Ollie?
Bas: Jestem głównym mechanikiem w SimTech Industries.
Guadelupe: Brzmi bardzo ambitnie i poważnie. Ollie ma szczęście, że ma takiego zaradnego tatę.
Guadelupe: A co lubisz robić w wolnym czasie? Ja uwielbiam gotować. Lubisz kuchnię meksykańską? Nie zadaję ci przypadkiem za dużo pytań? Przepraszam, po prostu bardzo chcę cię poznać. Jestem chyba zbyt nadgorliwa.
Bas: Nic nie szkodzi, możesz pytać dalej. I tak, lubię kuchnię meksykańską.
Carmen: Mamo, chcę wrócić do domu.
Guadelupe: Jeszcze nie skończyłam rozmawiać. Idź się jeszcze pobawić.
Carmen: ¡Pero yo no quiero!
Guadelupe: Que te pasa, hija?!
Carmen: Nie chcę się już bawić, chcę do domu!
*1) Ale ja nie chcę! 2) Co się dzieje, córko?!
Guadelupe: Ay, ¡madre mía! ¡Siempre estás así! Dobrze, vamos. Wybacz, Bastianie, ale rozumiesz, dzieci. Porozmawiamy jeszcze innym razem.
Bas: Spokojnie, znam to aż za dobrze. To do zobaczenia.
Guadelupe: Tak, do zobaczenia.
*1) Matko jedyna, zawsze jest z tobą to samo! Dobrze, idziemy.
<<<Poprzedni rozdział: 28. PIERWSZE PSOTY ZA PŁOTY
>>>Następny rozdział: 30. ZNÓW POD GÓRKĘ
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz