21. NAJGORSZY DZIEŃ W ŻYCIU
Olimpia wie, jak na siebie zwrócić uwagę, a Bastian za każdym razem daje się omamić jej słodkim manipulacjom niemowlaka. Trochę płaczu i tata od razu przytuli.
Młodym rodzicom w końcu udało się znaleźć trochę czasu dla siebie.
Bas: Brakowało mi tego. Brakowało mi ciebie.
Sofia: Mnie też.
Niestety następnego dnia Sofia znów przechodziła "swój najgorszy dzień w życiu", więc temperatura w domu spadła...
Podczas gdy rodzice się kłócili, Olimpia właśnie odblokowywała etap siadania, przy asyście i dopingu Roba i Oreo. Była z siebie bardzo dumna!
Bas: Skoro umiesz już siedzieć, to jesteś już gotowa na nowe doświadczenia kulinarne! No, spokojnie, to tylko łyżka.
Bas: O właśnie tak. Ej, co ty wyprawiasz? No tak, to masz chyba po mnie. Też lubiłem się bawić jedzeniem.
Olimpia: Ba ba na na.
Sofia: Jest, mamy to, ulubiona potrawa Ollie to puree z dyni! A co powiesz na puree z marchewki?
To już jednak nie przypadło Olimpii do gustu. Tak stanowczo pokazała swoje niezadowolenie, że musiała zostać potem wykąpana. Ale ta satysfakcja w oczach!
Kolejne perypetie jedzeniowe i nie tylko. Sofia chciała sobie posłuchać swojej ulubionej stacji, ale dla Ollie to był niepokojący hałas. Rob przełączył więc na radio dla dzieci. Sofia straciła cierpliwość i dała się ponieść złym emocjom...
Sofia: Do stu lamastych plumbobów!
Bas: Jak ty mówisz?? I to przy dziecku!
Sofia: Przepraszam! Już nie wytrzymałam!
Bas: Musisz się hamować! Nie możesz tak reagować przy małej!
Nadszedł dzień ślubu Marii i Orion. A Sofia, cóż za niespodzianka, znów ma swój najgorszy dzień w życiu. Nie wiem, czy wszyscy Simowie z cechą Wysokie wymagania tak mają, czy Sofia jest "wyjątkowa". Ale Olimpia też nie jest zachwycona, ostrożne niemowlaki nie lubią nowych miejsc.
Sofia: Może nie być w nastroju, nie lubi nieznanego otoczenia, a was dawno nie widziała.
Maja: Na pewno rozpozna więzy krwi. Widzisz? Uśmiecha się. Jace, gdzie jesteś, przybyła twoja wnuczka!
Jace: Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebym jej się teraz pokazywał.
Filip: Mam obawy, co do tego. Może Jace ma rację? Mała się pewnie przestraszy.
Maja: Nonsens! Nie przestraszysz się dziadka, prawda malutka?
Bastian: No dobrze, spróbujmy. Ollie, to jest twój dziadek, tylko jeszcze przez moment w swojej bardziej pieskowej wersji.
Jace: Ona chichocze! Niesamowite. Chyba naprawdę myśli, że jestem pieskiem!
Sofia: Bas, możemy porozmawiać?? Co ty sobie myślałeś, żeby przekazać naszą córkę na ręce wilkołakowi???
Bas: Przecież to mój tata. Już od dawna kontroluje furię.
Sofia: To jest wilkołak, Bas!!!!
Bas: TAK! Ale mówię ci, że to kontroluje! Nie jest niebezpieczny!
Filip: Chyba lepiej się nie wtrącać.
Maja: Zdecydowanie.
Jace: Ale dobrze, że już jestem w swojej ludzkiej formie.
Maja: Ollie zasnęła?
Jace: Tak, wystarczyło ją trochę pokołysać.
Sofia: Nie wierzę, że możesz być tak nieodpowiedzialny.
Bas: A ja nie wierzę, że chociaż przez jeden dzień nie umiesz kontrolować swoich emocji! Tak! Wiem! Masz wysokie wymagania! Już wszyscy to wiemy i odczuliśmy! Ale może mogłabyś się choć raz zastanowić, jak ja się czuję?
Sofia: Gdzie idziesz? Jeszcze nie skończyliśmy.
Bas: Ja już skończyłem. Nie zamierzam kontynuować tej kłótni w takim stanie. Porozmawiamy w domu, po weselu. Nie chcę ci powiedzieć teraz czegoś, czego będę później żałować.
.jpg)
Jako, że na wesele szli w czwórkę, to Filip miał zostać z małą. A Rob pomagać.
Sofia: Olimpia często kicha, po prostu tak ma, to nic groźnego. I nie lubi pobudek. I umie już siadać, więc można ją posadzić krzesełku, ale lubi bawić się jedzeniem, więc może się ubrudzić.
Sofia: Umie też pełzać, więc uważaj, żeby jej nie stracić z oczu. No i chwyta małe przedmioty, żeby przypadkiem czegoś nie zjadła! Ale powinna ci przespać bez problemu całą noc.
Filip: Spokojnie, wychowałem dwie takie małe rozrabiary. Powinienem dać radę z jedną.
Ślub rozpoczął się późnym popołudniem, gdy w końcu wszyscy goście przebrali się odpowiednio. Była tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Atlas specjalnie wrócił z misji na ślub młodszej siostry. Nie wiadomo, czy Sofia była bardziej zirytowana jego obecnością, dzisiejszą kłótnią, czy bólem zadka od niewygodnego krzesła.
Maria i Orion wyglądały przepięknie. Wszyscy byli bardzo wzruszeni. Jednak Bastian był myślami gdzie indziej. Cały czas rozmyślał, czy może on też nie zareagował dzisiaj zbyt impulsywnie.
Kiedy goście zebrali się, by oglądać pierwszy taniec młodej pary, nikt nie zauważył, że nagle zabrakło dwóch Simów.
Sofia: Czego chcesz?
Atlas: Słuchaj. Tęsknię za tobą. Wiem, że nie zareagowałem wtedy dobrze, ale zaskoczyłaś mnie. Wszystko wydarzyło się tak szybko, nie miałem czasu na zastanowienie się. Jednak w kosmosie miałem go naprawdę dużo.
Sofia: Ty chyba żartujesz.
Atlas: Czemu? Nie! Ja naprawdę żałuję, że tak wyszło. Naprawdę mi brakuje naszych wspólnych chwil. I miałem nadzieję, że ty czujesz podobnie. Że coś wymyślimy.
Sofia: To się pomyliłeś. Jestem szczęśliwa z Bastianem i naszą córką, więc zostaw nas w spokoju.
Na parkiecie Laura się odważyła i poprosiła Bastiana do tańca.
Bas: Dziękuję pani za taniec. Było bardzo miło. Tak w ogóle to bardzo ładnie dziś wyglądasz.
Laura: Dzięki. Ty też wyglądasz niczego sobie. Ta zieleń ci pasuje.
Bas: To Sofia wybierała. Właśnie... Nie widziałaś jej? Zniknęła mi z oczu.
Na moment go zostawiła, a on już musiał z nią zatańczyć. Czy ta Laura nie może go zostawić w spokoju? To jest nie do pomyślenia. Przecież był zaręczony i miał dziecko! Mogłaby go sobie odpuścić! Chodzili ze sobą wieki temu! Czemu ona tak się do niego przyczepiła??
Z drugiej strony... Może to ona ma już paranoję. Czyżby naprawdę zżerała ją zazdrość o jakieś szczenięce zauroczenie? Byli przyjaciółmi, to oczywiste, że mają dużo tematów do wspominania. A ona doszukuje się jakiś podtekstów. Ale jeśli to nic nie znaczy, to czemu tak patrzą na siebie maślanymi oczami.
Nonsens. Wydaje ci się. A zresztą, nawet jeśli. Bastian jest przyzwoitym Simem. Nigdy by jej nie zdradził. Nie to co ona. Specjalistka od problemów miłosnych. Co za ironia. Podwójna nawet. Ona jest zazdrosna o Laurę. Ona. Jakby w ogóle miała do tego prawo po tym, co zrobiła.
Nawet jeśli jej nie zdradzi, to jeszcze może ją zostawić. Szczególnie po tym, jak się ostatnio zachowywała. A on cierpliwie znosił wszystkie jej humory. Tylko jak długo? Dobrze, że już nie karmiła piersią, to chociaż mogła się teraz napić.
Bas: Hej, tu jesteś. Szukałem cię. Przepraszam, Sofia. Poniosło mnie dzisiaj. Miałaś pełne prawo bać się o Olimpię. A ja zachowałem się jak kretyn. Nie chcę się kłócić.
Sofia: Ok.
Bas: Ok?
Sofia: Bas, możemy już stąd iść? Proszę.
Bas: Dobrze. To chodźmy.
Epilog.
Barb: Wyglądasz gorzej niż ja, a ja myślałam, że gorzej być nie może.
Atlas: Chyba mam złamane serce. Pierwszy raz w życiu.
Barb: No właśnie. Najpierw jest słodka gadka, a potem "wybacz, że cię zwodziłem, jestem teraz z Karmine".
Atlas: Coś w tym stylu.
Barb: To może dzisiaj zapomnimy o tych, którzy nie chcą o nas pamiętać i stworzymy nowe wspomnienia? Co ty na to, astronauto?
<<<Poprzedni rozdział: 20. NOWA RZECZYWISTOŚĆ
>>>Następny rozdział: 22. ZMIANY
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz