16. TO SKOMPLIKOWANE (1)

Sofia nie czuła się dumna ze swojego uczynku, ale też nie umiała przestać myśleć o tej upojnej nocy. Próbowała skupić się na pracy, ale to wcale nie pomagało. Sercowe problemy innych zamiast odwrócić jej uwagę, wręcz przeciwnie, przypominały o tym, co się stało. 



Sofia: Musimy porozmawiać.

Atlas: Wczoraj, gdy tak zaczęłaś rozmowę, potem bardzo dużo się wydarzyło. Czy mogę oczekiwać, że dziś będzie podobnie? Bo mnie by to bardzo pasowało.



Sofia: To nie jest śmieszne, Atlas. Zupełnie nie wiem, co robić. Musimy porozmawiać o tym, co się stało. Co to oznacza? Co dalej? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Czy ciebie to w ogóle nie martwi? To, co zrobiliśmy? 



Atlas: Czemu miałoby mnie to martwić? To było najlepsze bara-bara w moim życiu, z najpiękniejszą Simką, jaką znam. Może to przeznaczenie, może właśnie tak miało być i wszystko, co się wydarzyło, doprowadziło do tego, że nasze dusze się wczoraj połączyły? 

Sofia: Ale... co z Bastianem?



Atlas: Jak wróci, porozmawiamy z nim. Wyjaśnimy mu. Przeznaczenia nie można zignorować, a wszystkie znaki na niebie mówią mi, że powinniśmy spróbować być razem. Jeśli nie spróbujemy, możemy żałować do końca życia. 



Atlas: Tak bardzo się ograniczamy w życiu. A przecież miłości nie powinno się ograniczać. Życie byłoby dużo szczęśliwsze i wspanialsze, gdyby nie było pojęcia zazdrości, i zapanowała wolna miłość. Próbowałem przeforsować ten plan działania, ale nikt mnie nie chciał słuchać, nie wiem, czemu. 



Później w łóżku Atlasa Sofia pomyślała, że jest bardzo, bardzo słaba. Ciągnęło ją do Atlasa, leciała do niego jak ćma do światła. Czy mogła mu w ogóle zaufać? Ale, czy w ogóle ją to obchodziło? Jeszcze nigdy z nikim nie było jej aż tak dobrze. Nie umiała sobie odmówić tej przyjemności. I wcale nie chciała.



Atlas: Dostałem informację z centrum kosmicznego, że jutro wyruszam na orbitę, ale nie przejmuj się. To krótka misja, wrócę przed powrotem Basa. 



Tymczasem Bas kontynuował pracę w centrum kosmicznym. Przełożeni byli bardzo zadowoleni z jego wyników i pracy zespołowej. Zapowiadało się, że po powrocie czeka go kolejny awans. To oczywiście bardzo go cieszyło, ale nie rekompensowało zmartwień. 



Od tamtej kłótni z Sofią nie rozmawiał z nią, w ogóle nie odbierała jego telefonów. Chyba była naprawdę wściekła. Musi to naprawić. Jak tylko wróci do domu, wynagrodzi jej to. Zrobi wszystko, żeby już się na niego nie gniewała. Wszystko, co będzie musiał, żeby naprawić sytuację. 



W centrum doskwierała mu bardzo samotność. Co prawda Rob dzielnie go wspierał w pracy, ale to nie było to samo. Brakowało mu Sofii. Dopiero tutaj uzmysłowił sobie, jak bardzo mu na niej zależy. Bardzo starał się skończyć wszystkie naprawy przed terminem i wrócić wcześniej do domu.



Bas: Halo, Rom? Czekaj, nie rozumiem co mówisz, tu jest słaby zasięg.

Rom: Mówię, że Cristian chyba chce się oświadczyć! Znalazłem pierścionek!

Bas: O Maxisie! To wielki krok! I co, zgodzisz się?

Rom: No jasne! Stary, nawet nie wiesz, jaki jestem szczęśliwy.

Bas: No to gratulację. Bardzo cię cieszę, Rom. Naprawdę.



No proszę, a pomyśleć, że to on ich spiknął. Więc chyba szykuje się wesele. Pierwsze z ich szóstki Gangu na Drzewie. Kto by pomyślał. Te rozważania sprawiły, że Bas jeszcze bardziej zatęsknił za Sofią.

(I w końcu utracił styl życia szczęśliwego singla.)



Gdy poszedł pobiegać, zobaczył, że dostał maila od Augustyna Laurent, swojego kuzyna. Augustyn zapraszał go na swój ślub. A więc jednak. Zaręczyli się. Kolejny ślub... Więc tym razem to Laura z ich szóstki... Nagle poczuł się bardzo źle. Aż musiał usiąść. Ten ślub chyba sobie odpuści... I bieganie na dziś już też.



Valentina: Masz świetne wyniki. Wszyscy klienci chwalą twoje zaangażowanie. Yyy... wszystko w porządku, Sofia?

Sofia: Tak, tak, chyba jedzenie mi zaszkodziło. Jesteś pewna, że to był wegetariański burger?

Valentina: Raczej tak. Niezbyt dobrze wyglądasz, może wrócisz do domu?



Sofia faktycznie nie czuła się zbyt dobrze. Właściwie to coraz gorzej. Odczuwała zdecydowany brak równowagi i... 



O nie! 

Oby to był tylko burger... Bo jak nie...

No cóż, trzeba sprawdzić.



No i co teraz?



Szpital Ciudad Enamorada.

Lekarka: Pobiorę najpierw pani krew do zbadania, na wszelki wypadek, a potem zrobimy usg.

...

Lekarka: O, tutaj. Gratulację, wygląda na zdrową, silną dziewczynkę.

Sofia: Czyli... Naprawdę jestem w ciąży? 



Lekarka: Badania jeszcze to potwierdzą, ale płód jest na tyle duży, że tutaj raczej nie ma wątpliwości.

Sofia: Ale jak to możliwe, ten ostatni czas tak się pilnowałam...

Lekarka: Oh, moja droga, jesteś już w ciąży znacznie dłużej, przynajmniej od początku wiosny. Naprawdę nic nie czułaś?


<<<Poprzedni rozdział: 15. PORYWY SERCA

>>>Następny rozdział: 17. TO SKOMPLIKOWANE (2)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA