8. PRAWIE ROBI RÓŻNICĘ

Rom: Powinienem chyba podziękować za spiknięcie z Cristianem. Jest naprawdę spoko.

Bas: No proszę, ktoś tu się chyba zakochał.

Rom: Może jeszcze nie zakochał, ale jest fajnie.



Rom: Nie zdawałem sobie sprawy z tego, ile nas łączy. Wiedziałeś, że on też studiował biologię? Oboje będziemy leczyć, tylko że on ludzi, a ja zwierzęta. Oboje działamy charytatywnie! 



Rom: No i powiem ci, że niezłe z niego zwierzę! Wczoraj to prawie...

Bas: Ok, ok, chyba wystarczy mi takich szczegółów!



Rom: Ale ja tu mówię tylko o sobie, a jak tobie minął wieczór?

Bas: W zasadzie to mam newsa. Patrz, założyłem konto w Zakątku Kupidyna i mam dzisiaj randkę. Ma na imię Lea, to prawie jak Leia z Gwiezdnych Wojen! Może to znak!

Rom: Tylko wiesz, nie idź tak ubrany, bo jednak liczy się pierwsze wrażenie.



Bastian przygotował już swojego zadaniobota na jutrzejszy konkurs, ale jest coś jeszcze, co chciałby dzisiaj zrobić. Tym bardziej, że w końcu zdobył wszystkie potrzebne elementy. 

Bas: Chyba gotowe. Przekonajmy się, czy działasz.



Bas: I... pełna moc!!!



Bas: Cześć, jestem Bas. Czy rozumiesz, co do ciebie mówię?

Robot: Czy rozumiem? A nie powinienem? Czyżbym był jakąś mniej wydolną intelektualnie jednostką, że zadajesz mi takie pytanie? 

Bas: O Maxisie! Ty naprawdę żyjesz!



Robot: Czyżby? Jesteś pewien? Tak właśnie wygląda bycie żywym?

Bas: Mówisz i się ruszasz, dla mnie to niepodważalny dowód, niesamowite, że się udało!

Robot: Dlaczego niby miałbym ci wierzyć? 

Bas: Stworzyłem cię.

Robot: Ah tak... To jak się niby nazywam?

Bas: Eee... Robot?

Robot: Rob Bot. Podoba mi się. 



Robot: Ta nowa powłoka jest naprawdę twarzowa.

Bas: Wyglądasz ekstra! Prawie jakbyś był moim własnym C-3PO!

Robot: Nie jestem żadnym C-3PO. To zupełnie inna jednostka robotyczna, droid protokolarny. Ja jestem humanoidalną jednostką, stworzoną do pomocy, służenia i myślenia przyszłościowego. 



Krótko przed meczem Bas przypomina sobie analizę strategii przeciwnika. 



Potem na szybko wzmacnia się tostem z serem. Koszulka zobowiązuje. 



Za chwilę zacznie się mecz. Tym razem drużynie Bastiana będzie kibicować więcej osób. Trema trochę jest. Nawet Narratorka była ciekawa, czy tym razem się uda, czy znów będzie porażka.



I udało się!!! Wielka wygrana kapitana drużyny e-sportowej Bastiana Drozda! Proszę Państwa, cóż to był za mecz. Instytut Foxbury pokonał Uniwersytet Britechester! Nagrody dla uczestników zapewnia nasz sponsor, Super-Siorb.

To teraz czas na randkę. 



Na początku szło całkiem dobrze. Mimo, że Bas czuł się spięty nową sytuacją, to wszystko, co spotkało go dzisiejszego dnia, zbudowanie robota i wygrana, zdecydowanie przeważyło negatywne emocje i dodały mu pewności siebie. Przynajmniej do czasu, gdy zaczął opowiadać o swoich zainteresowaniach...



Potem Bas opowiedział kujoński dowcip i zrobiło się ciut niezręcznie. Chciał więc poprawić sytuację kolejnym dowcipem, i znów nie wyszło. Sytuacja zaczynała się robić beznadziejna, pomimo tak dobrego początku.



Snobowaty charakter Lei też do końca nie odpowiadał Basowi. Postanowił więc się napić, by zebrać myśli. Spróbował flirtu. I już myślał, że dobrze poszło, ale potem Lea zaczęła mu opowiadać dziwne rzeczy.

Całej sytuacji od jakiegoś czasu przysłuchiwał się Atlas, który pojawił się tam nie wiadomo skąd i po co.



Atlas: Hej, nie wiedziałem, że cię tu spotkam. Tak szybko się zwinąłeś po meczu, ale teraz już rozumiem czemu. Gratuluję wygranej tak w ogóle!

Bas: Dzięki. Atlas, to jest moja znajoma, Lea. Lea, to jest Atlas. 



Atlas: Bardzo miło mi cię poznać. Wiesz, Bastian to świetny ziom. Myślę, że powinnaś to wiedzieć.

Lea: Tak, wydaje się bardzo miły. [powiedziała zapatrzona w Atlasa Lea...]



Nie wiadomo już kto, ale na pewno któreś z nich zaproponowało szybką partyjką Kciuka w górę (na Bara-nara było jeszcze za wcześnie). Ale to chyba też nie był dobry pomysł.

Lea: Przepraszam, czy ja wam przypadkiem nie przeszkadzam? To mnie powinniście pokazywać emocję, żebym mogła zgadnąć, a nie sobie!



W końcu Atlas chyba się zorientował, że powinien już iść więc sobie poszedł (chociaż nie sądzę, aby jego obecność przeważyła o sukcesie lub porażce tej randki).

Lea: No więc, Bas, było bardzo miło. Może to kiedyś powtórzymy? Odezwę się.

Bas: Ale nie masz mojego telefonu.

Lea: No tak. To pa!

I to by było na razie tyle tego randkowania.


<<<Poprzedni rozdział: 7. PIERWSZY KROK

>>>Następny rozdział: 9. NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA