5. ZEW NATURY

To był piękny dzień w Windenburgu. Idealny na małą wycieczkę do lasu Bramblewood.

To właśnie pomyślał Filip, wychodząc przed dom i czując rześkie, poranne powietrze na twarzy. Zapowiadała się piękna, słoneczna pogoda.



Anna: Coś ty znowu wymyślił. Głodna jestem.

Filip: Bez obaw, jestem przygotowany na całe to wydarzenie. 

Anna: Piknik? Jak romantycznie.

Filip: Zdziwiona? Myślałem, że już dawno temu udowodniłem ci, że aktywności na świeżym powietrzu mogą być bardzo nastrojowe. 



Anna: To był jednak dobry pomysł, żeby tu przyjechać. Pamiętasz, jak spędzaliśmy tu czas jako dzieci? 

Filip: Jak mógłbym zapomnieć? Brzydziło cię, że łapałem żaby.

Anna: Ale też trochę imponowało! 




Anna: To też mi coś przypomina. 

Filip: Ale ty byłaś wtedy na mnie zła, że cię zabrałem na głupie ryby!

Anna: To było ostatnie, o czym wtedy marzyłam. Ale patrz, teraz idzie mi dużo lepiej! I chyba złapałam nam kolację! 

Filip: No proszę, a ja tym razem tylko jakieś śmieci.



Filip: Ta przypomina kota.

Anna: A tamta statek.

Filip: Rzeczywiście!

Anna: Słyszysz, jak wiatr pięknie szumi w drzewach? Chyba nigdy mi się to nie znudzi.

Filip: Co? Wiatr?

Anna: Nie, oglądanie z tobą nieba. 



Romantyczność romantycznością, a wydarzenie wydarzeniem, ale natura potrafi wzywać w różny sposób. Dobrze, że Narratorka zadbała o krzaczki. 



Anna: Niebo w Henford wygląda tak samo, jak wtedy, gdy byliśmy dziećmi. Aż poczułam się znowu jak ta dziewczynka, której pokazywałeś gwiazdy.

Filip: A tutaj chyba nigdy wcześniej nie byłem. Jak pięknie!

Anna: Musimy już chyba wracać.

Filip: Posiedźmy jeszcze chwilę. Patrz, wymasuję ci plecy. 




Po powrocie Filip jak zwykle wybrał się na codzienny wieczorny jogging. Nawet teraz po latach sobie nie odpuszczał. Chociaż trasy musiał już mocno skrócić.

Anna: Tylko się nie przemęcz. I wracaj niedługo. 



Następnego dnia Filipowi wcale nie minęła nostalgia za przeszłością. Gdy wszedł do dawnej pracowni Akito, znów poczuł się jak mały chłopiec obserwujący tatę przy pracy. Postanowił oddać hołd tym wspomnieniom.

Filip: Tato, nigdy nie byłem w tym tak dobry, jak ty, ale czegoś mnie jednak nauczyłeś. 



Kolekcjonerstwo nadal było pasją Filipa. Tylko teraz coraz trudniej wstawało mu się z kolan...



Idąc przez las i ruiny, Filip nagle się zorientował, że chyba się trochę zgubił. Nagle dostrzegł drzewo. Dokładnie takie, jak ze swojego snu, gdy był dzieckiem!



I trafił tam, naprawdę trafił w końcu do miejsca ze swojego snu! Wyglądało na jakąś krainę wróżek. To było niesamowite.



A więc miejsce ze snu istniało naprawdę, a on je w końcu znalazł. 



Gdy wrócił z tajemniczej polany, było już ciemno. Wykorzystał ten fakt, żeby poobserwować gwiazdy. Nie ma to jak trzymać teleskop w kieszeni. 



Anna: Patrz, co dostaliśmy w prezencie! 

Filip: Jacuzzi?! Wow! Zupełnie jak na 20-lecie.

Anna: Nie! Kostiumy kąpielowe! Jacuzzi ja kupiłam, żebyśmy mogli od razu się wykąpać.

Filip: Tylko te kostiumy to w sumie niepotrzebne. 

Anna: Masz zupełną rację!



Anna: A więc jednak trzeba było założyć kostiumy, żeby dostać więcej prezentów!

Filip: Ja tam wolałem bez kostiumów.



Filip wziął sobie do serca podążanie ścieżką ojca i postanowił zbudować kilka mebli. Sklep Drewnoteka nadal był ich, być może obecny Drozd powinien dodać coś do kolekcji.

Filip: Patrz, co zbudowałem!

Anna: Ładne... Ale nie wymienimy naszych mebli ogrodowych, prawda? Prawda?



Filip zrobił jeszcze stół do kompletu. Wspomnienia o tacie i jego sklepie napływały do Filipa. Poczuł się dumny, że dołoży coś do dorobku taty. 



Następnego dnia kolejna mała wyprawa. Łapanie żab, rysowanie po piasku. Bo co można robić, gdy się jest na emeryturze i się kocha naturę?



Filip odkrył kolejne tajemne przejście. Tym razem do niesamowitej jaskini. Musi pokazać to miejsce Annie. I tamtą magiczną polanę również. Te miejsca były niesamowite, wręcz czuło się jakąś magię w powietrzu.



Filip: Musisz je zobaczyć.

Anna: To może jutro?

Filip: I wiesz co? Musimy wyruszyć jeszcze w jakąś podróż.

Anna: Co takiego?

Filip: W poszukiwaniu przygody, ten ostatni raz. Mamy coraz mniej czasu.

Anna: Dobrze, ale później to omówimy. Teraz już śpijmy.

Filip: Obiecujesz?

Anna: Obiecuję. 



Filip: Wiejska jajecznica z grilla raz! Gotowa na odkrywanie tajemniczych tajemnic? Magicznych polan i ukrytych jaskiń?



Anna: No i gdzie ta polana?

Filip: Najpierw trzeba znaleźć drzewo. Dziwne, powinno gdzieś tu być. 

Anna: I?

Filip: No nie wiem! Przysięgam, że wcześniej tu było! 

Anna: Może nie ma drzewa, ale widziałeś tego morskiego potwora?!



Filip zbudował jeszcze jeden mebel. 

Filip: Jest dość przestronny, nie sądzisz? Czy myślisz o tym, o czym ja myślę?

Anna: O nie! Zapomnij. Filipie Drozd, jeśli myślisz, że będę chętna na jakieś dzikie bara-bara z tobą w tym wychodku, to chyba postradałeś zmysły. 



Anna: A co to jest? Zaraz, to magiczne fasolki? Myślałam, że wszystkie zasadziłeś na wyspach Twikkii, podczas naszej morskiej przygody?

Filip: Bo tak było, ale znalazłem w kieszeni nowe, chyba ktoś je tam wsadził.

...

Filip: No coś takiego, mamy nasze własne magiczne drzewo w ogródku!



Filip: Wejdę do środa, idziesz ze mną? 

Anna: Nie, lepiej zostanę tutaj.

Filip: Aniu, tylko się nie gniewaj, zjadłem zakazany owoc. Ale czuję się fantastycznie! Musisz też spróbować! 

Anna: Że niby mam to zjeść? Eh, raz się żyje. 

Filip: No dobrze. I co teraz?


<<<Poprzedni rozdział: 4. DO BOJU HOMARY








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA