47. CISZA PRZED BURZĄ
Oczywiście, po małej wpadce w domku na drzewie, Bastian spędził większość dnia na rozmowie z Laurą, chociaż niestety na odległość. Skąd te dzieciaki mają tyle energii?
W między czasie, Maja pochłonięta pracą i analizą rynku (bo może jednak otworzy własną firmę), trochę już ochłonęła. Rzut oka na zdjęcia z liceum przywrócił nostalgiczne wspomnienia z jej własnego balu. Ileż to już czasu minęło? Trochę szkoda, żeby Bastiana miało ominąć takie ważne wydarzenie w życiu nastolatka...
Poza tym Jace zdążył już przerobić z Bastianem wszystkie interakcje o związkach. Od "Pomówmy o bara-bara", przez rozmowy o pozytywnych dynamikach związków, skończywszy na nauce o romantycznej satysfakcji. No i jednak Bastian nadal kwalifikował się do odpowiedzialnej cechy.
Dlatego też, gdy Maja dostrzegła wieczorem skradającego się koło domu Bastiana, ewidentnie wyszykowanego na bal, strategicznie udała, że nic nie widziała. No chyba, że znów wróci o nieprzyzwoitej godzinie... Wtedy sobie porozmawiają. Ale na razie niech się dobrze bawi ze swoją pierwszą miłością. W końcu to Dzień Dobroci...
Impreza była tym razem wyjątkowa, bo wyjątkowy był jej motyw - Miłość rośnie wokół nas. I tak też było.
Bas: Pięknie wyglądasz. Jeszcze nigdy nie widziałem cię bez okularów, masz niesamowite oczy.
Laura: Widziałeś? Basia tańczy z Pawłem, chyba mają się ku sobie! Marysia spotyka się z Pearl, z tą, co razem siedzą na kanapie, a Romek właśnie flirtuje z Arturem!
Bas: Przyznam, że nie zauważyłem. Ciężko dostrzec cokolwiek innego, mając ciebie przed oczami.
Królem i Błaznem balu zostali Basia i Paweł! Bardzo zasłużone tytuły! Ta impreza była naprawdę bardzo udana.
Laura: Dziękuję za cudowny wieczór. No i za fotkę na pamiątkę.
Laura: Ale lepiej się już zbierajmy. Jest już późno, a ja wolę nie narażać się już bardziej rodzicom. Jeśli teraz mnie złapią, to będę uziemiona chyba do końca życia.
Karnawał w niedzielę nie należał do zbyt udanych. Maja się strasznie pochorowała. Pogoda również nie zapraszała do świętowania.
A w poniedziałek rano Bastian został wezwany do dyrektora... Obawiał się reprymendy za piątek. Opuścili z Laurą sprawdziany i chociaż jego oceny w ogóle na tym nie ucierpiały, to jednak takie zachowanie mogło mieć inne poważne konsekwencje.
Jednak nic takiego się nie stało, bo dyrektor miał inne nowiny!
Dyrektor: Taaaak... a więc myślę, że możemy puścić w niepamięć twoją ostatnią nieobecność. W końcu jesteś najlepszym uczniem liceum San Sequoi i, jak właśnie się dowiedzieliśmy, również pełnym stypendystą Instytutu Foxbury! Gratulujemy!
Bas: Co? To niesamowite! Bardzo dziękuję za dobre wieści!
Dyrektor: Jeśli będziesz chciał, możesz ukończyć szkołę w trybie przyspieszonym. Nie będziesz wtedy mógł uczestniczyć w ceremonii wręczania dyplomów, ale będziesz mógł rozpocząć wcześniej studia.
Bas: Właściwie wcześniejsze ukończenie liceum bardzo mi pasuje! Tylko chciałbym jeszcze wziąć udział w szkolnym konkursie tworzenia gier, jeśli nie stanowi to problemu.
Dyrektor: Najmniejszego! No to załatwione! Jutro po festiwalu drużyny informatycznej przygotuję dokumenty. Jeszcze raz gratulacje.
Laura: Powodzenia na dzisiejszym konkursie! Na pewno twoja gra wygra. Będę ci kibicować.
Bas: Dzięki. I chciałem ci o czymś powiedzieć. Wczoraj rozmawiałem z dyrektorem i mogę wcześniej ukończyć szkołę, wiesz? Mógłbym wcześniej zacząć studia w Foxbury!
Bas: To dla mnie wielka szansa.
Laura: Aha. Czyli wyjedziesz tak?
Bas: No tak, pewnie będę najmłodszym studentem. Jeszcze w sumie nie dostałem listu akceptacyjnego, ale dostałem już pełne stypendium.
Laura: No to... moje gratulacje. Muszę iść na lekcje. Widzimy się później?
Laura nie zdawała się cieszyć z sukcesu Bastiana. A może się o coś gniewa? Czy coś przeskrobał? Zapomniał o rocznicy? A może mu się tylko zdawało? Pomyśli o tym później. A tymczasem, rozpoczyna się festiwal nauki drużyny informatycznej! Bastian, jako kapitan, oczywiście bierze udział w konkursie.
Bas zgłosił się na konkurs tworzenia gier, uzyskał wynik 32 i przedstawił swój wynik panu Medardowi, który był dziś jurorem.
Bas: Panie psorze, będzie z tego jakaś nagroda?
Pan Medard: Nie tym razem. To wydarzenie nie działa zbyt dobrze. Ale za to możesz już otrzymać swój dyplom ukończenia szkoły! Gratulacje i powodzenia na studiach!
Z innych osiągnięć, Bas zebrał również całą kolekcję pierwiastków, nawet bonusowy z Sixam, i tym samym ukończył aspirację Sowa mądra głowa. Liceum było dla niego naprawdę czasem triumfów na wielu polach!
Spotykanie się z Laurą było kolejnym powodem do dumy i radości. Na szczęście Laura już chyba się na niego nie gniewała. A przynajmniej nic na to nie wskazywało. On na wszelki wypadek też nie poruszał tematu, po co wywoływać wilka z lasu. Lepiej skorzystać z rabatu i wypić razem Bubble Tea.
Bas: Mamo, tato. Mam list.
Maja: O Maxisie! No to otwieraj, na co czekasz? Ależ jestem podekscytowana!
Bas: Władze Instytutu Foxbury mają zaszczyć poinformować się, że Sebastian Drozd może zapisać się... DOSTAŁEM SIĘ! NA WSZYSTKIE KIERUNKI PRESTIŻOWE!
Maja: Jestem z ciebie bardzo dumna, synku. I nie mówię tego tylko dlatego, że mam taki cel życiowy na liście marzeń. Kończysz aspirację za aspiracją, nawet teraz właśnie ukończyłeś aspirację Superambitny. Życzę ci, żebyś każdy cel życiowy osiągał z taką łatwością.
Bas: Dzięki, mamo. To dużo dla mnie znaczy.
Laura: To kiedy wyjeżdżasz?
Bas: W weekend, może pojedziesz ze mną?
Laura: Nie wiem, czy to dobry pomysł...
Bas: No jedź, zobaczysz mój akademik i kampus...
Laura: Zamieszkasz w akademiku? Miałam nadzieję, że... że zostaniesz jednak tutaj, przecież Foxbury jest blisko. Mógłbyś dojeżdżać.
Bas: Ale nie chcę, wygodniej będzie mieszkać tam i przyjeżdżać tutaj na weekendy. Laura, czy coś się stało?
Laura: Nie, nic się nie stało! Tylko zostawisz mnie! Tak jak Atlas! Najpierw będziesz zbyt zajęty, żeby przyjechać, potem przestaniesz dzwonić i tylko będziesz szukać wymówek!
Laura: A potem nie starczy ci czasu nawet na napisanie wiadomości. Bo wszystko będzie ważniejsze niż ja!
Bas: Laura, co ty mówisz? To dlatego rozstaliście się z Atlasem? Nigdy mi o tym nie mówiłaś.
Laura: Nigdy nie zapytałeś.
Bas: Czy ty... Czy ty nadal chciałabyś być jego dziewczyną?
Laura: NIE! Bas, no co ty! Liczysz się tylko ty. Ale Bas, wy jesteście tacy podobni! Tak samo ambitni! Dobrzy uczniowie, świetne osiągnięcia! Pojedziesz tam i zapomnisz o mnie! Będę tylko przeszkodą, zajmującą ci czas na twojej drodze do osiągania coraz większych sukcesów!
Bas: Nigdy bym tak nie postąpił!
Laura: Nie? Nawet teraz... byliśmy razem, a ty wyciągnąłeś ten swój komputer. Jak pojedziesz tam, to już wszystko się zmieni.
Bas: Laura, nic się nie zmieni. Obiecuję ci...
Laura: Jak? Jak możesz mi to obiecać?
Bas: Ja...
Laura: Widzisz, nie możesz. Nie możesz mi tego obiecać, Bas. Bo nie wiesz, co się wydarzy. Nie wiesz, co poczujesz za miesiąc, za pół roku. A ja... ja nie mogę znów... nie potrafię... nie chcę znów przez to przechodzić! Dlatego lepiej rozstać się już teraz.
Bas: Dla kogo lepiej?
Laura: Dla wszystkich. Przepraszam cię, Bas. Ja... muszę już iść. Żegnaj.
Bas nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie stało. Tak wiele pytań pojawiało się w jego głowie i na żadne nie znał odpowiedzi. Chyba pierwszy raz w swoim życiu.
https://www.youtube.com/watch?v=Jtauh8GcxBY
So, before you go (Więc, zanim odejdziesz)
Was there something I could've said (Czy było cokolwiek, co mogłem powiedzieć)
To make your heart beat better? (Aby twoje serce biło lepiej?)
If only I'd have known you had a storm to weather (Gdybym tylko wiedział, że masz burzę do przetrwania)
<<<Poprzedni rozdział: 46. ZAPROSZENIE NA BAL
>>>Następny rozdział: 48. GWIEZDNE RYKI
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz