38. WAKACYJNE PRZYGODY
"Hej, co u Was słychać? Nie uwierzycie, ale rodzicie w ramach prezentu urodzinowego zabrali mnie na Batuu! Wiem, co sobie teraz pomyśleliście, ale od dawna już o tym marzyłem i było naprawdę super! Zresztą, pomimo swej złej reputacji, Batuu ma naprawdę mało błędów!
Już pierwszego dnia jedliśmy w słynnej Kantynie Ogi. I poznaliśmy miejscowych. Różnych miejscowych. Niestety mama nie mogła się z jednym dogadać i musieliśmy na jakiś czas zmienić lokalizację.
Zwiedziliśmy wszystkie 3 dystrykty. Widziałem Sokoła Millennium, i Tie Echelon oraz nawet X-Wing Ruchu Oporu! Tata był zachwycony, tak jak ja. Mama nie bardzo. Nie zgodziła się, żebyśmy nocowali w lesie w namiotach z Ruchem Oporu i musieliśmy wrócić do Stacji Czarnej Iglicy.
Zaczym wróciliśmy próbowałem jeszcze przekonać Vi Moradi, żeby dała mi jakąś misję, ale ewidentnie nie wzbudziłem jej zaufania. Nie myślcie jednak, że mnie to zraziło!
Następnego dnia, jedząc jedzenie z Doku 7 pomyślałem, że dobrze, że wróciliśmy do Stacji Czarnej Iglicy. W sumie nie wiem, skąd biorą jedzenie ci z Ruchu Oporu, ale może lepiej tego nie wiedzieć. Na szczęście na Batuu działa SImternet, więc mama mogła zdać relację obserwującym, a ja zdążyłem dołączyć do misji w SimStarcie.
Mówiąc o misjach, w końcu zdołałem zdobyć na tyle zaufania jednego z członków Ruchu Oporu, że dostałem pierwsze zadanie. Oczywiście od razu zostałem zrewidowany przez strażników Najwyższego Porządku. Na szczęście puścili mnie bez problemu i udało mi się ukończyć moją pierwszą misję!
Oczywiście ostatecznie zdecydowałem się poprzeć Ruch Oporu i dostałem kolejną misję. Tym razem zadanie było bardziej skomplikowane! Próbnikiem musiałem zhakować wieżę transmisyjną Najwyższego Porządku. Oczywiście znów zwróciłem uwagę strażników. I znów mnie puścili - to chyba fart początkującego!
Następne podejście zrobiłem już jak zapadł zmrok, aby lepiej się ukryć. Tym razem nikt mnie nie zatrzymał. Ruch Oporu był bardzo zadowolony z moich wyników! Wzrosła moja reputacja i dostałem swój pierwszy świetlny miecz!
Trochę poćwiczyłem, ale mama nie pozwoliła mi z nikim walczyć. Może następnym razem.
Mama chciała już wracać, ale ja musiałem zrobić jeszcze 3 rzeczy przed powrotem do domu.
Punkt pierwszy - zwiedzić Batuańskie jaskinie. Zaliczone!
Punkt drugi - kupić własnego droida. Zaliczone!
Punkt trzeci - zagrać w sabacc. Zaliczone! Może następnym razem zagram z samym liderem Łajdaków - Hondo Ohnaką?
Nie mogę się doczekać, żeby wrócić tu w następne wakacje!
Resztę wakacji spędziłem z dziadkami w Windenburgu. Lubię spędzać z nimi czas, zawsze wymyślą coś zabawnego. Pozwolili mi nazwać nowo narodzone szczeniaczki - wiecie, że to wnuczki Pianki?? Nazwałem je Oreo i Coco.
Chciałem wreszcie ukończyć zadania od Mrocznego Kosiarza, więc nadgoniłem naukę umiejętności. Dziadek nie chciał, żebym tak ciągle siedział z nosem w książkach, ale ja to przecież lubię!
Dom jest pełen zdjęć dziadka z młodości. Czasem trudno uwierzyć, że był kiedyś tak młody jak ja. Był harcerzem i miał swoją paczkę przyjaciół, zupełnie taką jak nasza.
Dziadek w końcu namówił mnie na przejażdżkę rowerem po okolicy. I muszę przyznać, że nie było tak źle. Znalazłem bardzo ciekawe miejsce i rozegrałem pasjonującą partię szachów z porządnie wyglądającym miastowym.
Ale najbardziej w te wakacje podekscytował mnie widok kwitnącego kwiatu śmierci! Tak niewiele już mnie dzieliło od przygotowania ambrozji. Musiałem jednak złowić nowego Anioła Morskiego, bo nie mogłem sobie wyobrazić usmażenia mojego małego Angelito, czekającego na mnie w domu.
Za ukończenie wszystkich aspiracji jako dziecko spokojnie mogłem kupić eliksir młodości. I w końcu oto była - Ambrozja! Nie wierzyłem, że naprawdę mi się udało!
W Dzień Simlandii Dziadkowie pomogli mi z przygotowaniem specjalnego przyjęcia dla duchów, bo jak lepiej uczcić takie osiągnięcie i to w taki dzień? Jednak nie było to dla nich łatwe, okazało się, że oboje boją się śmierci. Nigdy o tym nie myślałem. Było to bardzo imponujące, że pomimo to zgodzili się na takie wydarzenie.
Najpierw pojawiła się Pianka, jak dobrze było ją zobaczyć! Kochana staruszka. Potem zjawiły się inne duchy. W tym pradziadek Akito i prababcia Klara! Muszę się Wam przyznać, że gdyby nie zdjęcia, to chyba bym ich już nie pamiętał. Dla dziadka Filipa to było bardzo wzruszające spotkanie.
W końcu pojawił się też Mroczny Kosiarz. Był tak zadowolony z moich osiągnięć, że aż zaproponował mi pracę, ale grzecznie odmówiłem. To jednak nie moje klimaty, zdecydowanie wolę bardziej przyziemne zajęcia. Opcjonalnie te z odległej galaktyki też mogą być, ale zaświaty to już za dużo.
Pianka nadrobiła stracony czas z dziećmi i poznała swoje małe wnuczki. Czy mogę tak pisać o pieskach? Chyba mogę, no nie? No bo to są jej psie wnuczki, więc jak inaczej.
Jak już Wam pisałem, dziadek Filip bał się śmierci. W końcu postanowił o tym porozmawiać z Mrocznym. Myślał, że nie słyszę, ale ja słyszałem wszyściutko. I wcale mi się to nie podobało. Rozmawiali o jakiejś liście na slablecie i że dziadek jest na jej samym szczycie. Już wiecie, co to znaczy, prawda? Ja też zrozumiałem.
Mroczny dał mi wyraźnie do zrozumienia, że muszę wybrać. Była tylko jedna porcja Ambrozji.
Jednak Pianka musiała wyczuć mój smutek, chyba jako duch ma jakieś super moce. Pokazała mi, jak piękne jest jej życie w Zaświatach (to chyba jej inna super moc) i że wcale nie czuje potrzeby wracać. Że cieszy się z tego czasu spędzonego z rodziną i że mi za to dziękuje, ale to już nie jest jej miejsce.
Potem pożegnała się z innymi pieskami i rozpłynęła się w powietrzu. To był ostatni gest poświęcenia naszego wiernego pieska. Nigdy jej tego nie zapomnę.
Pozostało porozmawiać z dziadkiem. Musiałem przyznać, że wszystko słyszałem. Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, powiedział, że to nie powinno być moje zmartwienie. Ale w końcu zgodził się przyjąć mój prezent.
Bo widzicie, Ambrozja nie tylko może ożywić zmarłych, ale potrafi też zwyczajnie wydłużyć życie żyjącego jeszcze Sima. Wiem, że sam eliksir młodości też ma taki efekt, ale Ambrozja jest zdecydowanie silniejsza. Jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło, choć zupełnie inaczej niż planowałem.
Do domu nie wróciłem sam, Oreo postanowiła do mnie dołączyć. Zyskałem więc nową przyjaciółkę. Już nie mogę się doczekać, żeby wam ją pokazać. Jest naprawdę śmieszna! Załączam wam wszystkie zdjęcia, bo inaczej pewnie byście nie uwierzyli w całą tę historię!
A co wy porabialiście w te wakacje? Wierzycie, że już za 2 dni wszyscy się spotkamy i będziemy licealistami? Ja z podekscytowania przeczytałem już cały pierwszy tom Robotyki! Chociaż tego chyba nie będą uczyć w liceum... To do zobaczenia!
Bas"
<<<Poprzedni rozdział: 37. PROJEKT SIMSTYL: MODA ULICZNA
>>>Następny rozdział: 39. JAK DO TEGO DOSZŁO NIE WIEM
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz