2. ŻAR TROPIKÓW

Maja: Dostałam się! Będę studiować Komunikację na wydziale w San Sequoi!

Filip: GRATULACJE!

Ania: Niech nam żyje Maja! Jesteśmy TACY dumni!

Maja: Muszę powiedzieć babci!

Filip: Z tym musisz trochę zaczekać, babcia przysłała maila, naprawdę pojechali z dziadkiem do Tomarangu.






Klara: "Moi kochani, Piszę do Was z najnowszego świata! Tomarang jest po prostu prześliczny. Przybyliśmy jak już był zmierzch, ale i tak widoki nas z miejsca urzekły.






Pierwszego dnia pozwoliliśmy sobie na odrobinę relaksu i przyjemności. Za to już następnego dnia skorzystaliśmy ze słońca i ochłody w hotelowym basenie.






Po południu wybraliśmy się do miasta. Tomarang jest zupełnie inny niż jakikolwiek dotychczas znany nam świat! Miasto jest bardzo kolorowe, choć w ciągu dnia wydaje się dość wyludnione. 






Dopiero wieczorem na ulicach pojawiło się więcej osób i miasto trochę ożyło. Market nocny był interesujący! Kupiłam nam miejscowe ubrania, bardzo wygodne. I oczywiście skosztowaliśmy ulicznego jedzenia. Dość ostra kuchnia, ale daliśmy radę. 







Niestety w drodze powrotnej trochę zabłądziliśmy i przydarzyła nam się wpadka... Akito do tej pory mi to wypomina...






W hotelu mamy bardzo dobre jedzenie. A pobliska plaża jest bardzo ładna, z zupełnie przezroczystą wodą. Pływać można w zasadzie po całym świecie!






Jednego ranka zawędrowaliśmy aż do miejscowej jaskini. Przewodniki mówią, że można tam spotkać jakieś żyjątka, ale ja nic nie widziałam. Za to znalazłam jakiś frędzel, to chyba miejscowy wyrób, czy może nawet jakiś antyk! Muszę to sprawdzić.






Park Narodowy był ciekawy, ale podobno to dlatego, że Narratorka przeprowadziła w nim niedawno istną rewolucję. W każdym razie, każdy tam znajdzie coś dla siebie, a nawet można zobaczyć zwierzęta. My też złożyliśmy dary zmarłym, a co, przyda się.




Świątynia była lekko rozczarowująca, w sumie to po prostu królicza nora i nastrójnik. Za to prawdziwą atrakcją okazał się lokalny klub Wrzeszczący Gekon. Wasz dziadek dał tam kilka popisów! Nie wiedziałam, że tak dobrze śpiewa!




No i noce Tomarani to zupełnie inna bajka. Wiecie, że są tam zupełnie inne gwiazdy niż u nas?



Jednego poranka zbudziło nas trzęsienie ziemi! Już myślałam, że wszyscy umrzemy i cała parcela się zburzy, ale na szczęście to też zakończyło się tylko nastrójnikiem. 




W przewodnikach pisali też o Sanktuarium tygrysów, więc oczywiście musieliśmy je zobaczyć! Było to naprawdę niesamowite przeżycie, chociaż żadne z nas nie dojrzało żadnego tygrysa. Ale za to jednego adoptowaliśmy! Szkoda, że przyślą tylko maskotkę. 




Chociaż jedzenie, kultura i atmosfera Tomarangu bardzo nam odpowiadała, oboje z waszym Dziadkiem poczuliśmy jednak tęsknotę za domem. Chociaż muszę przyznać, że przeszło mi przez moment przez myśl, żeby tu osiąść na stałe w jednym z domostw na wynajem, ale szybko odepchnęłam tę myśl. Przeprowadzka by mnie wykończyła, no i musielibyśmy sprzedać sklep. 




Jednego wieczoru w przypływie chwili odnowiliśmy nasze małżeńskie przysięgi. No ale spójrzcie na zdjęcia, czyż nie było tam romantycznie?




Wasz Dziadek mówi, żebym już się streszczała, bo wychodzimy, więc tylko szybko napiszę jeszcze, że poznaliśmy kilku miejscowych. Trochę narzekają na turystów i samoloty (albo źle zrozumiałam dymek nad ich głowami), ale sprzedali mi też trochę miejscowych plotek i opowieści. 




I tak sobie myślę, że jak wrócę do domu, to chyba napiszę jeszcze jakąś książkę, albo dwie, tym razem nawiązującą do ich kultury i legend. A tymczasem, ściskam Was mocno i ślę gorące pozdrowienia z tropikalnego Tomarangu!

Pa! Wasza Babcia Klara"



<<<Poprzedni rozdział: 1. SAN SEQUOIA

>>>Następny rozdział: 3. STUDENCKIE ŻYCIE


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA