14. POD SŁOŃCEM TARTOSY
Drozdowie kontynuują wakacje, unikając jak mogą Laurentów. Na szczęście w Tartosie mieszkają też inne rodziny.
Następny dzień zaczął się od zwiedzania okolicy. Okazało się, że trasa widokowa w dzielnicy Terra Amorosa jest naprawdę zachwycająca.
Aby uniknąć spotkania z Laurentami, Ania i Filip wybrali się dziś na jedną z dzikich plaż. A podczas gdy Maja bawiła się w piasku...
...Ania stwierdziła, że zrobi dowcip mężowi. Mała Maja miała potem niezły ubaw z taty.
Maja: Tata tyglysek! Hihihi!
Filip: Uduszę twoją mamę.
Gdy słońce już zachodziło, rodzinka dotarła do starej, miejscowej latarni, od dawna już nieużywanej.
Lucia: Oh, jak miło zobaczyć tutaj nowe twarze. Turyści?
Mateo: Dobrze trafiliście. To najlepsze miejsce w Tartosie z aktywnym wypoczynkiem, dla każdego coś się znajdzie. Dla starszych i dla młodszych.
Ania: Właśnie widzimy, w końcu jakiś placyk zabaw też dla małych dzieci.
Lucia: Od lat próbujemy tutaj zorganizować prawdziwą przestrzeń społeczną. Taki twórczy zakątek.
Mateo: Mamy już w zasadzie wszystko, co możliwe, nawet stół do aranżacji kwiatów.
Ania: Od razu czuć, że to miejsce ma duszę.
Tomi: Mamo, pokażę Mai pokój zabaw na górze.
Tomi: Mogę ci pomóc w układaniu klocków.
Maja: Nie, moje.
Tomi: Ok, ok, i tak widzę, że świetnie ci idzie. Brawo!
Wkrótce Maja zmęczona zabawą zdrzemnęła się na poduchach.
Lucia: Czy ktoś wie na czym polega ta gra?
Filip: Nie, ale ewidentnie w niej wygrywam.
Ania: To chyba przypomina domino.
Lucia: Będziemy musieli się już zbierać, ale umówmy się może na jutro na obiad?
Ania i Filip zostali jeszcze chwilkę, żeby ułożyć swoje pierwsze puzzle i zrobić sobie zdjęcie z tarasu widokowego latarni.
Filip: Szkoda, że nie było takich gier za naszych czasów, jak byliśmy dziećmi.
Następnego dnia Drozdowie od rana zwiedzili resztę Tartosy, tym razem część Porto Luminoso.
Ania: Nie widziałam ostatnio tego labiryntu z żywopłotu.
Filip: A tutaj przerwała nam wtedy ulewa, pamiętasz?
Jeszcze trochę zwiedzania i jeszcze więcej rodzinnych zdjęć do albumu :)
Dzisiaj też opalanie z dala od wspaniałych nieruchomości Laurentów.
Filip: No, może w końcu wyrównam opaleniznę, bo wyglądam jakbym złapał swędzącego plumboba.
Na obiad byli umówieni w restauracji na Piazza Amoroso.
Ania: No proszę, a jednak istnieją tutaj restauracje nienależące do Laurentów.
Mateo: Znacie Laurentów?
Filip: Trudno ich tutaj nie znać.
Mateo: Ależ to nieprzyjemne typy. Trzęsą branżą weselną i myślą, że są niewiadomo kim. Ale nazwisko Markovic też coś znaczy w Tartosie!
Tomi: Bo my trzęsiemy branżą muzyczną!
Lucia: Dokładnie, skarbie, tak właśnie jest.
Maja: Omnomnom.
Mateo: Tylko ci Laurentowie ciągle nam wchodzą w drogę.
Ania: To zdecydowanie brzmi, jak oni. My też do nich nie zapałaliśmy sympatią.
Nie ma to jak karaoke na dobre zakończenie wieczoru.
Ania i Lucia: Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze, popatrz, ooo popatrz...
Filip i Mateo: Przeżyj to sam... Przeżyj to sam...
Maja: My też śpiewamy?
Tomi: Niestety małe dzieci nie mogą, ale możemy potańczyć.
Towarzystwo tak dobrze się bawiło, że zostało jeszcze trochę posłuchać ulicznej artystki i potańczyć przy klubowej muzyce.
Ani się nie obejrzeli, a już był poranek. Na szczęście Narratorka wie, jak używać kodów, więc żadne dziecko nie zostało zaniedbane i nie osiągnęło niskiego poziomu potrzeb.
Dzisiaj wyjazd z Tartosy. A ponieważ zbiegł się z Dniem Ciastek, to Drozdowie nie mogli sobie odmówić ostatniej wizyty w sławnej kawiarni w Porcie Luminoso.
Filip: Uh... nic dzisiaj nie spałem.
Ania: Omnomnom. Nikt z nas nie spał. Nie narzekaj, przecież wszyscy dostaliśmy zielony pasek energii.
I to już koniec tej podróży poślubnej Ani i Filipa. Na zakończenie ostatnie 2 zdjęcia z winiarni Serena.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz