13. NIE MA WINA BEZ WINY

Filip i Ania czeka teraz podróż poślubna. Jednak czy nowo poznani na miejscu znajomi na pewno wyznają te same wartości?


Rano Maja (jak zwykle) obudziła się bardzo wcześnie. I chociaż ładnie się sama sobą zajęła, to i tak wkrótce cały dom był już na nogach.




Filip: Mam niespodziankę. Podzwoniłem tu i ówdzie i... wynająłem nam domek w Tartosie na kilka dni w ramach podróży poślubnej! Tak bardzo ci się tam podobało... pomyślałem, że to dobry pomysł. Możemy w sumie zaraz jechać.

Ania: Oh! Tak bardzo chciałam zwiedzić cały ten świat! Jesteś kochany!




Filip: Maju, co powiesz na wycieczkę?

Maja: Wyciecka!

Ania: Szybko się przebierzemy, naszykujemy i ruszamy, ok?

Maja: Maja pseblana. Ok?




Willa Sophia w Tartosie powitała ich deszczem.

Ania: Czemu tu zawsze pada, jak się zjawiamy?

Filip: Oj, to tylko mały deszczyk, już się chyba przejaśnia.

Maja: Nie lubie! Jest moklo!




Na szczęście (albo z pomocą Narratorki i maszyny do pogody) pogoda faktycznie się szybko poprawiła.

Pan Laurent: Witajcie! Jestem Hector Laurent, a to moja żona Hilary. Dom został już dla was przygotowany, jeśli byście czegoś potrzebowali w trakcie pobytu, dawajcie znać, mieszkamy niedaleko.

Ania: Bardzo tutaj ładnie!




Hilary: Tak, bardzo dbamy o wszystkie nasze nieruchomości. 

Filip: I jakie macie tutaj czyste powietrze!

Hector: Hej, jeśli nie macie planów na ten wieczór, organizujemy małą zabawę karnawałową w naszej winiarni. Mamy synka trochę starszego od waszej córki, dzieciaki się pobawią.

Filip: Chętnie skorzystamy!




Przed wieczorem rodzinka zdążyła się trochę odprężyć na basenie. 




Ania: No dobra, teraz ja troszkę się poopalam, a ty popilnuj Mai.

Maja: Chce jesce do wody! 

Ania: Tatuś z tobą teraz posiedzi, a mamusia się zrelaksuje, ok?

Maja: Ok!




Wieczorem wybrali się do winiarni Serena na przyjęcie karnawałowe Laurentów. 

Ania: To na pewno tutaj?

Hilary: O przyszliście... i jesteście przebrani...

Filip: To chyba miało być karnawałowe przyjęcie?

Hilary: No tak... ale eleganckie i na poziomie!




Hector: Wybaczcie, powinniśmy wam powiedzieć, że nasze przyjęcia są zawsze klasyczne, bez przebieranek i innych głupot.

Ania: I na pewno Maja może się bawić z waszym synem? To nie będzie problem?

Hilary: W żadnym razie, niech dzieci nie przeszkadzają dorosłym w miłym wieczorze. 




Hilary: Jace, kochanie, pokaż Mai, gdzie możecie się bawić. 

Jace: ...




Filip: Łał, macie tu naprawdę duży wybór win!

Hector: Spróbuj tego, to nasz najlepszy rocznik.

Filip: Rewelacja!

Hector: Mówiłem! I do tego jest na sprzedaż. Co do ceny, możemy się dogadać.




Ania: O, tutaj jesteście.

Filip: Hector daje nam bardzo przyzwoitą zniżkę na kilka butelek z jego winnicy.

Hector: Niech małżonka też spróbuje, a później na spokojnie się zastanowicie.

Filip: Kilka butelek nie zaszkodzi, prawda?




Mimo, że nie mieliśmy okazji dużo obserwować, to jednak Maja spędziła całkiem fajny wieczór, przynajmniej ona była bardzo zadowolona :D 




Następny dzień zaczęli od spędzenia na plaży, w Klubie Baia dell'Amore. Maja jest takim radosnym dzieckiem, wszędzie dobrze się czuje i potrafi sobie zawsze znaleźć dobrą zabawę. 




Filip: Maju, nie wchodź sama do wody!

Ania: Może jednak wyjdźmy z morza, patrzcie tam są takie fajne fontanny do zabawy.

Filip: Ten klub podobno też należy do Laurentów. Dość wypasione miejsce, wszystko tu jest!

Ania: Nie wiem, co o nich myśleć, są trochę... snobistyczni. 




Filip: Poproszę stolik dla trójki.

Hilary: O proszę, nasi goście!

Ania: Byliśmy dziś od rana w Baia dell'Amore, niezwykłe miejsce.

Hilary: Tak jak mówiłam, dbamy o nasze nieruchomości.

Ania: Faktycznie, mówiłaś!




Hector: Zastanowiliście się nad tym winem?

Kelner: Czy mogę już wziąć zamówienie?

Hector: Przynieś też butelkę Cranerlet Nuala. Może to was przekona.

Ania: Może jak czekamy na zamówienie, to przespacerujemy się chwilę po winnicy? Jeszcze żadnej nie widziałam.




Ania: Czytałam w przewodniku, że ta studnia spełnia życzenia! 

Filip: Poza tym dobrze było się wyrwać. Hector jest trochę męczący. 

Ania: Prawda? Naprawdę są dziwni oboje. No dobra, to wrzucamy pieniążek...




Ania: Patrz! Coś się dzieje!

Filip: No i? Czego sobie życzyłaś?

Ania: Ojej, na pewno nie tego! Ale Filip, miałam rację, Laurentowie naprawdę nie są w porządku! Studnia dała mi pewne informacje.

Filip: Co ty mówisz...?

Ania: Jeszcze nie wiem, co zrobię. Na razie wracajmy i udawajmy, że wszystko jest ok. 




Ania: Maju, chodź już z nami, pani kelner podaje jedzenie.

Filip: Omnomnom. Pyszne.

Ania: Naprawdę dobre!

Hector: To mamy ten deal?




Ania: Panie Laurent, może moglibyśmy porozmawiać gdzieś na osobności?

Hector: Zapraszam do mojego gabinetu.

...O co chodzi?

Ania: Więc pewnie pan nie wie, ale jestem krytykiem...




Hector: Krytykiem? A więc to tak, działała pani pod przykrywką?

Ania: Spokojnie, to co wiem o pana kolekcji, nie musi wyjść poza ten pokój.

Hector: A więc szantaż, tak pani sobie pogrywa?! Niech będzie! Moje wino może i jest rozcieńczane, ale i tak jest najlepsze! Nie dam popsuć naszej reputacji tak łatwo! Ile pani chce za milczenie?!!




Filip: To co się dzieje?

Ania: Odpuśćmy z kupowaniem tego wina. Dzięki studni dowiedziałam się, że Laurentowie mają w kolekcji podrobione zabawki antyki lamy. Ale jak tylko wyznałam, że jestem krytykiem, on z góry założył, że kulinarnym, a nie sztuki! I sam wyznał, że rozcieńczają swoje wino na sprzedaż! Teraz trochę poudaję, że coś niby notuję o ich restauracji i chodźmy już stąd. 




Filip: Dziwnie się czuję, chyba się zatrułem.

Ania: No nie wierzę, może z jedzeniem też coś robią dziwnego...

Filip: Halo? Składam skargę na wasze jedzenie, zatrułem się u was!

...Oddali nam pieniądze za obiad.

Ania: Chociaż tyle!



<<<Poprzedni rozdział: 12. MOJE WIELKIE SULANIJSKIE WESELE

>>>Następny rozdział: 14. POD SŁOŃCEM TARTOSY




Komentarze