16. CARPE DIEM
Klarze i Akito dni mijają teraz na zajmowaniu się dziećmi, pracy i zdobywaniu umiejętności.
Akito jest coraz lepszy w wyrobach stolarskich, prawie wszystkie jego prace mają już wspaniałą jakość. Nie pozostało to bez zauważenia.
Nieznajomy: Dzień dobry, te meble to na sprzedaż? Robi też pan na zamówienie?
Akito: Jak najbardziej! Wszystko, co tutaj pan widzi mogę sprzedać od ręki, a mam jeszcze więcej w wyposażeniu domu i na zamówienie też dam radę.
Nieznajomy: Świetnie! A nie myślał pan o otworzeniu własnego sklepu? Ma pan do tego rękę!
Akito: Klara, patrz, Narratorka w końcu dała nam nowy wygląd.
Klara: No nareszcie, twoje urodziny były już jakiś czas temu. Mnie tylko przedłużyła włosy, mam nadzieję, że lepiej się postara na moje urodziny. Chyba jest trochę leniwa, nawet nie ściąga nam żadnych ubrań CC.
Akito: I jak ci się teraz podobam, taki brodaty?
Klara: Chodź tu, to ci pokażę, może jeszcze zdążymy z jakimś szybkim bara-bara zaczym dzieci się obudzą.
Niestety przerwał im hałas na dworzu (chociaż może to i lepiej, bo jeszcze trzecie dziecko by z tego wyszło, a wtedy to już naprawdę ciężkie życie...). Okazało się, że Filipek już wstał i rozrabia przed domem.
Klara: Filip! Co ty robisz?!
Filip: Mama, Filip lobi bam bam.
Klara: Przeproś Filipku, nie można tak bałaganić. I chodź, zmienimy ci fryzurę. Twój brat ma zaraz urodziny, muszę Was jakoś rozróżniać.
I Piotruś zmienił się w małe dziecko. Cecha: Rozrabiaka ;)
Dwójka małych chłopców na pokładzie to nie przelewki.
Klara zorganizowała szkolną wycieczkę do centrum sztuki w San Mayshuno.
Klara: Patrzymy teraz na sztukę uliczną, kolekcję miejską. A po drugiej stronie idealny przykład pop artu, przekornie nazwane dzieło "Wydarte Wydrze", choć ewidentnie widzimy tu 4 lamy.
Uczeń: Proszę pani, a ten wielki posąg?
Klara: To wielkie popiersie człowieka lub wieszak na kapelusze. Świat być może nigdy się tego nie dowie.
Uczeń 1: Fajne te gliny, skąd je macie?
Uczeń 2: Wszyscy je mają, chyba po prostu musisz się nudzić i cyk, nagle nie wiadomo skąd, zaczynasz się nią bawić.
Uczeń 3: Patrzy jeszcze? Można już odłożyć tę glinę? Reeety, jakie nuuuuudyyyy...
Uczeń 4: A mnie się podoba. Patrzcie, co udało mi się zrobić!
Wieczorem w domu Klara otrzymuje smutną wiadomość.
Klara: Tak, słucham?
...Akito, to straszne, nie uwierzysz... Zelda umarła...
Akito: O nie! Jak to możliwe?
Klara: To musiały być historie sąsiedzkie. Przecież zaledwie kilka dni temu tutaj była i bawiła się z Filipkiem, nic jej nie było.
Klara ma następnego dnia pierwsze spotkanie klubu Książkożerców, który założyła jakiś czas temu dla uczniów ze szkoły.
Bibliotekarka: Witam, witam, zaraz wam wszystkim założę karty biblioteczne. A tymczasem wybierzcie sobie interesujące was książki.
Klara: I tak wielki, kokosowy pudding został wysłany na orbitę. Przez następne miesiące będzie zbierał przeróżne dane...
Uczeń: Co wypożyczyłaś? Ja Grę o Grom.
Uczennica: A ja Zmrok, o wampirach.
Niestety Klara jest nadal przybita niedawnymi wieściami, chociaż bardzo się stara, żeby dzieci tego nie odczuły.
Piotruś miał koszmar i poszedł obudzić rodziców. Pewne rzeczy są widać rodzinne, bo tak samo było z Filipkiem ;)
Klara: Mam dzisiaj rozmowę na stanowisko dyrektorki szkoły, ale jestem tak załamana po śmierci Zeldy, że nie wiem, czy dam radę...
Akito: Wiem, że jest ci ciężko, ale wiem też, że długo na to pracowałaś i zwyczajnie zasługujesz na ten awans. Wierzę w ciebie, kochanie.
Także Klara poszła się szykować na rozmowę. Ostatecznie zdecydowała się na prosty, elegancki strój.
Klara: I jak?
Akito: Śliczna jak zawsze. A teraz idź i im pokaż. Powodzenia!
Klara poszła do pracy, a tymczasem Akito pracuje nad nowymi rzeźbami, które zamierza później wystawić na sprzedaż na nowo otwartym targowisku w Windenburgu. Osiągnął już 10 poziom majsterkowania, co otwiera mu naprawdę wiele możliwości. Być może mógłby też dorabiać jakimiś pracami dorywczymi, albo faktycznie otworzyć sklep stolarski.
Chłopcy wrócili z przedszkola. Filip postanowił pokazać Piotrusiowi kurki. Ogólnie dobrze się razem bawią :)
Nagle zerwał się deszcz i wiatr. Słychać też grzmoty. Akito zawołał wystraszone dzieciaki do domu.
Klara też wróciła już z pracy i dostała awans! Jej starania zostały docenione i jest teraz dyrektorką szkoły! I nawet piorun, który nagle ją trafił, nie popsuł jej nastroju.
Następnego dnia jesteśmy świadkiem całkiem standardowego poranka z dwójką dzieci. Piotruś rozszarpuje książki, a Filip puszcza bąki. Klara stanowczo wyraża swoje rozczarowanie takim zachowaniem. Piotruś myślał, że uda mu się uniknąć pogadanki, ale i jego mama w końcu dorwała.
Ale jak widać ciągłe zwracanie uwagi nie robi wrażenia na Filipie, który znów robi bałagan w ogrodzie.
Klara: Filip, co ja Ci mówiłam?! Ile razy mam powtarzać to samo?
Filip: Nie! Nie! Filip lubi falby!
Klara: Nie masz się na co obrażać mój drogi, masz posprzątać ten bałagan. Simfastycznie, teraz boli mnie głowa...
Aby trochę odetchnąć, Klara idzie wziąć udział w konkursie kur i jajek na jarmarku. Zgłosiła udział w oby dwu konkursach z czekoladowym jajkiem i złotym kogutem.
Klara: Witam, właśnie podziwiam pana zgłoszenie konkursowe, świetna kura!
Uczestnik: A dziękuję, tak, tak, jestem znany z najlepszych kur po tej stronie Henford.
Burmistrz: Spójrzmy, co my tu mamy. O, Klara, jak miło cię widzieć. Mam coś dla ciebie, jak zwykle, tradycyjny podarunek Henford.
Klara: Dziękuję, pani Burmistrz. Zapraszamy kiedyś do nas na kawkę, jak znajdzie pani czas.
Uczestnik: Hej! A co to za prezenty i znajomości z sędzią konkursu? Czy to na pewno jest uczciwa rywalizacja?!
Tymczasem w domu Akito szykuje przyjęcie urodzinowe niespodziankę.
Akito: Uwaga, zaraz będzie wracać z jarmarku. Wszyscy na miejsce!
Niespodzianka! 100 lat!
I Klara stała się pełnoprawną dorosłą.
Dalej przyjęcie potoczyło się dość zwyczajnie. Wszystkim udało się zjeść torta, Akito dał Klarze warkocz z czosnku, aby zawsze miała przy sobie ochronę przed manipulacjami wampirów, dzieci również złożyły jej życzenia.
Klara: Nadal nie mogę uwierzyć, że Zelda odeszła. Nie od razu się polubiłyśmy, ale potem stała mi się bardzo bliska. Do tego jeszcze trafił mnie ten piorun i pomyślałam sobie, jak ulotne jest simowe życie.
Zoe: Spójrz na to inaczej, dostałaś drugą szansę, Zelda by jej nie zmarnowała na zamartwianie się. Pewnie by wyprawiła super wielką imprezę celebrującą życie.
Klara: Oj tak, masz rację. Pamiętam, jak na studiach tyrałam jak szalona, a ona zabrała mnie na zakupy, a potem zorganizowała imprezę, a wszystko po to, żebym wyluzowała i zaczęła czerpać z życia. Carpe diem, to chyba było zawsze jej motto.
Zdrowie Zeldy! Zawsze będziemy o niej pamiętać.
<<<Poprzedni rozdział: 15. RODZEŃSTWO
>>>Następny rozdział: 17. WAMPIRZA PRZYSIĘGA
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz