32. TAJEMNICZE ZADANIE

Za dobre wyniki w nauce, rodzice zabrali Bastka na Zlot Zapaleńców. Nie udało mu się zaliczyć Megatestu graczy, ale za to świetnie się bawił, kupił koszulkę ze zlotu i zdobył fotkę z cosplayem przebranym za jego ulubioną postać z filmu Przygody w symulatorze rakiety.





Oprócz tego całą rodzinką zagrali turniej na konsoli. Cóż to były za emocje! Później Bastian słuchał transmisji z wystrzelenia rakiety kosmicznej, a Maja i Jace przelecieli się... oczywiście rakietą w kosmos! Takie rzeczy tylko na Zlocie Zapaleńców.





Bas dołączył do klubu naukowego. Jak się okazało, Laura już była jego członkinią od jakiegoś czasu, jak również Arno.




Laura: Spróbujemy nasze eliksiry?
Bas: A możemy? A jak coś się stanie?
Laura: Daj spokój, co się może stać? Najwyżej dostaniesz jakiś negatywny nastrójnik.
Bas: Ok! Robimy to!





Laura: Mówiłam, najwyżej nastrójnik. Mój jest w dodatku nudny.
Bas: Ja dostałem taki obrzydliwy. 
Laura: Fuj!
Bas: Czego się nie robi dla nauki!





Bas: Wiesz już, co pokażesz na Targach Naukowych?
Laura: Jeszcze nie. A ty?
Bas: Też nie, ale chciałbym, żeby to było coś ekstra. Tak wyjątkowego, że prawie nie z tej ziemi. 





Niestety następnego dnia stała się bardzo smutna rzecz, która przesłoniła całej rodzinie inne plany. Pianka odeszła. Cała rodzina pogrążyła się w smutku.
Bas: Czemu pan zabrał naszego pieska?
Mroczny Kosiarz: To ty mnie widzisz, chłopcze?!





Mroczny Kosiarz: Hmm... skoro mnie widzisz, to w sumie mógłbyś mi się przydać. Jeśli mi pomożesz, to hm... ja też będę mógł zrobić coś dla ciebie. Doszły mnie niedawno słuchy o wyjątkowym daniu, zwanym Ambrozją. Potrzebuję zdobyć więcej informacji. Wchodzisz w to?





Bas: Ja? Ale ja jestem tylko małym chłopcem! Nie wiem, czy sobie poradzę.
Mroczny Kosiarz: Myślę, że tak. I oboje na tym skorzystamy. Bo widzisz, mówią, że Ambrozja potrafi ożywić zmarłych. Któż by nie chciał posiąść takiej wiedzy i mocy? Musisz tylko wykonać parę zadań...





Jace: Smucisz się synku z powodu Pianki?
Bas: Tak. To niesprawiedliwe, przecież nie miała jeszcze aż tylu lat.
Jace: Pieski żyją krócej niż Simy. A Pianka żyła bardzo długo.
Bas: Taaak. Tato, a czy wiesz coś o ambrozji?
Jace: Chcesz przyrządzić ambrozję, synku? Dla Pianki? To będzie wymagało chyba sporo pracy. Może mama wie więcej.





Maja: Ambrozja? Nie wiem, jak się ją robi, ale sama chętnie bym jej użyła. 
Bas: A wiecie jak mógłbym zamówić nasiona kwiatów? Nie mam takiej interakcji na komputerze.
Maja: Może przez prezenty? Ale kochanie, czy wszystko w porządku? Wiem, że bardzo przeżywasz rozstanie z Pianką, ale...
Bas: Wszystko jest ok, mamo. Nie martw się.





Mama miała rację. Bas kupił nasiona przez opcję zakupu prezentu. Przy okazji przeszukał internet i znalazł dodatkowe informacje o ambrozji. Nadal mało, ale zawsze coś. Następnie zasiał lilię i lwią paszczę w ogrodzie. 
Niestety w szkole pan Mucha wiedział niewiele więcej. Pozostał Biuletyn Stowarzyszenia Ambrozji. Może tam będzie więcej informacji.





Jace: I jak było w szkole, mistrzu?
Bas: Tato, nie teraz, jestem zajęty. [Do siebie] Trzeba rozwinąć umiejętności gotowania i ogrodnictwa...?
Niestety Bas odkrył, że jako dziecko, nie może rozwinąć jeszcze ani jednej, ani drugiej umiejętności. Dobrze, że mógł chociaż kupić mrocznofon. No nic, tata musi pomóc.






Jace: Miło, że chciałeś ugotować obiad ze staruszkiem, choć to dość niespodziewane.
Bas: No wiesz, tato, miło spędzić czas razem. Tato, a czy ty znasz się też na ogrodnictwie?
Jace: Nie, w ogóle. Ale dziadek się zna i jutro przyjeżdżają z babcią na weekend.
 




Jace: Bas, czy chciałbyś o czymś porozmawiać? Masz jakieś kłopoty?
Bas: Nie, tato. Wszystko jest w porządku.
Jace: Na pewno? Wiesz, że możesz nam o wszystkim powiedzieć.
Bas: To tylko taki projekt szkolny, nic wielkiego.





Nazajutrz przyjechali dziadkowie.
Anna: Słyszeliśmy o Piance, jak się czujesz?
Maja: Lekko nie jest. Towarzyszyła mi od małego. Jakoś ciężko mi było sobie wyobrazić, że kiedyś odejdzie. Ale takie jest życie. Natomiast Bas zdaje się bardzo to przeżywać. Trochę się o niego martwimy. Dobrze, że przyjechaliście.




Filip: Witaj, mistrzu. Podobno masz dla mnie jakieś zadanie?
Dziadek oczywiście pomógł i zbadał dokładnie rośliny z ogródka.
Filip: Dawaj znać, jeśli jeszcze będę mógł ci pomóc przy jakimś projekcie. Lub przy czymś innym.





Tego wieczoru w domku na drzewie...
Bas: Wszystko gotowe.
Laura: Łał! Naprawdę będziemy wywoływać duchy? 
Bas: Tylko o coś je zapytamy.
Romek: Jaaasne. Już widzę, jak wam odpowiadają. 
Laura: Tchórzysz Romek? To daj się chociaż bawić innym.
Bas: No dobra, zaczynajmy.





Romek: I jak tam? Słyszycie już coś poza własnymi pojękiwaniami?
Laura: Cicho! Jak tak będziesz hałasować, to nic nie usłyszymy.
Paweł: Ej, też widzicie to światło?
Laura: Duchy chyba przyszły... 
Bas: Cisza, dajcie się skupić! "Zasiej lwią paszczę, jabłoń i wiśnię". Mamy to!
Laura: A widzisz, niedowiarku?






Pozostało jeszcze jedno. Wezwać Mrocznego i przekazać mu zdobyte informacje.
Bas: To jak, robimy to Hunter? Tylko mnie nie zostawiaj piesku.
...
Mroczny Kosiarz: Dobrze się spisałeś, chłopcze. Ale to dopiero początek naszej podróży ku wiedzy.










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA