22. PO PROSTU RELAKS

Przed wyjazdem w podróż poślubną, Maja i Jace wraz z rodziną zebrali się w Sulani, aby świętować urodziny Filipa w restauracji Żar-ło.

Anna: Cudownie, że jeszcze udało wam się przyjechać.

Maja: W życiu byśmy nie ominęli urodzin taty.

Jace: O, Maja, spójrz...





Maja: Greta urodziła! Chłopczyka! 

Yuki: Skoro mowa o dzieciach... Ekhm... No więc, urodziła nam się druga córeczka, którą, nie wiedzieć czemu, nazwaliśmy Euzebia.

Jace: Piękne imię! Z greckiego ktoś prawy lub święty.

Anna: Oh, sezon na dzieci rozpoczęty! Nie myślałam, że to od was usłyszę jako pierwszych tę nowinę, ale i tak się cieszę!





Bea: To ja też mam nowinę - ja i Vaea się zaręczyliśmy.

Klara: Czy ja znam tego chłopca?

Bea: Tak, babciu! Był ze mną na ślubie Mai!

Filip: Czy ja mogę prosić o należytą uwagę w dzień moich urodzin, czy już wszyscy o mnie zapomnieli? I gdzie to jedzenie?




Filip zdmuchnął świeczki i niespodziewanie poczuł cały ciężar nowego etapu w swoim życiu. Czy te kości zawsze tak bolały? Skąd to nagłe odrętwienie? Perspektywa końca zdecydowanie go przeraziła. A przecież tyle jeszcze chciał w życiu zobaczyć, przeżyć. Chyba czas przejść na emeryturę i zacząć spełniać inne marzenia! Niech teraz inni ratują środowisko, a on odda się nowym pasjom!




Anna: Ależ wam zazdroszczę tego wyjazdu. Tamtejsze muzea są podobno wspaniałe! 

Jace: A jakie widoki! Już nie mogę się doczekać tych wszystkich zdjęć krajobrazów!





W końcu dotarli do Al-Simhary. 

Maja: Ależ jestem zmęczona, te ciągłe podróże między światami kompletnie mnie rozstrajają.

Jace: To pozwól, że cię trochę dostroję.




Jace: Wiesz, nie musimy wcale nigdzie wychodzić... przynajmniej przez jakiś czas.




Maja: Izi miała rację, to miejsce jest cudowne! Idę po coś do jedzenia, przynieść ci?

Jace: Później pójdę, jeszcze się poopalam.

Blondyn: Kogo to moje oczy widzą! Maja Drozd!

Maja: Malcolm Landgraab?! [O Maxisie, a Narratorka obiecywała bez dram.]




Dla przypomnienia, Malcolm to kuzyn Artura, który był ex Mai z liceum. 




Malcolm: Nic się nie zmieniłaś, nadal niezła z ciebie sztuka.

Maja: Ej! Wypraszam sobie takie teksty, jestem mężatką!

Malcolm: Uh, czemu tak ostro? Wiesz, mnie to nie przeszkadza, moglibyśmy się tu gdzieś zaszyć, wypalić jakieś banieczki, powspominać...




Maja: Co ty w ogóle proponujesz?! Jesteś straszny, Malcolm!

Malcolm: Eh, naprawdę nic się nie zmieniłaś, nadal jesteś okropnie sztywna.

Jace: Wszystko w porządku?

Maja: Taaak. A wiesz, podobno mają tutaj bańki. Moglibyśmy spróbować...




Maja: No to próbuję, uwaga. Uuuu, nawet nie takie złe!

Jace: Skoro już robimy takie szalone rzeczy, to może jakieś bara-bara w miejscu publicznym?

Maja: Szkoda, że nie ma tu żadnego schowka, ale stara szafa też się nada. 




Trochę zwiedzania też oczywiście było.

Jace: Przykro mi, że nie udało ci się awansować i nie wypełniłaś postanowienia noworocznego.

Maja: Mówi się trudno! Zresztą, na pewno jeszcze się uda! No dobra, jako, że nasza nowa dynamika to Kawalarze, to dawaj, robimy śmieszne miny do zdjęcia!





Maja: Poza tym, dostałam całkiem niezłą ofertę współpracy. Muszę tylko przesłać jakiś filmik podróżniczy dla firmy ubezpieczeniowej Sina Dal w ciągu 24h. Ale fart, że akurat jesteśmy w takim niezwykłym miejscu, filmik stąd na pewno im się spodoba!




Maja: A co się stanie, jak to pociągnę? O Maxisie!!!

Jace: Co mam robić?! CO MAM ROBIĆ?!

Maja: Bez paniki! Niebezpieczeństwo opanowane! Z ubezpieczeniem firmy Sina Dal, żadna podróż mi nie straszna!




Po takich przeżyciach dobrze jest się trochę zrelaksować w miejscowej łaźni i zjeść coś pysznego w restauracji Arabeska.




Al-Simhara ukrywa przeróżne kulturowe zabytki, trzeba wszystkie zwiedzić! I sfotografować przy okazji swoją piękną żonę. Jace jest przeszczęśliwy, że jego życie się właśnie tak potoczyło, że poznał Maję i może z nią teraz odkrywać świat. Może określenie "bez melodramatów" nie jest zbyt trafne, ale ważne, że teraz jest dobrze!




Nie ma to jak poranna kawka.

Maja: Wiesz, byli zachwyceni filmem z piramid! Nawet napisali, że nie musieli nic poprawiać.

A po popołudniu zakupy na targu. A wieczorem... 




Ah, te arabskie noce... Maja i Jace trochę poszaleli, i Maja nie jest teraz pewna czy nie za bardzo... 

Maja: Kochanie... Wczoraj w nocy wszystko było w porządku, prawda? Nie będzie z tego żadnych bułeczek w piekarniku? Bo chyba nie jestem gotowa...

Jace: Bułeczek? Nie wiem nic o bułeczkach, ale zrobiłem pizzę.




Jednak Maja nie czuje się za dobrze. Może to po prostu ta pizza jej zaszkodziła. Dobrze, że to już ostatni dzień ich wakacji. Niemniej, chyba trzeba sprawdzić...




<<<Poprzedni rozdział: 21. OBIECUJĘ

>>>Następny rozdział: 23. ROLLERCOASTER



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

25. NOWE POCZĄTKI

27. DRUGA SZANSA

11. OSTATNIA WOLA