1. SOLENIZANTKA
Ollie i Cayenne czekała daleka droga. Przynajmniej według mapy. Na początek musieli dostać się na statek, a już samo to wymagało kilku dni przeprawy przez góry. W końcu Kasztanowy Grzbiet nie wziął swojej nazwy od leżącego nieopodal morza. O nie. Ale to w stronę morza właśnie zmierzali. Olimpia: Niestety, koniku. To jeszcze daleko. O ile oczywiście po drodze nie zbłądziliśmy. Mam nadzieję, że nie. Tak wiem, trzeba było nie iść nocą, ale czasem musimy, żeby nadrobić trasę. No nic, na dzisiaj koniec drogi, jutro kontynuujemy. Droga ciągnęła się niemiłosiernie. Czasem miała wrażenie, że kręcili się w kółko. Do tego prowiant, który ze sobą zabrała szybko się kończył, musiała więc improwizować. Olimpia: Kto by pomyślał, koniku, że wędkarstwo jest takie trudne. Nie wiem, co złapaliśmy, ale ryba to ryba, no nie? Olimpia: Jesteśmy już blisko następnej fazy podróży, koniku. To musi być Oaza Zdrój. Łap marchewkę, a ja zaraz spojrzę na mapę i nazbieram trochę owoców. Następ...