1. PIERWSZY SEMESTR W FOXBURY
Instytut w Foxbury powitał nas jeszcze zimową aurą, chociaż formalnie nastała już wiosna. Bastian właśnie wprowadził się do akademika Morska Wieża.
.jpg)
Współlokator: Ty musisz być Sebastian. Ja jestem Lincoln. Lincoln Shackleton. Możesz mówić mi Link.
Bastian: Miło mi. Znajomi mówią mi Bas.
Link: A więc Bas, słyszałem, że łebski z ciebie kolo. Musisz być, skoro dostałeś się na Foxbury i to w tak młodym wieku. Na pewno więc zrozumiesz zasadę naszej wspólnej koegzystencji. Ja nie przeszkadzam tobie, ty nie przeszkadzasz mnie. I wszyscy jesteśmy szczęśliwsi.
Link nie był Simem o pozytywnym nastawieniu. I wybitnie nie pasowało mu, że dostał na współlokatora takiego dzieciaka. To był już jego trzeci semestr. Był gwiazdą tutejszej drużyny piłkarskiej i liczył, że wypracowana reputacja pozwoli mu w tym roku zaszaleć. Współlokator z mlekiem pod nosem psuł jego plany.
Ale Bastianowi takie postawienie sprawy wcale nie przeszkadzało. Wręcz był zadowolony, że nowy współlokator nie będzie go odciągał od nauki. Po fatalnym rozstaniu z Laurą postanowił, że związki i romantyczne uniesienia to tylko przeszkoda do prawdziwego sukcesu.
Dlatego nie miał zamiaru marnować czasu na bezużyteczne relacje towarzyskie i od samego początku semestru całkowicie oddał się nauce. Różne odmiany fizyki wciągnęły go bez reszty.
Jedyna rozrywka, na jaką sobie pozwalał, to ukochane gry komputerowe. Ale nawet to miało bardziej pragmatyczny cel. Aby utrzymać pełne stypendium Bastian musiał dołączyć do drużyny treningowej E-sportowych E-zawodników. Musiał więc trenować przed Turniejem E-sportowych Wymiataczy, który odbywał się w każdy weekend.
Życie na kampusie odpowiadało mu. Czuł się jak ryba w wodzie, chodząc na wykłady z fizyki i ćwiczenia z robotyki. Zaopatrzył się we wszystko, czego potrzebuje pilny student. Chodził na wykłady gościnne z inżynierii i sumiennie odrabiał wszystkie prace.
W końcu przestał też czuć się tak źle po rozstaniu z Laurą. Czuł się wręcz szczęśliwy jako singiel. W końcu nic go nie trzymało i jeśli chciałby, to mógłby bez wyrzutów sumienia flirtować z koleżankami z kampusu.
Jednak od czasu do czasu czuł się też zwyczajnie samotny. Zawsze miał wokół siebie wielu przyjaciół. Być może postanowienie trzymania się z dala od relacji towarzyskich to nie był najlepszy pomysł... Szkoda, że żadne z jego przyjaciół jeszcze nie zaczęło studiów. Wtedy na pewno czułby się lepiej, bo na swojego towarzysza z pokoju nie miał co liczyć.
W końcu wiosna na dobre zagościła w Foxbury. A wraz z dobrą pogodą przyszedł czas egzaminów końcowych. I chociaż Bastian uczył się pilnie, a przed samymi egzaminami jeszcze zrobił porządną powtórkę, to i tak postanowił złożyć ofiarę, prosząc o sukces akademicki. Tak na wszelki wypadek.
Niepotrzebnie się stresował, bo zdał celująco, ze wszystkich przedmiotów.
Tego samego dnia zadzwoniła do niego mama.
Maja: Kochanie, jak studia? Kiedy przyjeżdżasz do domu?
Bastian: Hej mamo, wszystko dobrze, zdałem! Przecież widzimy się jutro u babci, prawda?
Maja: Tak, tak, tylko cię sprawdzam, czy pamiętasz!
Bastian: No wiesz, nie zapomniałbym o własnych urodzinach!
W końcu nadszedł ten wyczekiwany od miesięcy dzień - dzień urodzin Bastiana, wypadający w Święto Wiosny. Nasz solenizant już nie może się doczekać.
Impreza urodzinowa odbywa się w Windenburgu. Filip nie jest zbyt zadowolony z bycia dzisiaj szefem grilla.
W końcu goście się zebrali, a Filip skończył grillować. Tym razem spotkali się w dość wąskim, rodzinnym gronie, ze względu na Jace'a, który potrafił już kontrolować furię, ale jeszcze nie bardzo panował nad przemianami i chwilowo utknął w wilkołaczej formie. Wystarczy, że najbliżsi musieli się oswoić z sytuacją.
100 lat, Bastian! Niech spełnią się twoje marzenia!
Bas dostał od losu cechę Niezręczny towarzysko... Nie będzie mu łatwo odkrywać dodatek Zakochaj się. Ale może będzie ciekawiej :P
Bas: Dlaczego mi nie powiedziałeś o wilkołactwie? Przecież wiesz, że przeczytałem wszystkie książki o Peterze Barkerze. Fantasy to moja specjalność, pomógłbym ci!
Jace: Wiesz synu, wilkołactwo jest trochę bardziej skomplikowane niż w książkach. Na początku w ogóle nie kontrolowałem furii.
Jace: Bałem się na samą myśl, że w przypływie chwili mógłbym ci zrobić krzywdę. Volkov pomógł mi poznać podstawy, przyjął mnie do Sfory. Ale widzisz, nadal mam problemy. Uspokoiłem furię, ale nie umiem się teraz zmienić. Mam nadzieję, że już tak mi nie zostanie...
Bas: Spróbuję się czegoś dowiedzieć, na pewno coś znajdę. W książkach albo simternecie. Ale wiesz, super mieć tatę-wilkołaka! Musisz mi wszystko opowiedzieć.
Filip: Przykro mi, że nie wygrałaś tego programu modowego.
Maja: A mnie nie, tato. Przemyślałam sprawę. Zdobyłam spory rozgłos i w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, żebym już otworzyła swoją markę, ale chciałabym chociaż przez moment popracować pod okiem kogoś z większym doświadczeniem.
Maja: Izzy Fabulous zaproponował mi pracę stylistki w swojej firmie. To będzie dla mnie idealne doświadczenie. Poznam biznes od podszewki, a nie tylko z Simstagrama. A potem otworzę swój własny biznes. Plan idealny!
Młodzi przenieśli się do pobliskich ruin.
Marysia: Jak idzie na studiach?
Basia: Robisz sobie w ogóle jakieś przerwy na imprezy, czy tylko zakuwasz?
Marysia: Ignoruj ją. Ja strasznie ci zazdroszczę. Też chcę się dostać na Foxbury, ale jeszcze trochę muszę poczekać.
Bas: To może w następnym semestrze już się spotkamy! Byłoby świetnie! Wiesz, mamy niezwyciężoną drużynę e-sportową. I jest też klub Znawców Robotyki! Jeszcze się nie zapisałem, ale może teraz w drugim semestrze dołączę.
Basia: Wiedziałam, że tylko zakuwasz.
Bas: Słuchajcie, a rozmawiałyście może ostatnio z Laurą?
Marysia: Laura się trochę odcięła. Mówi, że po prostu się przygotowuje do egzaminów na studia i ma mało czasu, ale myślę, że to raczej przez wasze rozstanie. Co między wami zaszło? Żadne z was nic nie chce mówić...
Bas: To skomplikowane. I jeśli Laura nic wam nie powiedziała, to ja chyba też nie powinienem. Po prostu myślałem, że może... że może coś wam mówiła, to wszystko.
Marysia: Nie wiem, co się wydarzyło, ale widzę, że oboje cierpicie. Przykro na to patrzeć. Może po prostu dajcie sobie czas.
Basia: Dobra! Koniec smutków! Musimy wracać do domu, bo inaczej żadna z nas nie pójdzie w ogóle na studia, bo zostaniemy dożywotnio uziemione.
.jpg)
Marysia: Przecież mówiłaś, że nie chcesz iść na studia.
Basia: Mówiłam, że nie chcę chodzić na wykłady. Ale na studiach są najlepsze imprezy! Coś takiego nie może mnie ominąć.
Bas: Mam wrażenie, że nie mówisz o imprezach typu zawody e-sportowe.
Basia: Zdecydowanie nie!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz